20:38 12 Grudzień 2017
Warszawa+ 5°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Mateusz PiskorskiAuschwitz-Birkenau

    Afera Mateusza Piskorskiego: Areszt bez końca

    © Zdjęcie: Mateusz Piskorski © Sputnik. Valeriy Melnikov
    1 / 2
    Opinie
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    311552

    Po kolejnej rozprawie, w której kolejne przedłużenie aresztu, na żądanie prokuratury, dla Mateusza Piskorskiego, staje się dla sądu rutynową formalnością, rodzi pytanie - czy Piskorski będzie mógł opuścić areszt dopiero wtedy, gdy PiS straci władzę?

    Ta władza ewidentnie się na niego zawzięła.

    Areszt przedłużono.

    Już wiadomo, że PiS będzie więził Piskorskiego przynajmniej 1,5 roku bez aktu oskarżenia, czyli do dnia 8 listopada, gdy to prokurator Anna Karlińska zwróci się ponownie do sądu o kolejne przedłużenie jego odosobnienia.

    Możemy się spodziewać, że Piskorski będzie siedział przynajmniej do lutego przyszłego roku, bo wiemy już, że właśnie do lutego, już na pół roku z góry, prokurator Karlińska dostała zgodę od Prokuratury Krajowej na dalsze ciągnięcie tej tragifarsy, w której Piskorski jest „agentem" rosyjskich, chińskich i irańskich służb.

    Prokuratury, która całkowicie znajduje się w rękach PiS, wcale nie interesuje, że Karlińska nie robi w sprawie żadnych postępów, a własną nieudolność zasłania kolejnymi z jej palca wyssanymi zarzutami, na których potwierdzenie jak zwykle nie ma żadnych dowodów.

    Po roku i trzech miesiącach nie sfabrykowała nadal jeszcze niczego, co by się nadawało na akt oskarżenia. Dlatego wymyśla nowe pomówienia, jak to ostatnie, że Piskorski szpieguje na rzecz cesarza Chin.

    Mentalna uczennica Andrieja Wyszyńskiego, radzieckiego prokuratora z czasów stalinowskich, za bardzo wzięła sobie do serca jego słowa, że — wystarczy dać jej człowieka, a paragraf się już jakiś na niego znajdzie.

    Okazało się to bardziej skomplikowane niż obiecywali jej pracownicy ukraińskiego SBU.

    Karlińska grzecznie Piskorskiego zatrzymała, ale znaleźć paragrafu nie potrafi.

    Trochę inaczej jest z sądami. Te po prostu działają źle i asekurancko od początku III RP.

    Mateusz Piskorski
    © Zdjęcie: Igor Stanow
    Mateusz Piskorski
    Najczęściej, nie tylko w sprawach ewidentnie politycznych jak ta, ale także w kryminalnych, gdy prokuratura występuje, przy zarzutach ciężkich przestępstw o aresztowanie, sąd jej to przyklepuje bojąc się konsekwencji odmowy. Bo jeśli podejrzany naprawdę będzie się ukrywał, mataczył, kontynuował przestępczą działalność, to wtedy przełożeni takiego sędziego przypomną sobie, kto odmówił żądaniu prokuratury.

    Bez nacisku mediów i opinii publicznej, sędziowie wolą postąpić tak jak jest bezpieczniej dla ich kariery.

    Co ich obchodzi fakt, ze kradną innemu człowiekowi jego życie?

    Gdy Piskorskiego w końcu zwolnią, nie formułując aktu oskarżenia, to za winną całego tego bezprawia i tak zostanie uznana prokuratura, która działa motywowana nie praworządnością lecz realizacją politycznych zamówień obozu rządzącego.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Igor Motowiłow
    Cała sprawa coraz bardziej przypomina sprawę francuskiego oficera artylerii, Alfreda Dreyfusa, która politycznie spolaryzowała całą Francję w końcu XIX wieku.

    Dreyfus, oficer żydowskiego pochodzenia, został oskarżony o zdradę i skazany na podstawie spreparowanych dowodów (Karlińska nawet spreparować ich nie potrafi) za szpiegostwo na rzecz Niemiec.

    Wyrokiem sądu wojskowego Dreyfus skazany został na dożywotni karny obóz na „Diabelskiej Wyspie" w Gujanie Francuskiej. Fałszerstwo szybko wyszło na jaw, jednak zamieszani w skazanie Dreyfusa oficerowie usiłowali ukryć swoje błędy. Aferę ujawnił na publicznym forum dopiero wybitny francuski pisarz, Emil Zola, publikując na łamach gazety „L'Aurore" („Świt"), słynny list otwarty do prezydenta Republiki Francuskiej Félixa Faure'a, zatytułowany „J'Accuse…!" (Oskarżam!).

    List podpisało też wielu francuskich intelektualistów. Mimo to procesy rewizyjne utrzymały krzywdzący i niesprawiedliwy dla Dreyfusa wyrok skazujący, a sam Zola został skazany na rok wiezienia i zmuszony do emigracji do Wielkiej Brytanii.

    Podziały w społeczeństwie francuskim na tle afery Dreyfusa przebiegały między prawicowymi, monarchistycznymi i klerykalnymi kręgami społeczeństwa, a kręgami republikańskimi, antymonarchistycznymi i silnie antyklerykalnymi.

    Miały też podłoże antysemickie, bo Dreyfus był Żydem, a wielu nie podobała się kariera Żydów we francuskiej armii.

    Podobnie i w Polsce w sprawie Mateusza Piskorskiego, podziały przebiegają między atlantystami, czyli głównymi mainstreamowymi partiami politycznymi, a częścią pozasejmowej opozycji.

    Jako, że pierwsza opcja stanowi dziś główny nurt polityczny, to między partią rządzącą i oficjalną parlamentarną opozycją nie ma tu sprzeczności ani nieporozumień. To tłumaczy zresztą milczenie głównego nurtu i brak protestów, gdy PiS prowadzi represje polityczne wobec przeciwników atlantyzmu i amerykańskiego serwilizmu.

    W sprawie Dreyfusa, nawet wtedy, gdy fałszerstwo stało się oczywiste, sąd wojskowy, broniąc honoru armii, wbrew faktom, uznał i tak winę Dreyfusa i skazał go na 10 lat więzienia, „wspaniałomyślnie" zaliczając mu na poczet kary, pięcioletni pobyt na wyspie.

    Dopiero na skutek ogromnego społecznego nacisku, wyrok anulował prezydent Francji.

    Polska. Warszawa
    © Sputnik. Mihail Voskresenskiy
    Jednak dopiero siedem lat później francuski Najwyższy Sąd Apelacyjny całkowicie anulował wyrok sądu wojskowego, senat przywrócił Dreyfusowi stopień kapitana, awansował go do stopnia pułkownika i odznaczył Krzyżem Legii Honorowej.

    Żadna władza nie przyznaje się dobrowolnie do błędów czy swoich występków, gdy nie naciska  na nią społeczeństwo.

    Zwłaszcza taka, która jak w naszym kraju, od 30 bez mała lat, próbuje z różnym skutkiem udawać, ze jest demokratyczna.

    Afera Dreyfusa miała jednak także pozytywne skutki dla życia politycznego i społecznego Francji — prawica, zwłaszcza skrajna, została zepchnięta na margines. W 1905 roku weszły w życie uregulowania dotyczące rozdzielenia kościoła od państwa, zaś armia została poddana cywilnej kontroli.

    Afera Mateusza Piskorskiego też mogłaby mieć pozytywne skutki. Pytanie tylko jak tę aferę z Piskorskim rozdmuchać w kraju, w którym praktycznie nie ma niezależnego opiniotwórczego dziennikarstwa, a państwo staje się coraz bardziej omnipotentne i represyjne?

    Na ostatniej rozprawie, wiedząc już, że wizja procesu w Starsburgu się oddaliła, sąd powrócił też do starej praktyki.

    Znów Piskorskiemu nie dano możliwości wzięcia udziału w rozprawie i bronienia swego prawa do wolności.

    Jakby tego było mało, zorganizowano ją w pośpiechu i w tajemnicy.

    Adwokatów o godzinie i miejscu (numerze sali sądowej) powiadomiono w ostatniej chwili, że tym razem zwolennicy i przyjaciele Piskorskiego nie mogli przyjść pod salę rozpraw, by go wspierać.

    Może ich widok męczy już bardzo nieużywane sumienie sądu?

    Tym razem nadal nie wiemy czym sąd uzasadnił swą decyzję.

    A może już nic uzasadniać nie musi?

    Może to państwo nic już nie musi?

    Kilka dni temu, piszący artykuły o Macierewiczu i jego zastępcy w Ministerstwie Wojny, Kownackim, Konrad Schuler z wpływowego Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ), zwrócił się do prokuratora Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie o zgodę na widzenie i rozmowę z Mateuszem Piskorskim.

    Chciał go zapytać o kontakty tych panów z polskimi tzw. prorosyjskimi organizacjami i obcymi służbami w tym także z założonymi przez Piskorskiego Europejskim Centrum Analiz Geopolitycznych i partią „Zmiana", o czym pisał on od jakiegoś czasu na łamach FAZ.

    Wkrótce dostał drogą mailową odmowną odpowiedź, podpisaną przez Agnieszkę Banaś, referendarza prokuratury.

    Odmowa, jak to w pisowskiej Polsce, nie zawierała oczywiście żadnych wyjaśnień.

    Nie, bo nie!

    Tematem rozmowy Konrada Schulera nie miały być przecież kwestie związane z zarzucanymi Piskorskiemu czynami, ale powiązania obecnych polskich władz z obcymi służbami i światem przestępczym.

    Na dodatek był to niemiecki, a więc „demokratyczny" dziennikarz!

    Chyba, że już jak przed wojną z rosyjskimi i niemieckimi dziennikarzami tu się nie rozmawia?

    Mi-26
    © Sputnik. Alexander Vilf
    Można tylko zadać kolejne pytanie, na które ta władza znów nie odpowie, bo co jej można zrobić?

    Nie czuje się zobowiązana, by komukolwiek z czegokolwiek się tłumaczyć.

    Czemu prokuratura dostała z góry polecenie, by odmówić dziennikarzowi rozmowy z Piskorskim i ujawnienia jakich swoich sekretów boi się PiS? Czy może właśnie dlatego Mateusz Piskorski musi siedzieć w areszcie? Bo za dużo o NICH wie?

    Sam Piskorski narzeka, że władza blokuje mediom dostęp do niego. Zwłaszcza tym zagranicznym, nad którymi władza nie bardzo ma jak się zemścić, gdy te napiszą coś nie po ich myśli. Mówi, że PiS boi się ujawnienia niewygodnych dla tej partii informacji, choć w innych podobnych przypadkach, nikt nigdy mediom nie odmawiał kontaktu z aresztowanymi.

    Tak właśnie wygląda „dobra zmiana".    

    Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Niesłychane draństwo ABW
    Agenci ABW w środowiskach prorosyjskich?
    Sąd: wszystko tajne, wszyscy się boją ABW, a Piskorski będzie siedział!
    „Aresztowanie Mateusza Piskorskiego przeprowadzono na bezpośrednie polecenie CIA”
    Mateusz Piskorski: „Niewłaściwy" polski polityk, od roku więziony...
    Sąd nad Piskorskim. Dranie z ABW w „akcji"
    Piskorski nie zamierza popełnić samobójstwa
    Mateusz Piskorski - do Jarosława Kaczyńskiego: Szanowny Panie Prezesie!
    „Wartości" ABW: Można? Można!
    ABW: Polowanie na rosyjskich szpiegów trwa
    Piskorski pobity, polskie media milczą
    Znany "szpieg" Mateusz Piskorski. Dzisiaj chiński "szpieg"
    „Agent trzech wywiadów" Mateusz Piskorski
    Dzień i noc ABW
    Mateusz Piskorski: Sprawa sumienia polskiego
    Tagi:
    skandal szpiegowski, szpieg, rusofobia, Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych (ECAG), Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ), prokuratura, Rząd RP, ABW, Zmiana, Prawo i Sprawiedliwość, sąd, SBU, Konrad Schuler, Agnieszka Banaś, Emil Zola, Alfred Dreyfus, Anna Karlińska, Stalin, Mateusz Piskorski, Chiny, Francja, Niemcy, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz