23:04 24 Wrzesień 2017
Warszawa+ 14°C
Moskwa+ 10°C
Na żywo
    Adam Michnik i Lech Wałęsa. Warszawa

    Powrót do Polski Ludowej

    © Sputnik. Leonid Swiridow
    Opinie
    Krótki link
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    1184013766

    „Polska Ludowa" - wydana przez Iskry, znakomicie pomyślana i zredagowana przez Roberta Walenciaka, rozmowa Karola Modzelewskiego i Andrzeja Werblana -- nie doczekała się nie tylko uznania, ale nawet zauważenia w szeroko pojętym mainstreamie, co zapewne ma być karą dla Modzelewskiego za zadawanie się z komuchami.

    I nie jest to jedyny powód, dla którego warto po nią sięgnąć.

    Karol Modzelewski już na pierwszej stronie podkreśla, że jego rola w tym dialogu jest o tyle podrzędna, iż — w odróżnieniu od Andrzeja Werblana, który będąc ważnym graczem w historii Polski Ludowej, jest także historykiem, piszącym o niej wnikliwe teksty — on sam może wnieść do rozmowy jedynie swoje osobiste doświadczenia; w dziedzinie historii PRL jest świadkiem, nie badaczem.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
    © Sputnik. Leonid Swiridow
    I rzeczywiście, książka jest znacznie ciekawsza z punktu widzenia człowieka, zainteresowanego dogłębnym zrozumieniem historii Polski Ludowej, niż dla czytelnika, który pielęgnuje w duszy „etos opozycji demokratycznej".

    Modzelewski — co tylko pogłębia moje uwielbienie dla niego — wydaje się mocno znużony swoją rolą żywego eksponatu w muzeum antykomunizmu i w rozmowie z Werblanem i Walenciakiem skupia się słuchaniu, pytaniu i komentarzach w formie anegdot, bardzo oszczędnie gospodarując swoim heroicznym życiorysem.

    W ten sposób uzyskujemy opowieść wyraźnie skupioną na zapleczu władzy, co osobiście uważam za wartość: podczas gdy publikacji o historii antypeerelowskiej opozycji są tuziny, tego typu spojrzenie na peerelowskie elity — z pozycji wewnętrznych, wtajemniczonych, a równocześnie analityczne i, przy całej życzliwości, obiektywne — jest zupełnie unikalne.

    Prof. Andrzej Werblan, który mając kilkanaście lat znalazł się na zesłaniu i do Polski trafił jako żołnierz frontowy z I Armią, władzę oglądał od środka właściwie od początku. Był bliskim współpracownikiem Gomułki i Gierka, ale pracę w KC zaczął jeszcze w 1954 roku, toteż może mówić nie tylko na temat działań przywódców PRL, ale także na temat ich intencji i sposobu myślenia, co wiele wydarzeń stawia w zupełnie nowym świetle. 

    I nie tylko: Werblan poddaje w wątpliwość prawdy, stanowiące kanon wiary, na którym opiera się państwowa religia III RP zwana polityką historyczną. I robi to w sposób niezwykle przebiegły — nie wygłaszając wprost bluźnierczych tez, a jedynie siejąc oparte na źródłach historycznych ziarno zwątpienia tam, gdzie wydawało się, że już nie ma nic nowego do powiedzenia.

    Wojciech Jaruzelski
    © Sputnik/ Leonid Swiridow
    Zaczynając — bo to chyba największe w tej książce bluźnierstwo — od powstania warszawskiego. Powstanie, jak powszechnie wiadomo, było z góry skazane na klęskę, bo Stalin chciał, żeby kwiat patriotycznej inteligencji wykrwawił się i nie stawiał oporu ustrojowi przynoszonemu na radzieckich bagnetach. Nie wiemy tego na pewno — mówi Werblan — są dokumenty, które wskazują, że Stalin jeszcze w 1944 roku nie był pewien, jaki ustrój ma być w Polsce czy Czechosłowacji. Memoriał Majskiego — tajny dokument, opracowany na potrzeby Mołotowa, stanowiący reasumpcję radzieckiego stanowiska na temat „pożądanych podstaw przyszłego pokoju" — mówił o konieczności okrojenia powojennej Polski jako kraju potencjalnie nieprzyjaznego ZSRR. Co sugeruje — zauważa Modzelewski — że w tym czasie nie było konceptu Polski jako państwa rządzonego przez komunistów. W 1944 roku Stalin nie wykluczał, że w Polsce powstanie rząd nie do końca zależny od ZSRR, z udziałem emigracji londyńskiej — twierdzi Werblan i dorzuca tezę, że gdyby to się udało, Stalin mógł zdecydować się na wyzwolenie Warszawy w sierpniu 1944 roku w charakterze „swoistego prezentu dla Mikołajczyka, premiera nowego rządu w koalicji z PPR". Przemawia za tym fakt, iż na początku sierpnia Rokossowski i Żukow na polecenie Stalina opracowali plan ofensywy na Warszawę; plan, który trafił do kosza w momencie zerwania rozmów i wyjazdu Mikołajczyka z Moskwy, 9 sierpnia. A przy tym Werblan nie usiłuje obarczyć Mikołajczyka winą za warszawską hekatombę, namawia czytelników do zrozumienia także jego postawy. Choć zaraz dodaje, z właściwą sobie uprzejmą złośliwością, iż dzisiejsza oficjalna narracja, mówiąca o tym, iż Mikołajczyk nie mógł przyjąć propozycji Stalina, bo oznaczałoby to zgodę na zniewolenie, to „prezentyzm" — w istocie rzeczy chodziło o to, iż szef  PSL nie był wówczas dość silny, żeby całemu obozowi londyńskiemu narzucić akceptację dla rezygnacji z Kresów.

    Jednak najbardziej ekscytujące są fragmenty książki, poświęcone wydarzeniom z historii Polski Ludowej, w których Andrzej Werblan uczestniczył osobiście. W tym zakresie jego perspektywa jest w znacznym stopniu unikalna — i, oczywiście, niecenzuralna.

    Przede wszystkim przez konsekwentne udowadnianie, że, począwszy od Gomułki, przywódcy PRL prowadzili politykę co najmniej autonomiczną wobec towarzyszy radzieckich i ich oczekiwań co do wasalizacji Polski — a także wobec sporej części własnych krajowych towarzyszy. To, co w malowanym przez rozmówców (ale głównie Andrzeja Werblana) obrazie jest najważniejsze — zarazem oczywiste i kompletnie nieobecne w podyktowanym przez politykę historyczną wizerunku PRL — to fakt, iż partia komunistyczna, w żadnym momencie, nie stanowiła ręki milionopalcej, w jedną miażdżącą pięść zaciśniętej. To co Kisiel nazywał wdzięcznie, acz  niekoniecznie sprawiedliwie „walką buldogów pod dywanem" było nieustającym zmaganiem nie tylko między różnymi koteriami na szczytach władzy, ale także między ich wizjami Polski — i tego, co w tej Polsce w realiach geopolitycznych lat 1945-90 było możliwe.

    Wszyscy trzej kluczowi władcy PRL — Gomułka, Gierek, Jaruzelski — prowadzili własną grę, zarówno z Moskwą, jak i z krajowym betonem, szukając optymalnej drogi między tym, co realne, a tym, co konieczne.

    Oczywiście, niejednokrotnie popełniali przy tym błędy, które dziś na kartach historii wyglądają haniebnie — jak choćby przyzwolenie Gomułki na antysemicką awanturę w 1968 roku — ale zrozumienie ich motywacji nie tylko pozwala lepiej zrozumieć historię Polski, jest także fascynujące.

    Polska. Warszawa
    © Sputnik. Mihail Voskresenskiy
    W 1968 roku — twierdzi Andrzej Werblan — Gomułka popłynął na wzbierającej fali antysemityzmu, bo dostrzegł w niej użyteczne narzędzie walki ze starym kapepowskim zakonem w partii; był wszakże przekonany, że w każdej chwili będzie mógł tę falę zatrzymać.

    Toteż szczerze wystraszył się, kiedy na jednym z warszawskich wieców usiłował tłumaczyć, że prawdziwym zagrożeniem dla Polski Ludowej nie jest syjonizm, tylko rewizjonizm, a w odpowiedzi usłyszał: „Wiesław, śmielej!". Intrygujące — i jakoś tam oświecające — jest także zauważenie, iż jego żywiołowa niechęć do protestujących studentów w znacznej mierze wynikała z faktu, iż Gomułka nie wierzył w konflikt pokoleń. Był przekonany, w przyzwoitej rodzinie — czyli w takiej, z jakiej się wywodził — dzieci słuchają rodziców, toteż występujący przeciwko władzy młodzi ludzie musieli być podbechtani przez ojców, którzy stracili partyjne posady.

    Z kolei niesławna gierkowska zmiana konstytucji — wpisanie do ustawy zasadniczej przewodniej roli partii i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim — w istocie rzeczy wynikła z niefortunnego zbiegu okoliczności i braku społecznej wyobraźni władzy. Po tragicznym grudniu '70 w ścisłym kręgu władzy pojawiła się dyskusja na temat braku odpowiedzialności przywódcy partii za podejmowane przez niego decyzje — Gomułka kazał strzelać, ale z prawnego punktu widzenia, odpowiadał Cyrankiewicz — co zrodziło pomysł restytucji urzędu prezydenta.

    Prezydentem miał oczywiście zostać Gierek, ale gwałtownym przeciwnikiem projektu okazał się przewodniczący Rady Państwa, Henryk Jabłoński; co było dość oczywiste, przywrócenie prezydenta likwidowało jego pozycję.

    Gierek wycofał się z pomysłu, jednak w międzyczasie prace nad reformą konstytucji zaszły tak daleko, że władza uznała, że tak całkiem wycofać się z nich nie można. Toteż technokratyczna ekipa Gierka umyśliła, że zręcznym wyjściem będzie wpisanie do konstytucji dwóch zapisów bez praktycznych konsekwencji.

    Były prezydent RP, Lech Wałęsa
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Partia i tak pełniła kierowniczą rolę, więc ten zapis nic nie zmieniał, zaś w przyjaźni ze Związkiem Radzieckim ekipa gierkowska była wyjątkowo nieszczera, wylewnie deklarując oddanie i prowadząc politykę zgoła przeciwną do oczekiwanej przez ZSRR: otwarcie na Zachód i industrializacja za zachodnie kredyty, wsparcie dla rolnictwa indywidualnego.

    Kiedy okazało się, że projekt wzbudził olbrzymi społeczny protest — co dałoby się przewidzieć, gdyby nie postęp procesu alienacji władzy — było za późno, żeby go wycofać, bo przecież towarzysze radzieccy już się o nim dowiedzieli… I tak dalej. Oczywiście, dla historyków spod znaku IPN, opętanych urzędową nienawiścią wobec Polski Ludowej, wszystkie te subtelności są nie tylko nieistotne, ale także niecenzuralne — ale dla człowieka zainteresowanego autentyczną  historią Polski opowieść Werblana i Modzelewskiego jest niezwykle rozwijająca.

    Druga kwestia — bluźniercza z punktu widzenia polityki historycznej — to fakt, iż stosunek polskiego społeczeństwa do „sowieckiej okupacji" i jej lokalnych pachołków nie wyrażał się w ciągłym heroicznym oporze.

    Wręcz przeciwnie: Polacy oswoili się z systemem, wrośli w niego i nikomu nie przychodziła do głowy budowa kapitalizmu. Ta prawda brzmi już w młodzieńczych wspomnieniach Modzelewskiego z października '56: przy całej nieufności do PZPR, w Polsce nikomu myślał o obalaniu ustroju.

    Robotnicy na Żeraniu chcieli iść na czołgi z czerwonymi i biało- czerwonymi sztandarami, śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła" zaraz po „Międzynarodówce". Tłum maszerujący na Plac Defilad krzyczał „Precz z kacapami" i „Rokossowski do Moskwy", ale nikomu — „świadczę się na Ewangelię Świętą" dodaje w tym miejscu Modzelewski — nie przychodziło do głowy wołać „Precz z komuną"; październik 1956 był czasem nadziei, ale nadzieja ta nie wiązała się z „wolną Polską" tylko z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą i przywództwem Gomułki.

    W grudniu 1970 gdańscy robotnicy maszerowali na komitet partii śpiewając „Międzynarodówkę". Postulaty sierpniowe roku 1980 także nie przewidywały odbudowy kapitalizmu, tylko lepszą i sprawiedliwszą wersję realnego  socjalizmu.

    Redaktor naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik i redaktor Leonid Swiridow. Warszawa.
    © Sputnik. Leonid Swiridow / Zdjęcie archiwalne
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Leonid Swiridow
    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ WOJTEK RADWANSKI
    W czerwcu 1981, kiedy KC KPZR wystosowało do KC PZPR list, w którym towarzysze radzieccy krytykowali polskie kierownictwo za tolerowanie kontrrewolucji i list ten został rozesłany do ogniw terenowych partii, czyli w praktyce upubliczniony — „Solidarność", gotowa była bronić partii przed sowietami.

    Kiedy na posiedzeniu zarządu regionu jeden z działaczy zapowiedział strajk w swoim zakładzie i — wspomina Karol Modzelewski — „wzięto go pod buty tak brutalnie", że natychmiast wycofał się z pomysłu. „Nasz rząd jest w stanie zagrożenia ze strony  Moskwy, my musimy poprzeć nasz rząd" — wykrzykiwali działacze wolnych związków zawodowych w obronie Kani i Jaruzelskiego.

    I wreszcie trzeci element niecenzuralności: to rola Kościoła katolickeigo.

    Rozmówcy zgadzają się — i podają niezliczone argumenty — na to, iż mit Kościoła jako bohaterskiej ostoi walki narodu z komuną jest dość świeżej daty.

    W rzeczywistości bowiem, jeśli Kościół wchodził w jakieś spory z władzą, to dotyczyły one nie wolności narodu, tylko rozszerzania swojej strefy wpływów. Co więcej: największe autorytety polskiego Kościoła starały się grać z władzą fair i były wobec niej lojalne.

    W połowie lat 70. — opowiada Werblan cytując Andrzeja Micewskiego — Wyszyński wyznał, że „po raz pierwszy w życiu jest spokojny, jeśli chodzi o stosunki państwa z Kościołem". A parę lat później skarcił  niemiecką Polonię za śpiewanie „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie": „Choć nie wszystko nam się w tej ojczyźnie podoba, ale to jest nasza ojczyzna" — pouczył. Poza kilkoma krótkimi epizodami w rodzaju internowania Wyszyńskiego, Kościół czuł się w PRL znakomicie i takoż sobie poczynał — przekonują profesorowie.

    Ale to, co pewnie najbardziej oburzy prawdziwych antykomunistycznych patriotów — to nieobecność obowiązkowych ocen moralnych i zastąpienie ich propozycją refleksji nad tym, co kierowało ludźmi odpowiedzialnymi za Polskę po 1945 roku.

    A już najgorzej, że Karol Modzelewski — w pewnej mierze zapewne przez swoje nienaganne maniery, ale śmiem twierdzić, że nie tylko — przyjmuje tę konwencję i zamiast potępiać komuchów, z którymi walczył przez większość życia, próbuje ich zrozumieć.

    Co, nawiasem mówiąc, jest najpewniej przyczyną, dla której nawet jego wielbiciele z grona piewców opozycji każą go milczeniem i ignorują książkę, która na ignorowanie w żadnym razie nie zasługuje.

    Przeczytajcie. Serio.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Varoufakis story - czyli jak Unia dobiła Grecję
    Piątek na miarę Antoniego: Nie idźmy tą drogą
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    Guru z Żoliborza
    Jak kaczeje Nikita Michałkow
    Dobra Zmiana redaktora Leonida Swiridowa
    Kaczor na miarę Francji
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Hucpa albo zaradność
    Trzy razy „P": Polska, Putin, Piskorski
    Swiridowa wiara w Polskę
    Tak hartuje się stal
    „Polski żyrandol” - to nie polska ulica
    Tagi:
    kościół, Wojsko Polskie, książka, historia, II wojna światowa, PZPR, Instytut Pamięci Narodowej, Solidarność, ABW, Karol Modzelewski, Andrzej Werblan, Robert Walenciak, Władysław Gomułka, Konstanty Rokossowski, Georgij Żukow, Edward Gierek, Stalin, Wojciech Jaruzelski, PRL, ZSRR, Zachód, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz