13:41 25 Wrzesień 2017
Warszawa+ 14°C
Moskwa+ 13°C
Na żywo
    Koncert w centrum Symferopola na cześć referendum w sprawie statutu Krymu

    „Referendum dla wybranych": dlaczego Chorwacji można, a Krymowi nie?

    © Sputnik. Alexei Nichukin
    Opinie
    Krótki link
    81025341

    Niedawne oświadczenie prezydenta Republiki Serbskiej Milorada Dodika o możliwości przeprowadzenia w enklawie referendum w sprawie wejścia Bośni i Hercegowiny do NATO wywołało krytykę w Sarajewie.

    Można się domyślać, że w przypadku podjęcia dalszych kroków Banja-Lukę zaleje lawina oburzenia ze strony UE, tak jak miało to miejsce z referendum w sprawie świętowania Dnia Republiki, za które Dodik i jego koledzy zostali oskarżeni o naruszenie Układu w Dayton.

    W krajach bałkańskich historia z referendami jest skomplikowana. Rzecz w tym, że jak nigdzie indziej można tu zauważyć, że prawo do jednego z głównych narzędzi demokracji przyznawane jest tutaj zgoła niedemokratycznie. Wystarczy wspomnieć, jak „umowny Zachód" zignorował wyniki referendum w sprawie udziału zagranicznych przedstawicieli w rozwiązaniu problemu Kosowa przeprowadzony w Jugosławii w 1998 roku. Swój sprzeciw wyraziło 94,73% obywateli, ale wspólnota międzynarodowa nie uwzględniła woli narodu.

    Profesor wydziału prawnego Uniwersytetu w Belgradzie Kosta Cavoski powiedział Sputnikowi, że nie ma jednego podejścia wobec woli narodu wyrażonej w referendum:

    „To, czy wyniki referendum zostaną uznane czy nie, zależy od czynnika interesów i Realpolitik. Kiedy Słowenia (w 1990) i Chorwacja (w 1991) przeprowadziły referenda w sprawie niezależności, te kroki zostały uznane za w pełni legalne. Krym, zamieszkany głównie przez Rosjan, zagłosował za wyjściem ze składu Ukrainy i przyłączeniem do Rosji, z którą był związany przez kilka stuleci. Ta decyzja jednak do tej pory jest poddawana w wątpliwość przez wspólnotę międzynarodową. Wszystko zatem zależy nie od zasad prawnych, z których stosunki międzynarodowe są wyzbyte, lecz od Realpolitik — mówi Cavoski.

    Zapytany o to, czy Serbia mogłaby zorganizować referendum i wypowiedzieć się w spawie wejścia do NATO, Slobodan Orlovic, profesor wydziału prawnego Uniwersytetu w Nowym Sadzie, zauważa, że zgodnie z Konstytucją referendum może być rozpisane na wniosek 100 tysięcy obywateli albo większości deputowanych do parlamentu. Ale skupsztina nie może zarządzać referendów w sprawach takiej wagi jak wzięte na siebie zobowiązania przewidziane umowami międzynarodowymi. To zatem niełatwe pytanie, czy parlament miałby dość uprawnień do tego, by zarządzić referendum, jeśli minister spraw zagranicznych lub przewodniczący rady ministrów podpisał taką umowę.

    Flagi Rosji i UE w Nicei
    © Sputnik. Władimir Siergiejew
    Zdaniem Orlovica referendum w sprawie wstąpienia do NATO mogłoby zostać zwołane tylko przed podpisaniem jakiegokolwiek porozumienia o akcesji Serbii do Sojuszu. Kosta Cavoski uważa, że decyzja o przeprowadzeniu referendum w Serbii zależałaby w dużym stopniu od tego, jak zachodnie siły oceniłyby wstępnie jego wynik. Zdaniem eksperta tak się stało w przypadku Czarnogóry, gdzie do referendum w sprawie przystąpienia do NATO nie doszło. Zbyt oczywisty był jego wynik. Zresztą, nawet jeśli referendum zostanie rozpisane i większość Serbów opowie się przeciwko wstąpienia do Sojuszu, Zachód zwyczajnie nie uzna jego wyniku" — reasumuje Cavoski.

    Zobacz również:

    Serbia liczy na pomoc Rosji w budowie nowego rurociągu tranzytowego
    Jak się żyje w serbskiej wiosce Putinowo?
    Kosowo znów stało się jabłkiem niezgody
    Tagi:
    referendum, NATO, Milorad Dodik, Republika Serbska, Bośnia i Hercegowina, Bałkany, Chorwacja, Krym, Serbia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz