21:47 14 Grudzień 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Występ Donieckiego Teatru dramatycznego w Moskwie

    Odczepcie się od lewicy i przestańcie pompować PO

    © Sputnik. Jekaterina Czesnokowa
    Opinie
    Krótki link
    Robert Walenciak
    14424

    O Burbonach, którzy wracali do Francji po roku 1815, mówiono, że niczego nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli. Jak ulał pasuje to do polityków Platformy i wspierających ją publicystów - niczego nie zrozumieli, niczego się nie nauczyli, wręcz przeciwnie - jeszcze im się pogorszyło.

    Komunikat jest jasny — wyborcy opozycji chcą innej opozycji. Odczepcie się więc od lewicy, i przestańcie pompować PO.

    Czytam ich wypowiedzi i teksty dotyczące wydarzeń w ostatnich tygodniach i mam wrażenie, jakbym czytał starocie sprzed kilku lat. Tak samo jak wtedy patrzą na społeczeństwo, na PiS, na lewicę, na PO. Naprawdę, nic się od tamtego czasu nie wydarzyło?

    No tak, były wybory, w wyniku których PiS wzięło władzę.

    Paryż
    © Sputnik. Leonid Swiridow
    Donald Tusk i Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ Janek Skarzynski
    Wojciech Maziarski w „Gazecie Wyborczej" tak to tłumaczy: „Postawy Polaków wpisują się w kontekst światowy i przypominają zachowania Francuzów głosujących na Marine Le Pen, Greków popierających faszyzujący Złoty Świt czy Brytyjczyków opowiadających się za Brexitem. (…) To reakcja na brak poczucia bezpieczeństwa związany z wielkimi migracjami, terroryzmem, globalnymi przemianami cywilizacyjnymi i kulturowymi.

    Zresztą wyniki polskich wyborów nie wskazują na wielką wściekłość i radykalizm wyborców. (…) Na partie reprezentujące system III RP — PO, Nowoczesną, PSL, SLD — łącznie zagłosowało 6,8 mln obywateli. Na ich oponentów z prawicy — PiS, Kukiz'15, KORWiN — łącznie 7,8 mln, w tym na sam PiS — 5,7 mln. To nie jest miażdżące zwycięstwo, ale raczej rutynowa zmiana warty, która w demokracji następuje zazwyczaj co jedną lub dwie kadencje. Wahadło lekko wychyliło się w drugą stronę".

    Hmm, to chyba żyjemy w innych krajach.

    Nie przypominam sobie, by w roku 2015 Polskę dopadła jakaś fala terroryzmu, zamachów czy migracji. Nie powiedziałbym również, że wyborcze zwycięstwo PiS nad PO to była „raczej rutynowa zmiana warty", bo „wahadło lekko się wychyliło". PO w roku 2015 otrzymała 3,6 mln głosów i 24% poparcia. A cztery lata wcześniej — 5,6 mln głosów i 39% poparcia. Czy dwa miliony głosów, które Platformie wyparowały, to tylko ruch wahadełka?

    Sejm, 16.12.2016.
    © REUTERS/ Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta
    Sejm, 16.12.2016.

    Z jakiegoś powodu Polacy od PO się odwrócili. I na pewno nie dlatego, że przestraszyli się uchodźców albo że uwierzyli Beacie Szydło, że Polska jest w ruinie. Były poważniejsze przyczyny tego zwrotu.

    Jakie? Najprościej ujmując — Platforma była zepsuta. A jej recepty na Polskę — niewiarygodne.

    Owszem, rozumiem, że dla niektórych rządy Platformy były piękne i udane. I ku nim wzdychają.

    Ale dla tysięcy, zwłaszcza młodych, to była rosnąca spirala beznadziei — praca na śmieciówce, brak szans na samodzielne mieszkanie, a z drugiej strony nachalna propaganda, że żyjemy na Zielonej Wyspie, i kłujące w oczy bogactwo tych, którzy byli bliżej. I to musiało tak się skończyć, jak się skończyło. To nie był przypadek, lekkie odbicie wahadła, tylko donośne „won!".

    Rozwodzę się tak długo nad przyczynami wyników wyborów w 2015 r., choć mamy już rok 2017, z jednego powodu. Otóż stosownie do oceny tamtych wydarzeń prezentowana jest diagnoza na przyszłość.

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ WOJTEK RADWANSKI
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Leonid Swiridow
    Donald Tusk i Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ Janek Skarzynski
    Jeżeli ktoś wierzy, że do roku 2015 było świetnie, a wynik wyborów był tylko pomyłką wyborców, może wołać — obalmy PiS i wszystko wróci na swoje miejsce, z Platformą na czele.

    Ale jeżeli ktoś uważa (a tak uważa większość), że Polacy mieli dość państwa Platformy i samej Platformy, to jest oczywiste, że jeżeli chce się wygrać z PiS, należy przedstawić Polakom wizję inaczej poukładanego kraju. Nie tak, jak układa go PiS, i nie tak, jak ułożyła go sobie PO.

    Mówię jasno? Przypomnę więc jeszcze demonstracje w obronie Sądu Najwyższego.

    Pierwszą organizowały partie i kiedy przemawiał m.in. Leszek Balcerowicz, frekwencja i zaangażowanie demonstrujących były średnie. Dopiero następnego dnia, kiedy partie się wycofały, gdy sprawy wzięły w swoje ręce środowiska niezależne, pojawiły się tłumy. Przyszli młodzi. Ale oni nie przyszli dla PO.

    A w ostatnim sondażu dotyczącym popularności liderów opozycji klęskę ponieśli Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru, przegrywając z młodszymi towarzysz(k)ami. Komunikat jest więc jasny — wyborcy opozycji chcą innej opozycji.

    Ale ten komunikat przypomina rzucanie grochem o ścianę. Platforma jest na niego głucha. 

    Oto słowa Grzegorza Schetyny: „Dzisiaj jesteśmy w sytuacji, że przede wszystkim musimy z PiS wygrać, bo PiS jest zagrożeniem dla Polski. (…) Otwieram gazetę i widzę nagłówek: jak ma Polska wyglądać po PiS? To jest bardzo ważna, publicystyczna dyskusja. Tyle tylko, że dzisiaj my nie możemy jej prowadzić, bo dzisiaj politycy muszą być zorganizowani do tego, żeby pokonać PiS".

    A oto Borys Budka: „Najlepszym rozwiązaniem dla opozycji będą wspólne, mocne listy, w których opozycja jako całość przeciwstawi się PiS".

    Tezie, że cały antypisowski naród ma się skupić wokół Platformy, towarzyszy — zupełnie jak w czasach Tuska — kampania obrzydzania lewicy, etykietowania jej różnymi znaczkami, typu „symetryści", „sekciarze" lub też „nieświadomi pomocnicy PiS".

    Jest tego mnóstwo.

    Na przykład Adam Szostkiewicz („Polityka") roni krokodyle łzy nad marną kondycją lewicy w Polsce („Klątwa Ogórek…"). Że taka słaba i poza parlamentem. I zaraz dodaje: „Lewica nie odegra istotnej roli w zmaganiu się z obecnym obozem rządzącym. Stara nie może się pozbierać po kandydatce Ogórek. (…) Młoda lewica natomiast wybrała splendid isolation na trzyprocentowym marginesie. To znaczy, że lewica do samodzielnej władzy w państwie w przewidywalnej przyszłości nie dojdzie. Ani ta czerwono-zielona, ani ta eseldowska".

    Magdalena Ogórek, kandydatka SLD na prezydenta Polski
    © AFP 2017/ JANEK SKARZYNSKI
    Ha, ha! Czuję w tej trosce politagitkę graną na melodię PO i jej charyzmatycznego lidera. Cóż znaczy nieszczęsne posunięcie z Ogórek w porównaniu z totalną klęską beznadziejnej kampanii Komorowskiego? Jak można wypominać źdźbło w cudzym oku, nie widząc belki w swoim?

    Ale melodia jest grana. Tak jak za czasów Ewy Kopacz i Donalda Tuska. Że PiS jest okropne, nie do zaakceptowania, absolutny wróg. A lewica? W zasadzie jej nie ma, same błędy, jedni za starzy, drudzy za młodzi…

    I dalej ma to wszystko trwać? Ta opowieść o okropnym PiS i fatalnej lewicy? Żeby na końcu wytłumaczyć (bo przecież wszystko do tego zmierza, to jest taka publicystyka z — czasami — nieprzewidywalnym środkiem, ale zawsze z tym samym zakończeniem), że trzeba poprzeć PO. Czy to z pełnego przekonania, czy też na zasadzie mniejszego zła.

    Tym, którzy wierzą, że uda się pod skrzydła Grzegorza S. zgarnąć wszystkich niepisowców, chciałbym przypomnieć innego Grzegorza, Napieralskiego, dziś senatora z poręki PO. Otóż on również uważał, że jak wytnie wszystkich co bystrzejszych, wyborcy lewicy oddadzą głos na SLD z braku lepszej alternatywy. No i nie oddali.

    A lewicy, nad którą wszyscy tak fałszywie się litują, chciałbym zadedykować powiedzenie: Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.

    Lewica — i ta stara, i ta młoda — dała się zakrzyczeć Platformie, ustawić i dlatego teraz ma swój czyściec. Zdarza się. Kongres Liberalno-Demokratyczny Donalda Tuska też miał w swojej historii 4% poparcia i nie wszedł do Sejmu, podobnie jak Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego.

    Niskie poparcie może się zdarzyć, to jeszcze nie tragedia. Tragedia jest wtedy, kiedy nie ma się ludziom niczego do powiedzenia. Zamiast więc meldować się pod rozkazami Schetyny, lewica powinna zająć się sprawami wyborców i przyszłej Polski.

    Szef MSZ Polski Grzegorz Schetyna i nowy ambasador RP na Ukrainie Marcin Wojciechowski
    Szef MSZ Polski Grzegorz Schetyna i nowy ambasador RP na Ukrainie Marcin Wojciechowski
    A na początek proponuję jej odświeżenie pamięci:

    To za czasów SLD, głosami lewicy, uchwalono prawo do przerywania ciąży. Ale Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Zolla uznał, że narusza to konstytucję i prawo do życia.

    Inny z kolei profesor, Andrzej Rzepliński, autorytetem Trybunału bronił Bogdana Chazana i przyznał lekarzom prawo do klauzuli sumienia.

    To głosami PO i PiS uchwalono ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej, a ludzie rekomendowani przez Platformę nim kierowali.

    To głosami PO i PiS uchwalono ustawę o Wojskowych Służbach Informacyjnych, niszczącą wojskowe służby specjalne i ludzi tam pracujących. To zresztą PO rozpoczęła obniżanie emerytur byłym PRL-owskim funkcjonariuszom.

    Reprywatyzacja, której doświadcza Warszawa i inne miasta, to także wspólne dziecko PO i PiS. To Lech Kaczyński oddał Hannie Gronkiewicz-Waltz kamienicę i obdarował ją też ekipą, która później administrowała dawaniem działek i kamienic.

    Natomiast jeśli chodzi o afery Amber Gold i SKOK-ów, w których wyprowadzono setki milionów złotych, lewica nie ma z tym nic wspólnego — to oni.

    A Zbigniew Ziobro nie trafił przed Trybunał Stanu dzięki PO, której posłowie taktycznie nie przyszli na głosowanie.

    Grzegorz Schetyna
    © AFP 2017/ Michal Cizek
    A co do 500+… Kiedy w roku 2001 Marek Belka dostawał budżet, miał w nim 160 mld zł wpływów i 200 mld zł wydatków. Budżet na rok 2017 to dochody rzędu 324 mld zł, a wydatki 383 mld zł. Jak się ma ponad dwa razy więcej pieniędzy, to można myśleć i o 500+, i o innych podobnych rozwiązaniach. Dobrych rozwiązaniach. A przypomnę, że PO najpierw krzyczała, że to przekupywanie Polaków, wyrzucanie pieniędzy w błoto i finansowanie patologii. A gdy się okazało, że program działa, to teraz zapowiada, że go rozszerzy. Można więc jej wierzyć?

    Dodajmy jeszcze, że partia Razem na Zachodzie byłaby normalną socjaldemokracją. A Sojusz Lewicy Demokratycznej to też lewica, tylko przyszło mu rządzić w czasach, gdy rząd dusz sprawowała prawica.

    Dlatego, drodzy symetryści, cześć wam za to, że nie daliście się zakrzyczeć i nie ulegliście rozmaitym moralnym szantażom. Dyskutujcie, polemizujcie, naprawdę. Na tle partii „wojskowych", PiS i PO, gdzie cytować można tylko przekazy dnia, wasze rozgadanie jest jak rosa o poranku.

    Zresztą, jeśli będziecie konsekwentni, to odciągniecie od PO lewicowych wyborców. Taka jest kolej rzeczy. Lipcowe demonstracje, to, jak ludzie reagowali na Schetynę, na Petru, na Balcerowicza, pokazały, że racja jest po waszej stronie, że przed wami polityczna przyszłość.

    Tylko proszę, nie spieprzcie tego, jak to wam się zdarzało do tej pory.

    Robert Walenciak, polski publicysta, Warszawa

    Autor jest komentatorem polskiego tygodnika opinii „Przegląd".

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. 

    Zobacz również:

    Pan Prezes jest tylko jeden
    Donaldzie! Czas pakować walizki!
    Putin to skarb
    Panie Donaldzie Tusku! Dlaczego Pan mnie inwigilował?
    Tusk „niemieckim popychlem”
    Brawo Prezesie Kaczyński
    Tusk zeznaje. Kaczyński: „on ma się czego obawiać"
    Łubudubu, łubudubu, niech nam żyje Prezes naszego klubu!
    Donald Tusk przed komisją ds. Amber Gold
    Tagi:
    aborcja, polityka, Brexit, wybory parlamentarne, WSI, Kukiz'15, Instytut Pamięci Narodowej, Trybunał Konstytucyjny, Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), Nowoczesna, KORWIN, ABW, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Gazeta Wyborcza, SLD, Borys Budka, Marek Belka, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Leszek Balcerowicz, Zbigniew Ziobro, Ryszard Petru, Beata Szydło, Marine Le Pen, Ewa Kopacz, Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Magdalena Ogórek, Grzegorz Schetyna, Donald Tusk, Wielka Brytania, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz