Opinie
Krótki link
Autor
28128
Subskrybuj nas na

Do końca 2017 roku w Polsce oczekuje się przyjęcia przez rząd projektu ustawy o nowym podatku. Koordynator tego projektu, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów Henryk Kowalczyk wyjaśnia, że chodzi o ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego.

Minister podkreślił też, że „przy okazji rozwiązujemy problem rejestracji pracowników z zagranicy, co jest ważne również dla bezpieczeństwa państwa". Wiadomość o tym wywołała już niepokój na Ukrainie, skąd przybywa największa fala migrantów szukających w Polsce zatrudnienia. Jak nowy podatek może wpłynąć na ich sytuację i w ogóle na sytuację na polskim rynku pracy? Na ten temat korespondentka radia Sputnik Irina Czajko rozmawiała z politykiem, byłym posłem na Sejm, niezależnym publicystą Andrzejem Rozenkiem.

— Co jest celem tej ustawy?

— Trudno mi powiedzieć, co jest celem tej ustawy, dlatego że po prostu tego nie da się zrobić. Przecież pracownicy sezonowi najczęściej pracują na czarno. Opodatkowanie ich jest mało prawdopodobne, i nie wyobrażam sobie, jak państwo miałoby ich sprawdzać, czy też kontrolować to, czy oni są opodatkowani, czy nie. Wiadomo, że rząd poszukuje pieniędzy budżetowych, ale to jest chyba najgłupszy sposób, jaki sobie można wyobrazić, ściągania pieniędzy do budżetu.

— A kto przyjeżdża do Polski na prace sezonowe i jak dużo ci ludzie zarabiają?

Mecz Ukraina-Polska
© Sputnik . Wladimir Piesnia
— Prace sezonowe są bardzo źle płatne. To są prace, które są najniżej opłacane. Najczęściej są to obecni już u nas pracownicy ze Wschodu, głównie z Ukrainy.

— Od 11 czerwca obywatele Ukrainy mogą bez wiz wjeżdżać na teren Unii Europejskiej, co prawda bez prawa do pracy. Ale i tak już niektóre polskie firmy zaczynają to odczuwać.

— Ja nie widzę tu jakiegoś większego problemu. Uważam, że ruch bezwizowy dla obywateli Ukrainy jest naturalną konsekwencją zbliżania się państwa ukraińskiego do Unii Europejskiej. I to jest też wynik wieloletnich starań władz polskich, żeby naszego partnera ukraińskiego traktować poważnie. Natomiast, czy polscy pracownicy to w jakikolwiek sposób odczuwają? Otóż z tego, co wiem, przynajmniej z tego, co mówią statystyki, to nie. U nas bezrobocie spada. Jest to tendencja dosyć widoczna i powtarzająca się rok w rok. A zatem ci obywatele, którzy przybywają ze Wschodu, pracy raczej nam nie odbierają. Pewnie wynika to z tego, że część Polaków wyjeżdża z kolei pracować na Zachód — do Anglii, do Niemiec, do Holandii. I to jakoś się wyrównuje.

Demonstracja ukraińskich studentów
© AP Photo / Sergei Chuzavkov
— Miałam na myśli, że odczuwają to polscy przedsiębiorcy.

— O przedsiębiorców to ja bym się nie martwił. Oni na pewno sobie poradzą. To jest ostatnia grupa społeczna, o którą bym się w tej sprawie martwił. Raczej martwiłbym się, czy ci obywatele, którzy u nich pracują, są należycie wynagradzani, czy należycie się o nich dba.

— Polska wydała ponad milion pozwoleń na wjazd dla pracowników sezonowych, ale jak stwierdził Henryk Kowalczyk, „nie wiemy, ile osób rzeczywiście wjechało do naszego państwa, a ile rzeczywiście pracuje". Dlaczego?

— Jeżeli się otwiera granice, to jest to dosyć naturalne, że nie wszystko da się dokładnie policzyć. Nie wiem, czy pan minister by chciał, żebyśmy byli tak dokładnie sprawdzani, ilu Polaków wyjeżdża do Niemiec, na przykład, i co tam robi. Albo ilu nas wyjeżdża do Anglii? W przypadku Anglii, oczywiście, w momencie Brexitu to akurat jest nieuniknione. Ale wartością Unii Europejskiej jest swobodny przepływ ludzi i kapitału, i mam nadzieję, że nasi przyjaciele z Ukrainy będą z tego korzystać.

Dziewczyna z walizką
© Fotolia / Kaspars Grinvalds
— Polacy nadal wyjeżdżają do pracy na Zachód, a co robi się w Polsce, żeby mogli pracować w swojej ojczyźnie?

— Cóż może być robione? To zależy od sytuacji gospodarczej. Akurat sytuacja gospodarcza w ostatnich miesiącach poprawia się. Niekoniecznie ze względu na jakieś błyskotliwe działania tego rządu. Raczej ze względu na ogólną sytuację na świecie. Ale faktem jest to, że bezrobocie maleje, a skoro maleje bezrobocie, to rosną pensje. A rosną pensje, to więcej Polaków będzie chciało zostać w Polsce, a mniej będzie podejmowało decyzję o wyjeździe za granicę.

— Czy nowa ustawa, o której mówił pan Kowalczyk, będzie miała znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa?

— Ja nie widzę tu żadnego związku z bezpieczeństwem państwa, natomiast wydaje mi się, że może to być niekorzystne rozwiązanie dla osób, które tutaj przyjeżdżają do pracy, ponieważ w sposób znaczący zostanie podniesiony koszt tej pracy. Ale nie wiem. Trzeba by pewnie zapytać ministra Kowalczyka, jaki on widział cel tej inicjatywy. Moim zdaniem, jak już mówiłem na początku, budżet znacząco się z tego powodu nie zwiększy, a w pewien sposób utrudniamy obywatelom Ukrainy przyjeżdżanie do Polski i zarobkowanie. Ale, być może, jest jakiś inny cel ukryty, którego ja nie rozumiem.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ukraińscy pogranicznicy spuścili psy na pracowników OBWE
Rosja ostrzega dowództwo wojskowe USA
Internauci reagują na antyrosyjski filmik Morgana Freemana
Tagi:
praca w Polsce, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz