06:21 16 Grudzień 2017
Warszawa+ 1°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Moskwa. 1 maja 2017 r.

    Warszawa: IPN panem życia i śmierci

    © Sputnik. Leonid Swiridow
    Opinie
    Krótki link
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    22642

    Od paru tygodni NFZ rozsyła do szpitali i przychodni pisma, w których nakazuje leczyć styropianowców bez kolejki. To jeden z efektów pisowskiej nowelizacji ustawy o „działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych".

    Ustawa, po raz pierwszy uchwalona  wiosną 2015 roku, została przez dobrą zmianę zmieniona  w sposób oczywiście dobry.

    Adam Michnik i Lech Wałęsa. Warszawa
    © Sputnik. Leonid Swiridow
    Pierwotny kształt przepisów przewidywał pomoc socjalną dla tych kombatantów antypeerelowskiej opozycji, którzy znaleźli się w niedostatku. Specjalna renta dla antykomunistów, wynosząca 400 zł, wiązała się z progiem dochodowym i była przyznawana na  rok, w szczególnych przypadkach na 5 lat.

    Obecna władza, z inicjatywy senatu, uznała, że „socjalny charakter pomocy" jest  generalnie oburzający, bo kasa za walkę z komuną się należy, czy ktoś jej potrzebuje czy nie.

    Nowe prawo uznaje też, cokolwiek zabawnie, że bohaterską aktywność należy liczyć nie jak dotychczas do 4 czerwca 1989, ale do 31 lipca 1990; co w praktyce oznacza, że całą swą antykomunistyczną działalność (ustawa mówi o minimum 12 miesiącach) można było odbyć już po faktycznym zgonie nieboszczki komuny.

    Jeśli chodzi o ofiary komunistycznych represji, wymogi są jeszcze niższe: na legitymację bohatera i związane z tym przywileje wystarczy  48 godzin pierdla jednym ciągiem, miesiąc karnej kompanii  lub „rozstrój zdrowia na okres dłuższy niż 7 dni" w wyniku „udziału w wystąpieniu" antyrządowym za PRL — co jak rozumiem może oznaczać także zapalenie płuc po zmoczeniu armatką wodną na demonstracji w chłodniejszym dniu. Wszyscy ci bohaterowie mają dostać od ojczyzny 4 stówy.

    I, że tak się wyrażę, bóg z nimi.

    Transfer socjalny w oczach lewaka zawsze jest zjawiskiem pozytywnym, a wielu spośród uprawnionych rzeczywiście takiej pomocy potrzebuje.

    Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
    © AFP 2017/ Janek Skarzynski
    Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
    Potencjalny koszt renty antykomunistycznej dla 30 tys. osób — tylu chętnych spodziewa się rząd — to 144 miliony rocznie. Oczywiście niemało, ale też nie jakoś strasznie dużo i można się pocieszać, że  kasa wydana na  nowy ZBoWiD nie pójdzie na, np., armię podwórkową Antoniego. W sumie — mamy w państwie pisowskim większe problemy  niż te 4 paczki na twarz dla co poniektórych.

    Jednak kiedy przychodzi do leczenia, sytuacja już nie jest taka prosta.

    Wpychanie antyczerwonych zasłużonych do kolejek NFZ, bez baczenia na względy medyczne i zdrowy rozsądek, jest pomysłem z piekła rodem.

    Wojciech Jaruzelski
    © Sputnik/ Leonid Swiridow
    Narazi setki znacznie bardziej chorych ludzi na niepotrzebne przedłużenie cierpienia, a wielu na wcześniejszy zgon, ponieważ przychodnie i szpitale będą obawiały się, że odmowa uprzywilejowania pacjentów wg klucza stricte politycznego będzie, sama w sobie, traktowana jako deklaracja polityczna.

    Prawicowe media rzucą się ze ślinotokiem na każdy przypadek nosiciela legitymacji bohatera, który nie spotka się ze strony lekarzy z należytym — we własnych oczach — uważaniem.

    Kto się założy, że zamieni się to w prześwietlanie życiorysów personelu medycznego, medialne nagonki na każdego, kto w PRL piastował jakieś stanowisko, zrobił stopień naukowy, był w partii, że już nie wspomnę, że studiował w ZSRR?

    Póki co ten rodzaj polowania na czarownice środowisko medyczne omijał, z niewątpliwą korzyścią dla pacjentów.

    I wreszcie, o ile sława małojecka, a nawet  parę złotych do pensji czy emerytury, może dla wielu obywateli RP nie stanowić dostatecznej motywacji do wdania się w konszachty z IPN — kiedy rozejdzie się, że to sposób na przeskoczenie kolejki w NFZ, potencjalni bohaterowie zaczną pchać się drzwiami i oknami.

    Pomijając już kwestię kosztów tysięcy dodatkowych rent kombatankich, a także wątpliwy kontekst moralny tego typu późnego bohaterstwa — przywilej leczenia poza kolejnością dla obywateli, uzbrojonych w antykomunistyczny placet, daje hunwejbinom z IPN absurdalną władzę nad zdrowiem i życiem ludzi.

    I władza ta niewątpliwie będzie wykorzystywany do celów politycznych — przedsmak tej filozofii odczuł Karol Modzelewski, który miesiącami nie mógł wyegzekwować z IPN zaświadczenia, że siedział za walkę z komuną, co było mu potrzebne do obliczenia wysokości emerytury.

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ WOJTEK RADWANSKI
    IPN naprawdę nie jest instytucją, która powinna decydować o tym, komu należy ratować życie.

    Oczywiście, wszystkie te wady są w oczach Prawa i Sprawiedliwości zaletami. 

    Gorzej, że nie widzi ich także opozycja — w  czerwcowym głosowaniu nad ustawą przeciw były tylko dwie osoby, w  tym  posłanka PiS, być może przez pomyłkę.

    Ten wspaniały akt państwowotwórczej  myśli władzy zyskał  bezkrytyczne poparcie Platforma Obywatelskiej, Nowoczesnej i PSL.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Antoni Macierewicz: Stawka większa niż życie
    Stirlitz dobrej zmiany
    Macierewicz: dezinformacja idzie z Kremla
    IPN kryminalizuje Ludowe Wojsko Polskie
    Między Macierewiczem i Łubianką
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    IPN nauczy nauczycieli historii
    Małpa z brzytwą na kontrakcie
    IPN cenzuruje polskie życie. A co na to polscy internauci?
    On jest Antoni, nikt go nie dogoni
    Tagi:
    komunizm, opozycja antykomunistyczna, służba zdrowia, lekarze, system opieki zdrowotnej, emerytura, polityka, emeryt, dekomunizacja, zdrowie, NFZ, Instytut Pamięci Narodowej, Rząd RP, Solidarność, Prawo i Sprawiedliwość, PRL, ZSRR, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz