15:15 26 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
251055
Subskrybuj nas na

Spotkanie przywódców krajów UE, które odbyło się 19 października, miało być „ostatnią i decydującą” walką przeciwko budowie Gazociągu Północnego-2.

Głównym oponentem wobec rosyjskiego projektu była premier Polski Beata Szydło, która przywiozła do Brukseli tradycyjny zestaw argumentów: Gazprom zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Europy, projekt ma charakter polityczny, a Ukrainy jest nam żal. Nie wypowiedziano głównego argumentu i podstawowego motywu działań koalicji antygazpromowej w UE — amerykański gaz skroplony ma słodki smak prawdziwej wolności i warto za nią przepłacić.

Zwykle polityczne wsparcie Waszyngtonu jest wystarczające do tego, aby przepchnąć przez Komisję Europejską każdą antyrosyjską decyzję, ale tym razem europejskie marionetki USA pozostały z niczym. Z kolei Jean-Claude Juncker ze smutkiem oświadczył, że w Unii Europejskiej „nie ma jedności”.

Do Unii Europejskiej należy 28 państw. Waszyngton zdołał zaangażować tylko cztery z nich w operację zablokowania jednego z najważniejszych projektów energetycznych Rosji. Polskę, Łotwę, Litwę i Danię. Jeśli nieobecność w koalicji antygazpromowej Wielkiej Brytanii możne wyjaśnić Brexitem, to powodów powściągliwości takich tradycyjnych oponentów rosyjskich projektów, jak Estonia, Rumunia czy Hiszpanii, należy szukać nie tylko na płaszczyźnie ekonomicznej, ale i politycznej.

„Rozwód geopolityczny” niegdyś przyjacielskiej pary euroatlantyckiej USA i UE stopniowo staje się namacalny. Stopniowo wszystkie kraje UE, dla których podporządkowanie się amerykańskiej strategii jest już nawykiem, muszą dokonać trudnego wyboru między wiernością Waszyngtonowi a koniecznością uwzględnienia interesów Niemiec.

Nominalnie Waszyngton jest silniejszy i bardziej niebezpieczny, ale faktycznie Berlin znajduje się bliżej i, w przeciwieństwie do USA, nie jest pogrążony w wewnętrznych konfliktach. Posiada też dźwignię bezpośrednich nacisków gospodarczych i politycznych na kraje unijne. Jeśli dodamy do tego stopniowe uświadamianie sobie przez polityków europejskich szkody, którą sami sobie wyrządzają antyrosyjskimi sankcjami, i poczucia krzywdy, że Stany Zjednoczone nie zamierzają jej zrekompensować, okazuje się, że tylko rusofobiczni fanatycy upierają się przy swoich antyrosyjskich eskapadach.

Należy wspomnieć o kilku próbach blokowania Gazociągu Północnego-2. Jednak prawnicy Rady UE oświadczyli, że nie ma „żadnej potrzeby prawnej” w negocjacjach na linii UE – Gazprom, faktycznie opowiadając się po stronie tego, aby o wszystkim w kwestii rurociągu decydowały Niemcy. Ponadto, jak ze smutkiem informują europejskie media, stanowisko prawników w zasadzie zgadza się z oficjalnym stanowiskiem konsorcjum Nord Stream. Podkreślają oni, że pojawienie się nowego gazociągu nie zagraża bezpieczeństwu energetycznemu UE, a ugruntowuje je. 

Teraz Polska ma dwie możliwości, aby powstrzymać Gazociąg Północny-2. Pierwsza polega na przepchnięciu w Radzie UE decyzji w sprawie przekazania praw do prowadzenia negocjacji z Gazpromem Komisji Europejskiej, pomimo ekspertyzy samej Rady. Jednak wymaga to 70% głosów. Rzecznik KE Alexander Winterstein powiedział, że te głosy muszą reprezentować co najmniej 65% ludności Wspólnoty, co powoduje, że jest to praktycznie niemożliwe, bo większość ludności UE mieszka w krajach, których firmy uczestniczą w budowie tego rurociągu.

Wyzwolenie syryjskiej Rakki
© REUTERS / Erik De Castro
Drugi wariant to radykalna i szybka nowelizacja europejskiego ustawodawstwa w taki sposób, aby Gazociąg Północny-2 objął trzeci pakiet energetyczny (co ograniczyłoby możliwości Gazpromu w zakresie korzystania z rurociągu) lub w ogóle został zabroniony na poziomie legislacyjnym.

Tymczasem niemieckie firmy już dzielą między sobą jeszcze nie dostarczony gaz i dostęp do jeszcze nie zbudowanego rurociągu, co nasuwa na myśl optymistyczne oczekiwania niemieckiego biznesu. Polscy politycy i brukselscy dziennikarze, którzy dołączyli do nich, skarżą się, że zachodnioeuropejskie władze przestały uwzględniać interesy państw Europy Wschodniej i „szczególne potrzeby” tych krajów, które mają negatywny stosunek do Rosji.

Jeśli zdejmiemy z tych oskarżeń o sprzedaż europejskich interesów Władimirowi Putinowi całą retoryczną łuskę, to okaże się, że wszelka forma współpracy gospodarczej między Moskwą a „starą Europą” momentalnie pozbawia kraje wschodnioeuropejskiej demokracji istoty ich istnienia i głównego sensu ich narodowe projekty proamerykańskiego kordonu między Europą a Rosją.

Jeśli Polska, Ukraina i ich europejscy sojusznicy przestaną pełnić rolę izolatora między resztą Europy a Rosją, przestaną być potrzebne Waszyngtonowi.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Putin: Co jest straszniejsze od bomby atomowej
Wektor polityczny Kaczyńskiego. Zdrada, czy zbawienie?
Anglia: Uzbrojony mężczyzna wziął zakładników
Tagi:
Gazociąg Północny - 2, Gazprom, Europa, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz