10:12 16 Grudzień 2017
Warszawa+ 1°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Cukierki ukraińskiej produkcji na półkach sklepowych

    „Cukierkowa wojna Kijowa z Moskwą"

    © Sputnik. Alexey Malgavko
    Opinie
    Krótki link
    Maria Baliabina
    11741

    Ciągłe skargi Kijowa na to, że Rosja kupuje mniej ukraińskich towarów niż niegdyś muszą wyglądać w oczach prostych Ukraińców co najmniej dziwnie. Ale ukraińskie władze znalazły najwyraźniej sposób na to, jak to wszystko wyjaśnić.

    „Państwo agresor nie kupuje u nas cukierków, piwa i tapet". Mniej więcej z taką skargą na Rosję zwróciła się Ukraina do Światowej Organizacji Handlu.

    „Akerman” i „Berdiańsk”
    CC BY-SA 2.0 / Ministry of Defense of Ukraine / Ходові випробування двох малих артилерійських бронекатерів у відритому морі
    To zdaniem Kijowa jest sprzeczne ze zobowiązaniami Rosji w ramach WTO. Natomiast sama Ukraina zachowuje się wzorcowo, pozostawiając za sobą prawo do embarga na rosyjskie towary, nie mówiąc już o niewywiązywaniu ze wszystkich innych ustaleń i długów.

    Moskwa na przykład od maja czeka na konsultacje w związku z zakazem wwozu na Ukrainę mięsa, ryb, wyrobów alkoholowych, nawozów i wielu innych towarów z Rosji.

    Ale logika Kijowa w danej kwestii została przedstawiona niejednokrotnie: po co kupować towary od „państwa-agresora". To praktycznie oficjalne określenie Rosji na Ukrainie. Ale już żeby coś sprzedać agresorowi — ta praktyka jest w pełni normalna. A kiedy ten odmawia zakupu, to nie tylko dziwi to ukraińskie władze, ale też obraża. A to już przecież trzecia skarga do WTO. Kijów nijak nie może pogodzić się z tym, że traci dochody. Eksport tych samych tapet spadł siedmiokrotnie. Dochód ze sprzedaży soków w pierwszej połowie tego roku wyniósł zaledwie 400 tys. dolarów. A  był przecież moment — nie tak dawno temu, w 2013 roku — że Ukraina eksportowała je na sumę 72 mln dolarów. A jak ma się sprawa z cukierkami? Aż strach pomyśleć.

    Tłocznia gazu przy wsi Wołowiec na zachodzie Ukrainy
    © REUTERS/ Gleb Garanich
    Więc najwyraźniej stwierdzili w Kijowie, że jak na razie możliwa jest tylko „energetyczna niezależność" od Rosji, w innych sferach należy się kierować interesami gospodarczymi. Choć wygląda to dość niekonsekwentnie. Najpierw „Bić Moskali", a teraz „kupujcie nasze łakocie".

    Dziwnie musi wyglądać takie stanowisko także w oczach Ukraińców — jakoś nie wpisuje się w ramy ideologiczne. Ale najwidoczniej potrzebne są też skargi do WTO: sygnał „Rosja winna" dobrze odbierany jest na Ukrainie nawet w połączeniu z takimi absurdalnymi oskarżeniami.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Rosatom wie, skąd i „czyj" jest ruten nad Europą
    Pracownicy z Azji wypierają z Rosji Ukraińców
    Na Ukrainie nie ma „bohaterów”, gotowych na morską blokadę Krymu
    Tagi:
    Światowa Organizacja Handlu (WTO), Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz