Warszawa+ 18°C
Moskwa+ 13°C
Na żywo
    SzczurFejkowe wiadomości

    „Moskwianie jedzą szczury"

    © AP Photo / Francois Mori © Fotolia / Freshidea
    1 / 2
    Opinie
    Krótki link
    Władimir Korniłow
    34363

    Moskwianie już tak wygłodnieli w wyniku wojny sankcyjnej z Europą, że muszą przerzucić się na mięso szczurów. Absurd, mówicie? I słusznie mówicie.

    Rzecz w tym, że taki absurd dotyczący Rosji pojawia się regularnie w wiodących holenderskich gazetach, które przedstawiane są nieomal jako wzorzec wolnej prasy. Regularnie holenderskie media generują propagandowe historie o Rosji, które porażają swoim prymitywizmem i jednostronnością.

    Historia o „głodujących" moskwianach zmuszonych do jedzenia mięsa szczurów została opublikowana nie w byle jakiej gazecie, a na stronach jednej z wiodących gazet holenderskich elit — De Volkskrant.

    Artykuł poświęcono, wydawałoby się, błahostce: w Moskwie otworzono restaurację specjalizującą się w daniach z południa Rosji, w której podawano niemało rarytasów, nawet mięso nutrii. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że gazeta dała na pierwszą stronę głośny tytuł: „Rosja przechodzi na szczury" (tak-tak, nutria przekształciła się w szczura). I ciągle naprowadzała na myśl, że po tym, jak Rosja w odpowiedzi na „krymskie sankcje" wprowadziła embargo żywnościowe, moskiewska klasa średnia zaczęła odczuwać silny deficyt mięsa. I opycha się teraz, biedna, „szczurzyną".

    Demonizacja Rosji

    Holenderski dziennikarz Eric van de Beek zauważa, że w ostatnich latach w jego kraju i ogólnie na Zachodzie ma miejsce wyraźna „demonizacja Rosji".

    „To wygodne dla NATO. Dlatego że NATO potrzebuje wroga, a Rosja jest najlepszym na niego materiałem".

    Zdaniem Holendra wynika to z tego, że dziennikarze tych gazet nie mają zbyt dużego wyboru. Ale czytelnicy, połykający otwarcie antyrosyjską narrację holenderskiej prasy, nie zdają sobie nawet sprawy z tych ideologicznych ograniczeń nakładanych na dziennikarzy.

    W ostatnich latach holenderski rząd szczególnie aktywnie rozwija antyrosyjski kierunek swojej działalności: przeznaczył nawet 294 tys. euro na utworzenie najbardziej zjadliwej antyrosyjskiej strony internetowej w języku holenderskim „Okno na Rosję" (Ramm op Rusland).

    Kochanki jako główna siła napędowa „rewolucji"

    Grzebiąc w rozlicznych szalonych komentarzach na temat Rosji z holenderskiej prasy, nie sposób nie wspomnieć korespondenta gazety De Telegraaf Pietera Waterdrinkera, który mniej więcej raz w tygodniu pisze niesłychane historie o życiu w Moskwie i Petersburgu. Przy czym historie te zawsze opatrywane są dialogami z anonimowymi znajomymi dziennikarza.

    Sądząc po tych dialogach, cała Rosja tylko żyje nadzieją „rewolucji". A jedną z takich „historii" Waterdrinker opatrzył nawet komentarzem: główną siłą napędową nadchodzącej rewolucji są… kochanki moskiewskich biznesmenów. Ostatnim nie starcza teraz pieniędzy na utrzymywanie na boku kobiet (autor policzył nawet, że tym biedakom potrzeba nawet 10 tys. euro miesięcznie). Takimi właśnie „reportażami" z Rosji Waterdrinker tuczy regularnie swoich holenderskich czytelników.

    Van de Beek wyjaśnia takie „dziennikarstwo" bardzo prosto: Waterdrinker jest w pierwszej kolejności powieściopisarzem. I miesza mu się po prostu literatura piękna z dziennikarstwem.

    Pizza
    © Fotolia / Hansgeel
    Dosłownie parę dni temu wspomnianą wyżej gazetą wstrząsnął poważny skandal. Wyszło na jaw, że jej korespondent w Chinach wymyślił wywiad, rozmówców, cytaty, podając to wszystko za „reportaże". Ich sekret ujawnił jednak chiński tłumacz, który opublikował szczegółową analizę fejków od doświadczonego holenderskiego „dziennikarza". W efekcie gazeta musiała pożegnać się ze swoim korespondentem i przeprosić czytelników.

    Wymowna historia, która rzeczywiście świadczy o niebywałej wolności holenderskich mediów, które mogą drukować pod pozorem „dziennikarstwa" wszelką powieść lub każdą bajkę.

    Van de Beek uważa natomiast, że ten skandal, jak i antyrosyjskie fejkowe historie świadczą o poważnym kryzysie, jaki przeżywa holenderskie dziennikarstwo. A twórczość korespondenta De Telegraaf Waterdrinkera to akurat dowód na coś innego: „Jest dobrym przykładem wolności prasy we współczesnej Rosji, bo ze wszystkimi swoimi opowieściami Waterdrinker nie przestaje tam pracować".

    Zobacz również:

    Atlantico: Madagaskarska dżuma zagrożeniem dla Europy
    Ile Rosjanie płacą za zakupy?
    Mały biznes na Krymie: nie zaprzepaść swojej szansy!
    Tagi:
    Holandia, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz