06:27 16 Listopad 2018
Na żywo
    Kwatera żołnierzy niemieckich na Cmentarzu Północnym w Warszawie.

    Polska szanuje groby, ale SS-manów

    © Zdjęcie : Jarosław Augustyniak
    Opinie
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    531114

    W zasadzie w Polsce nie bezcześci się żadnych grobów. Nie jesteśmy narodem nekrofili. Takie sytuacje zdarzają się wyjątkowo, bo w każdym społeczeństwie dewianci, którzy takich czynów się dpouszczają, to zawsze margines.

    Od kilku ostatnich lat, gdy rusofobia i walka z dawno już nie istniejącą komuną, stały się paradygmatem polskiej polityki wschodniej, dewiantów przybyło i niejednokrotnie działają w sposób zaplanowany i zorganizowany.

    A to dlatego, że nie tylko czują od władzy ciche przyzwolenie na takie czyny, ale mając zniekształcony obraz najnowszej naszej historii przez policje polityczną z IPN wierzą, że ich czyny maja charakter „patriotyczny".

    Ograniczając się tylko do stricte wojennych cmentarzy, ze względu na stosunek do nich władz, ale i wandali, można je w Polsce podzielić na 2 rodzaje: 

    1.      Nie budzące emocji i zainteresowania — to cmentarze z czasów I Wojny Światowej i starsze.

    2.      Cmentarze z czasów II Wojny Światowej, które z kolei można podzielić na trzy kategorie, które są następstwem prowadzonej przez III RP polityki historycznej.

    GODNI PAMIĘCI I SZACUNKU A NIECHCIANI CZERWONOARMIŚCI

    To 600.000 żołnierzy radzieckich, którzy oddali swe życie za wyzwolenie spod okupacji hitlerowskiej naszej ojczyzny.

    Większość z nich to Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini. Ale także członkowie innych narodów zamieszkujących ZSRR.

    Widać to na obu radzieckich cmentarzach wojennych we Wrocławiu i Warszawie, gdzie znajdują się mogiły czerwonoarmistów również z republik azjatyckich i zakaukaskich, licznych Żydów, a nawet Polaków, bo wielu z nich, będących obywatelami ZSRR jeszcze przed wojną, przez cały okres jej trwania służyło w Armii Czerwonej.

    To właśnie te groby wojenne wyzwolicieli i znajdujące się na nich cmentarne pomniki są w Polsce najczęściej dewastowane i bezczeszczone.

    Rocznie takich aktów wandalizmu jest nawet kilkadziesiąt i znacznie przekraczają ilość podobnych wyczynów na nieporównywalnie liczniejszych polskich cmentarzach wyznaniowych i komunalnych.

    Prawdę mówiąc cmentarze żołnierzy radzieckich są chyba jedynymi cmentarzami wojennymi w Polsce, na których dochodzi do barbarzyńskich aktów wandalizmu. Również i Sputnik wielokrotnie pisał o tym na bieżąco.

    IGNOROWANI A ZASŁUGUJĄCY NA PAMIĘĆ I CZEŚĆ NIEMIECCY ANTYFASZYŚCI

    Mało kto, a pewnie prawie nikt nie wie, że na wojennym cmentarzu oficerów radzieckich we Wrocławiu pochowano dwóch znanych z imienia i nazwiska Niemców, Horsta Viedta i Josefa Wagnera.

    Pierwszy z nich był synem zawodowego niemieckiego oficera. Tuż przed skierowaniem na front w 1941 r. otrzymał swój pierwszy stopień oficerski. Wychowany w tradycyjnym poczuciu poszanowania prawa i moralności, był przerażony i oburzony zbrodniami hitlerowskimi na ludności cywilnej jakich dopuszczały się niemieckie formacje militarne a wśród nich i Wehrmacht.

    Podczas operacji „Barbarossa", po otrzymaniu rozkazu pacyfikacji rosyjskiej wsi, nie wykonał go i przeszedł linię frontu na stronę radziecką.

    Auschwitz-Birkenau
    © Sputnik . Valeriy Melnikov
    W radzieckim obozie jenieckim związał się z niemieckimi antynazistami, zrzeszonymi w „Komitecie Narodowym Wolne Niemcy". Wkrótce wstąpił do Armii Czerwonej, gdzie uzyskał stopień starszego lejtnanta. Tuz przed końcem wojny, w pierwszych dniach maja 1945 r., jako dowódca oddziału niemieckich antyfaszystów, wziął udział w walkach o Wrocław.

    Zginął 6 maja 1945 r. w okolicach obecnego Placu Solidarności walcząc z oddziałami SS.

    Drugi z nich pochodził z rodziny chłopskiej.

    Był sierżantem Wehrmachtu. Po dostaniu się do niewoli radzieckiej wstąpił do oddziału niemieckich antyfaszystów dowodzonego przez Viedta. On również otrzymał oficerskie szlify Armii Czerwonej. I tak jak Viedt zginął 6 maja 1945 r. w walkach z oddziałami SS.

    Gdyby ci Niemcy, gdzieś na froncie zachodnim wstąpili do tamtejszych polskich oddziałów fakt ten na pewno byłby zauważony przez polskich historyków-polityków. Niestety źli Niemcy, bo Niemcy, wstąpili do równie „złej" Armii Czerwonej i na pamięć wg pisanej na nowo historii, nie zasługują.

    Chyba tylko normalni historycy zajmujący się zdobyciem Festung Breslau oraz jacyś pasjonaci wiedzą o tych obu Niemcach pochowanych na radzieckim cmentarzu wojennym we Wrocławiu.

    Nikt we Wrocławiu też nie uznał, że warto zachować o nich pamięć w społecznej świadomości.

    A przecież ci Niemcy w myśl tak bliskiego nam hasła — „za wolność naszą i waszą", podobnie zresztą jak cała Armia Czerwona, zdobywając Wrocław, nie zdobywali go po to, by był niemiecki czy radziecki, ale polski właśnie! 

    HONOROWANI SS-mani

    Trzecia kategoria jest chyba najciekawsza i najbardziej przerażająca zarazem.

    Po 1989 r. w ramach polityki pojednania między Polakami i Niemcami, na mocy umowy podpisanej przez Tadeusza Mazowieckiego i Helmuta Kohla, zaczęto w Polsce tworzyć niemieckie cmentarze wojenne.

    Takich cmentarzy powstało w w Polsce trzynaście.

    Wyszukiwaniem szczątków niemieckich żołnierzy z polskiej strony zajmuje się Fundacja pamięć, a z niemieckiej — Niemiecki Narodowy Związek Opieki nad Grobami Wojennymi.

    Kwatera żołnierzy niemieckich na Cmentarzu Północnym w Warszawie.
    © Zdjęcie : Jarosław Augustyniak
    Kwatera żołnierzy niemieckich na Cmentarzu Północnym w Warszawie.
    Sprawę ekshumacji i pochówku żołnierzy niemieckich w Polsce uregulował ostatecznie polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r. Zgodnie z tym porozumieniem, m.in. napisy na grobach nie mogą informować o stopniach wojskowych i formacjach, do których należeli polegli. Koszt budowy cmentarzy, ekshumacji i pochówków pokrywa strona niemiecka.

    Według informacji Izy Gruszki z Fundacji Pamięć, od początku lat 90. — według aktualnych szacunków — w Polsce ekshumowano i przeniesiono na cmentarze wojenne szczątki ponad 150 tys. żołnierzy niemieckich.

    Z niemieckich dokumentów wynika, że na polskich ziemiach zginęło ich znacznie więcej, ponad pół miliona. W fakcie tworzenia cmentarzy poległych na wojnie żołnierzy nie ma nic złego. Każdy człowieka zasługuje na pochówek, a to właściwa droga do pojednania z naszymi sąsiadami.

    Niemcy to przecież drugi nasz wielki sąsiad, który podobnie do Rosji,  zawsze nim będzie.

    W przeciwieństwie do grobów naszych wyzwolicieli, nie przypominam sobie jakiś informacji w prasie czy telewizji, by do aktów wandalizmu dochodziło na grobach żołnierzy armii najeźdźców i okupantów Polski.

    To dobrze, bo miejsce spoczynku zwykłych żołnierzy nie powinno być miejscem zemsty. Problem pojawia się jednak, gdy zaczynamy dociekać, kogo na tych naszych cmentarzach pochowano?

    Otóż na niemieckim cmentarzu wojennym pod Wrocławiem pochowano szczątki żołnierzy niemieckich poległych w 1945 r. na Dolnym Śląsku i na Opolszczyźnie. Także z 18 Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych SS „Horst Wessel", w skład której wchodzili wartownicy z obozu koncentracyjnego Majdanek, 20 Dywizji Grenadierów SS „Estland", 31 Ochotniczej Dywizji Grenadierów SS „Böhmen und Mähren" oraz 35 Dywizji Grenadierów Policji SS, a także z 36 Dywizji Grenadierów SS „Dirlewanger", której żołnierze podczas tłumienia powstania warszawskiego wymordowali ok. 30 tys. żołnierzy AK oraz kobiet, starców i dzieci na warszawskiej Woli.

    Są tu pochowani również żołnierze walczącego w oblężonym Wrocławiu pułku SS dowodzonego przez G. Bessleina. Pod jego dowództwem służyli żołnierze z ewakuowanych oddziałów wartowniczych krakowskiego i radomskiego gestapo oraz policyjnych formacji niemieckich z Łodzi i Warszawy.

    Także strażnicy zlikwidowanego w styczniu 1945 r. obozu koncentracyjnego Auschwitz.

    W 2002 r. w uroczystościach poświęcenia tego cmentarza uczestniczyli przedstawiciele polskich instytucji centralnych i lokalnych, polscy żołnierze i wysocy oficerowie Wojska Polskiego oraz policji, kardynał, a także dyplomaci. Pułkowa orkiestra odegrała Mazurka Dąbrowskiego, na maszt wciągnięto biało-czerwoną flagę, żołnierze w rogatywkach stanęli na honorowej straży… przy grobach zbrodniarzy.

    Jedenaście lat wcześniej, 6 października 1991 r., na warszawskim Cmentarzu Północnym również uroczyście poświęcono kwaterę wehrmachtowców i esesmanów poległych podczas wojny.

    Spoczęło tu około 800 szczątków przeniesionych z innych cmentarzy lub wydobytych z grobów polowych. Kwatera żołnierzy niemieckich na Cmentarzu Północnym porośnięta jest trawą, na której ustawiono trójkami, kilka grup krzyży. Centralny punkt stanowi krzyż i dwa szpalery kamiennych tablic — po sześć z każdej strony — na których wyryto nazwiska poległych. Najczęstsza data śmierci wyryta przy nazwiskach to okres od sierpnia do października 1944, czyli czas w którym ci żołnierze pacyfikowali Powstanie i mordowali mieszkańców stolicy.

    Wymieniono nie tylko tych, których w tym miejscu pochowano. Także innych, których zwłok nie odnaleziono, ale postanowiono tutaj w sposób symboliczny upamiętnić.

    Wśród nich wykuto nazwisko, datę narodzin oraz śmierci SS-Gruppenführera Jürgena Stroopa, który w kwietniu i maju 1943 r. dowodził likwidacją warszawskiego getta. Skazanego na karę śmierci najpierw przez amerykański, potem polski sąd, i powieszonego w 1952 r. w mokotowskim więzieniu.

    Dopiero po latach od ustawienia płyty, na której wykuto także jego nazwisko, zauważył ten napis „sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, a zarazem przewodniczący Polsko-Niemieckiej Komisji ds. Grobów", gdy składał tu w imieniu Rady wieniec.

    Złożeniu kwiatów przez społeczność niemiecką podczas Niemieckiego Dnia Pamięci w listopadzie roku 2008 miała towarzyszyć asysta wojskowa oraz przedstawiciele MON.

    Po ujawnieniu faktu, że na tablicach znajdują się nazwiska żołnierzy Wehrmachtu i SS-manów poległych podczas tłumienia Powstania Warszawskiego, MON wycofał się z pomysłu uczestnictwa w uroczystości.

    Uznano ponoć, że usuwanie granitowej płyty byłoby jednak zbyt kłopotliwe i kosztowne. Ograniczono się więc do odkucia inskrypcji upamiętniającej Stroopa. Zostało po niej puste miejsce.

    Można je oglądać do dzisiaj.

    Ślad po usunieciu nazwiska Jürgena Stroopa na kamiennej tablicy upamietniającej poległych w Warszawie i na Mazowszu niemieckich żołnierzy. Warszawa.
    © Zdjęcie : Jarosław Augustyniak
    Ślad po usunieciu nazwiska Jürgena Stroopa na kamiennej tablicy upamietniającej poległych w Warszawie i na Mazowszu niemieckich żołnierzy. Warszawa.
    Przez 10 lat pogrobowcy niemieckich faszystów przyjeżdżali do Warszawy, by oddać cześć swemu idolowi z SS. Szczątków Stroopa tam oczywiście nie ma.

    Ale i dziś tu przyjeżdżając dobrze wiedzą co oznacza to puste miejsce w granicie.

    Istnieją też podejrzenia, że do kwatery mogły trafić szczątki kata Warszawy generała SS Franza Kutschery, który zginął z rąk polskiego podziemia. Potwierdza to Hanna Nowak-Radziejowska z Muzeum Powstania Warszawskiego, która twierdzi, że natknęli się na informację, że Kutschera mógł być pochowany na tzw. Heldenfriedhof na Powązkach. Część szczątków z tej kwatery przeniesiono właśnie na Cmentarz Północny.

    A kim są inni nie tak znani jak Stroop czy Kutchera zbrodniarze, których nazwiska nadal na tych tablicach figurują?

    Ile w dniach Powstania zabili kobiet, dzieci i starców?

    Miejsce, w którym stał pomnik generała Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie
    © Zdjęcie : Diliara Sedowa
    Jest wśród tych nazwisk na tablicach też kilkanaście o rosyjskim brzmieniu, co może wskazywać na członków jednej z najokrutniejszych formacji Waffen-SS, Brygady RONA dowodzonej przez Rosjanina Bronisława Kamińskiego, która też brała udział w pacyfikacji Warszawy.

    Takich Rosjan to my czcimy?

    Bo byli tak samo antykomunistyczni i antyradzieccy jak obecna polska władza?

    W każdym bądź razie ja nie słyszałem, by IPN, będąc bardzo zajęty dekomunizacją, miał jakiś problem z denazyfikacją cmentarzy.

    Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Warszawa: IPN panem życia i śmierci
    Władze Pieniężna zdemontowały pomnik generała Czerniachowskiego
    Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
    Rzeczpospolita na wzór i przykład IPN
    Putin: Rusofobia wylewa się uszami
    Między Waszczykowskim i Fellinim
    Dekomunizacja: Wojewoda wraz z politrukami z IPN
    Esencja rusofobii: Dogmaty Pani Anny
    IPN nie musi nic
    Tagi:
    nazizm, barbarzyństwo, powstanie, I wojna światowa, polityka, Żydzi, getto, cmentarz, II wojna światowa, Armia Czerwona, pomnik, rusofobia, SS-Galicja, Waffen SS, MON, Instytut Pamięci Narodowej, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, SS, ABW, Tadeusz Mazowiecki, Helmut Kohl, Auschwitz-Birkenau, ZSRR, Wrocław, Białoruś, Niemcy, Rosja, Ukraina, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz