05:33 14 Grudzień 2019
Adam Michnik i Lech Wałęsa. Warszawa

Wałęsolenie

© Sputnik . Leonid Swiridow
Opinie
Krótki link
Autor
13431
Subskrybuj nas na

Uczciwie powiedziawszy, przyczyny, dla których tegoroczny zdobywca nagrody Nike, Cezary Łazarewicz wraz ze zdecydowanie nietegorocznym Andrzejem Boberem postanowili zrobić wywiad-rzekę z Lechem Wałęsą, wydają się trudne do ogarnięcia.

Jak można domniemywać, chodziło o wsparcie legendy przeciwko PiSowi — ale przecież nie trzeba profetycznych talentów, żeby przewidzieć, że postawienie mikrofonu przez Wałęsą nie tylko nie pomoże mu wygrzebać się z dołka, w którym znalazł się po ujawnieniu Kiszczakowej teczki, ale wręcz przeciwnie — stanie się przyczynkiem do jeszcze głębszego zakopania „wodza".

Brak jakiejkolwiek myślowej dyscypliny nie pozwala Wałęsie nawet na zastosowanie sprawdzonej dziwkarskiej metody  „taką wersję przyjąłem i takiej się będę trzymać". Szczególnie zabawny przykład dotyczy genezy „Bolka": na początku książki dowiadujemy się, że „Bolek" wziął się od nazwy „aparatu do podsłuchu", z którego SB pozyskiwała wszelkie informacje, przypisane później osobowemu źródłu informacji o takim właśnie pseudonimie — podczas gdy pod koniec czytamy, że chodziło o powiedzenie „cienki Bolek", którym jakoby działacze opozycji „nazywali każdego, kogo podejrzewali o kablowanie".

Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Leonid Swiridow
I żeby chociaż to rozpaczliwe przebieranie łapami budziło jakiś rodzaj współczucia — niestety, megalomania Wałęsy utrudnia sympatię. Osobiście żywię do niego pewien rodzaj słabości, podyktowany zapewne miłością lewaka do przywódców robotniczych — jednak jego niezdolność do przyznania komukolwiek innemu jakichkolwiek zasług jest dość frustrująca.

Zawziętość, z jaką Wałęsa mówi źle o wszystkich — także tych, którzy stoją po jego stronie — znamionuje niewątpliwie człowieka dotkniętego głębokim poczuciem osamotnienia, ale jest także cokolwiek paskudna. 

Z kolei słynny atak na Kwaśniewskiego — będący ponoć powodem, dla którego z promowania książki wycofała się „Gazeta Wyborcza" — jest kompletnie kuriozalny.

Pełna żalu opowieść  o tym, że tzw „afera Olina", czyli prowokacja wymierzona w Oleksego, miała skłonić go, aby „sypnął Kwaśniewskiego", ale on Wałęsę „zrobił  w konia", bo najpierw zasugerował, że to świeżo wybrany prezydent jest „na pasku Rosjan", a potem się z tego wycofał i biedny Wódz wraz z Milczanowskim i całą ekipą prowokatorów „zostali na lodzie" — jest oczywiście zupełnie absurdalna w kontekście służalczości Kwaśniewskiego wobec USA.

Jest też w istocie rzeczy niezwykłym w swej otwartości lamentem szantażysty nad nielojalnością ofiary szantażu. To, delikatnie mówiąc, nietypowa linia obrony — ale bardzo charakterystyczna dla całego Wałęsowego  myślenia o świecie.

Jeśli książka Bobera i Łazarkiewicza wnosi bowiem coś ciekawego do rozumienia Lecha Wałęsy — to ma to wymiar przede wszystkim psychologiczny. Otóż, przy całym Wałęsowym egotyzmie, nader trafnie opisanym w tytule pierwszego rozdziału książki — „Ja, ja, ja" — jest on człowiekiem wyróżniającym się daleko idącym poczuciem zewnętrznego umiejscowienia kontroli. Inaczej mówiąc, niezależnie od wody sodowej, jakiej nalała mu do głowy oszałamiająca światowa kariera — Wałęsa w istocie rzeczy uważa, że nic od niego nie zależy.

Teoria poczucia umiejscowienia kontroli, opracowana w połowie zeszłego wieku przez  Juliana Rottera i kreatywnie rozwinięta przez kolejne pokolenia psychologów społecznych, mówi mniej więcej tyle, iż to, czy przyczyn naszych porażek i sukcesów szukamy w sobie, czy w świecie zewnętrznym, nie jest wynikiem rozumowej oceny, tylko cechą osobowości.

Wałęsa tak naprawdę źródła swojego losu widzi poza sobą. Oczywiście robi wyjątek dla chwalenia się swoimi zasługami — ale tak naprawdę jest we własnych oczach bardziej biczem bożym, niż autentycznym liderem.

Czasem mówi to wprost:  kiedy z entuzjazmem opowiada o swojej bohaterskiej postawie na ulicach Gdańska w grudniu 70 (odłóżmy prawdziwość tej opowieści) — zapytany, co nim kierowało, wyznaje zgoła nieheroicznie: „byłem w amoku, czułem się tak jakby ktoś mną sterował, musiałem to robić, miałem to w głowie". Tę optykę jeszcze bardziej widać w opowieści o tym, dlaczego w końcu nie został szefem komitetu strajkowego w Stoczni w 1970 roku: „Miałem na to ochotę, ale usiadłem na złym krześle". Krzesło spowodowało, że przyszły przywódca robotniczy nie mógł zabrać głosu, albowiem „dyrektor stoczni zawinął mu kufajkę za krzesło i nie mógł wstać".

Owa instynktowna skłonność do przypisywania siły sprawczej wszystkim, poza sobą samym,  dotyczy w zasadzie wszystkich działań Wałęsy. Od bazalnych życiowych wyborów, do udziału w tworzeniu historii.

Podstawówka, w której się obijał? „Myślę że przeszkodziło mi to, że byłem zdolny. Przez to przestałem się uczyć. Gdybym miał ojca, to by mnie przypilnował i rozwinął moje zdolności".

Minister obrony Poslki Antoni Macierewicz
© AP Photo / Markus Schreiber
Technikum, do którego nie poszedł? „Przed zakończeniem szkoły dano nam zastrzyki przeciw durowi czy żółtaczce, i pięciu pierwszych zachorowało na tę chorobę. Byłem w tej piątce. Stąd słabe świadectwo".

Małżeństwo? „To było na trasie ze stoczni i gdy wracałem z pracy, występowałem do jej kiosku. Przeznaczenie rozkraczone na drodze".

Hobby? „Byłem bardzo sprytny, miałem refleks, ale mam za krótkie nogi i nie mogę biegać za piłką".

Tak samo wódz solidarnościowej rewolucji widzi całą swą polityczną działalność. To prawda, przeskoczył przez płot, dał Polakom wolność i rozwiązał Związek Radziecki — ale jeśli idzie o szczegóły, to już tak wiele nie miał do powiedzenia.

Po grudniu 70. na przykład nie działał, bo „dali mu mieszkanie w bloku na Stogach. To było chytre. Nikogo tam nie znałem, daleko było do centrum, nic nie mogłem zrobić".

W sierpniu 80 zaczął działać, bo Borusewicz podjął decyzję, że to on zostanie przywódcą strajku w Stoczni. „Zgodziłem się, ale mi nie pasowało".

Potem stanął na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego: „Wszyscy na kolanach mnie prosili: Człowieku! Tylko ty możesz! Nikt inny! I mnie uprosili".

Heroiczna historia Wałęsowego internowania także pełna jest cudzego sprawstwa. Albo obaw przed nim.

„Bałem się, że mnie cholera, odłączą od związku. Wszyscy pójdą siedzieć, a mnie zostawią" — opowiada o źródłach swojej radykalizacji z ostatnich dni prze stanem wojennym, owego pamiętnego wystąpienia o „targaniu po szczękach" — „Wolałem iść siedzieć ze związkiem".

A w pierdlu, jak to w pierdu, panie. Bezwolność. 

Że pił z bezpieczniakami? „Przychodzili do mnie przecież z alkoholem. I to nie ja piłem, tylko oni. Przychodzili do mnie, żebym zgodził się im towarzyszyć, bo mają jakieś urodziny czy imieniny".

Że się upasł na tym internowaniu, podczas gdy kraj głodował? „Dlatego, że przestałem chodzić, jak mnie w tym wianuszku na spacery prowadzali. Nie da się tak chodzić. Na ryby puścili mnie tylko kilka razy. Wiedzieli, że to mi dobrze służy, więc złośliwie nie pozwalali".

Że nie uciekł z Arłamowa? „Dowiedziałem się, że wokół jest mnóstwo zlikwidowanych wiosek, porastających trawą, przysypanych śniegiem, gdzie można łatwo wpaść do starej studni. A jak się wpadnie, to się nie wyjdzie".

A wcześniej, z Otwocka? „Miałem zejść po piorunochronie w czasie nocnej zmiany warty. A potem przez fosę. Obawa była, czy lód na fosie wytrzyma".

Nawet kontakt ze światem w internowaniu los wodzowi odebrał złośliwie: „Przemycili mi małe radyjko ze słuchawką, na którym słuchałem Wolnej Europy. Miałem pecha, wpadło kiedyś w łazience do wody i się popsuło".

Także, uwaga, spotkania z naszym Wielkim Rodakiem, Świętym Ojcem Świętym nie były w pełni dobrowolne: „Nasze spotkania były ważne politycznie, bo gdybym się z nim nie spotkał, znaczyłoby, że się pokłóciliśmy. Były to więc nawet spotkania bardziej wymuszone". Podobnie zresztą jak Matka Boska w klapie: „Nagle wyrywa się jakaś kobieta, rozpycha wszystkich i zakłada mi ten znaczek na szyję. Byłem zaskoczony, ale ochrona ją dopuściła, kamery filmowały, to co miałem powiedzieć?"…

I na tym się oczywiście manipulacje losu nie kończą.

Kiedy przyszła wolność, postanowił zaufać inteligentom. A oni go w konia zrobili, całkiem jak Oleksy z Kwaśniewskim. „Myślałem, że nasi intelektualiści mają w szufladach rozwiązania, że mają wszystko przemyślane. Jak nadejdzie wolność, to on wyjmą te swoje pomysły z szuflad i zaczną realizować. Okazało się, że nic nie było".

No i potem oczywiście nie chciał, ale musiał: „Uwierzcie mi. Naprawdę nie chciałem tego. Nie chciałem być prezydentem. Ale jak popatrzyłem na całą tę warszawkę, to mówię: nie mam wyboru".

Po wyborczym zdruzgotaniu Mazowieckiego i jego koncepcji reform, Wałęsa postawił na jeszcze bardziej liberalnych prywatyzatorów od Jana Krzysztofa Bieleckiego.

Ale tak właściwie to nie on: „Bardziej żona, niż ja. Trzeba mi było premiera, to ona mi go wskazała. Ja go wcześniej nie znałem". Także inne jego niezbyt szczęśliwe prezydenckie aktywności nie były jego inicjatywą. Ułaskawienie gangstera Słowika?  „Skąd miałem znać tych wszystkich ludzi? Sprawdzałem, kto się wcześniej pod takim wnioskiem o ułaskawienie podpisał. Zawsze zwracałem uwagę, ile było tam  księży. U Słowika kilku się podpisało".  Bezpartyjny Blok Wspierania Reform i jego kompletna klęska? „Moje otoczenie to wymyśliło". Zwycięstwo SLD w 93 roku? „To nie była moja wina.  Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Puściłem wam na nogę 100 kilo złota, a wy macie pretensje bo nie utrzymaliście". Przegrana z Kwaśniewskim w 95? „Oni mówili: przecież my od Rosji jesteśmy uzależnieni. Wałęsie Rosja nie pomoże za cholerę, a Kwaśniewskiemu tak"…

I owa filozofia rozciąga się także na przeciwników. Wałęsa wykazuje się sporym zrozumieniem wobec ludzi poprzedniego systemu — ale zrozumienie owo wynika z przekonania, że ich wybory nie zależały od nich, więc trudno ich za nie winić. „Nie traktowałem ich jak wrogów. Wiedziałem, że są słabi, ale to system jest zły, a nie oni, w innym systemie mogą być w porządku" — mówi o inwigilujących go bezpieczniakach. Z niezwykłą w dzisiejszych czasach  odwagą wyznaje, iż, że słynne zabójstwa — ks. Popiełuszki, czy działacza WZZ Tadeusza Szczepańskiego, wyłonionego bez nóg z Motławy — były w jego opinii efektem nieszczęśliwych wypadków: „trochę wypił, chcieli go postraszyć albo mu przyleć, uciekał, ktoś podstawił mu nogę, trzasnął głową o krawężnik, padł martwy". 

Nawet generała Jaruzelskiego Wałęsa tłumaczy na swój pokrętny ale swoiście życzliwy sposób: „Pomyślałem sobie nawet, że on może ma bombę zainstalowaną w plombie, jak źle odpowie, to wszyscy wylecimy w powietrze"…

* * * * *

Wewnętrzne poczucie umiejscowienia kontroli przynosi ludziom przekonanie że to, co im się przydarza, to efekt ich zachowań i decyzji, że ich wysiłki przynoszą sukcesy, a źródłem porażki są ich zaniedbania. Dlatego internaliści więcej wysiłku wkładają w osiąganie celów, na których mu zależy, lepiej dbają o swoje zdrowie, uczą się wytrwalej, żyją dłużej. Mają wyższą samoocenę, wierzą w swoje możliwości, mają stabilne poczucie bezpieczeństwa, wyższy poziom aspiracji i samoakceptacji.

Locus zewnętrzny przynosi przekonanie, że świat (los, bóg, ludzkość) daje i odbiera, a ja jestem w tym wszystkim ofiarą. Stąd niepowodzenia u internalistów wywołują poczucie winy, zaś u eksternalistów — poczucie krzywdy.

Kiedy zrozumiemy tę zależność, łatwiej pojąć, dlaczego — zamiast wziąć na klatę grzechy lat 70., rozbroić amunicję wrogów i spokojnie pławić się w chwale historycznych wyczynów lat 80. — Wałęsa idzie tępo w zaparte, skutecznie uniemożliwiając obronę nawet swoim największym zwolennikom.

Także w tej książce, zręcznie podprowadzany do swoistej moralnej abolicji, proponowanej przez Friszke czy Skórzyńskiego  („nawet, jeśli Wałęsa coś podpisał przed rokiem 1967, to jego późniejsze zasługi wszystko przekreślają"), eksprezydent odpowiada: „Panie, oni nie rozumieją".

Rzeczywiście, wygląda na to, że nie.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wałęsa na celowniku służb
Lech Wałęsa: Rosja jest nam wszystkim potrzebna
IPN wszczął postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie
Lech Wałęsa: Budować normalne stosunki z Rosją - możliwe i konieczne
Kwaśniewski, Wałęsa, Komorowski, Cimoszewicz: Miłość przez gwałt
Wałęsa: Polska na progu wojny domowej
Postać Wałęsy zniknie z podręczników szkolnych
Wałęsa o Putinie: on mi się podoba
Tagi:
communism, komunizm, agent, książka, SB, Solidarność, Prawo i Sprawiedliwość, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Józef Oleksy, Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, Warsaw, USSR, Poland, Moscow, Russia, Gdańsk, ZSRR, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz