00:26 06 Czerwiec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
2211
Subskrybuj nas na

4 listopada Rosja obchodzi Dzień Jedności Narodowej, święto, które przypomina obywatelom o jedności różnych warstw społecznych, narodów, kultur i wyznań, które scala państwo.

Święto sięga korzeniami odległego XVII wieku, choć na poziomie oficjalnym datę ustanowiono dopiero w 2004 roku. Zróbmy krótki ekskurs o sytuacji w Carstwie Rosyjskim tamtego okresu.

W latach 1598-1613 Carstwo Rosyjskie przeżywało kryzys, który przeszedł do historii pod nazwą Wielkiej Smuty. To były mroczne i ciężkie lata w historii państwa. Niełatwą sytuację w kraju powstałą po śmierci ostatniego cara z dynastii Rurykowiczów skomplikował utrzymujący się przez kilka lat nieurodzaj, a co za tym idzie głód. A Borys Godunow, który przejął tron, rządził surowo, a dokładniej surowy był wobec wszystkich stanów.

Jak zawsze w takim okresie, w narodzie unosiła się nadzieja na „cudowne wybawienie", które przyniósł sprawiedliwy car-ojciec. A legenda o młodszym synu Iwana Groźnego, Dymitrze, którego jakoby wcale nie stracono w wieku dziewięciu lat, lecz zwyczajnie ukryto przed ludzkim wzrokiem, błyskawicznie opętała umysły. Kiedy więc na rosyjską ziemię zstąpił Dymitr Samozwaniec I w asyście niedużego polsko-litewskiego oddziału, droga do Moskwy była dlań otwarta. Miasta witały „carewicza Dymitra" jako wyzwoliciela, bojarzy widzieli w nim prawowitego następcę tronu.

Historycy do tej pory wiodą spory na temat tego, kto uczynił z Grigorija Otriepjewa, zbiegłego do Polski rosyjskiego szlachcica, Dymitra Samozwańca. Według jednej z wersji to zasługa papieża, którego plany pomógł zrealizować polski magnat Jurij Mniszek. W skład świty Dymitra Samozwańca wchodziła „grupa specjalna" jezuitów udających prawosławnych duchownych. Samozwaniec otrzymał też pierwszorzędne „wsparcie informacyjne" — we Włoszech, wraz z rozpoczęciem jego pochodu na Moskwę, napisano utwór „o cudownym ocaleniu carewicza Dymitra".

Moskwę samozwaniec zajął. Ale na tronie zasiadał niedługo. Rozprawili się z nim prędko ci sami bojarzy, którzy wprowadzili go do carskich komnat. Ci jednak byli zbyt zajęci walką o władzę, żeby zauważać realne problemy państwa. Bojar Szujski ogłosił się carem Wasylem IV, został obalony i zesłany. W ciągu kolejnych siedmiu lat do tronu pretendowało kolejnych siedmiu Dymitrów. Ich wszystkich spotkał los pierwszego. Tymczasem Szwecja i Polska posyłały swoje oddziały, wtrącały się do rosyjskich spraw, a Turcy i Tatarzy gotowi byli wnieść swój udział w panujący chaos.

Cierpliwość narodu w końcu się wyczerpała. We wrześniu 1611 roku w Niżnym Nowogrodzie starosta Kuźma Minin zaapelował do narodu o zebranie środków i zorganizowanie oddziałów ochotniczych w celu wyzwolenia kraju. Na stanowisko głównego wojewody Minin zaproponował nowogrodzkiego księcia Dmitrija Pożarskiego.

Pod sztandarami Minina i Pożarskiego zebrało się ogromne jak na tamte czasy wojsko, które w marcu 1612 roku wyruszyło z Niżnego Nowogrodu w stronę Jarosławia, gdzie utworzono tymczasową „Radę całej Ziemi" — organ rządowy, w którym główną rolę odgrywali przedstawiciele drobnej szlachty. A do oddziałów ochotniczych zaciągali się przedstawiciele wszystkich stanów i narodów wchodzących w skład rosyjskiego mocarstwa.

W krótkim czasie Moskwa została wyzwolona. W 1613 roku Sobór Ziemski powołał na tron carski Michaiła Romanowa, który dał początek dynastii rządzącej Rosją przez trzysta lat — aż do rewolucji 1917 roku.

Niektórzy współcześni historycy nazywają wydarzenia sprzed 400 lat wypędzeniem z Moskwy zagranicznych intruzów. I w ustanowionym święcie wyłapują pewną antypolską nutę.

Nie zgadza się z tym profesor Uniwersytetu Warszawskiego, doktor historii Hieronim Grala. O tym, jak postrzega okres Wielkiej Smuty, uczony opowiedział na jednej z konferencji w Jarosławiu. Profesor przypomniał, że ogromna część polskiego społeczeństwa była w tamtych latach przekonana, że zbiegły do Polski Dymitr jest samozwańcem.

Kiedy wkraczał do Moskwy, nie wkraczał przecież z polską armią, tylko z oddziałem najemników. Jest duża różnica między awanturniczym przedsięwzięciem a interwencją państwa — zauważył Hieronim Grala.

„Jak można przy zdrowych zmysłach posługiwać się terminem „polsko-szwedzka interwencja?". Przecież Polska i Szwecja walczyły ze sobą przed Smutą, w czasie Smuty i po niej. Kiedy najemnicy Mniszka szli na Moskwę, polska elita skazała ich zaocznie na karę śmierci za naruszenie rozejmu z Rosją. Wszystko to szczegóły, ale szczegóły, które mają fundamentalne znaczenie — przekonuje profesor.

Jego zdaniem „jeśli mówić o okresie Smuty, to zwycięstwem pospolitego ruszenia było odbicie Moskwy i Kremla". To przede wszystkim zwycięstwo ducha — zwycięstwo moralne. Właśnie to cenią sobie nade wszystko Polacy" — zauważył uczony.

Rosyjskiego mocarstwa w tych latach nie uratowała jakaś wybitna jednostka. Ocalił je naród. Właśnie w tym najgłębszy sens tej daty — podkreśla dyrektor generalny Centrum Informacji Publicznej Aleksiej Muchin.

Dzień 4 listopada pokazuje, że fundamentem Rosji jako państwo jest właśnie naród, który w przypadku braku bądź bezsilności najwyższej władzy bierze los w swoje ręce. I realizuje swoje prawo bycia źródłem władzy, co też zapisano w naszej Konstytucji z 1993 roku — zauważył politolog.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Słodkiego, miłego życia". Sputnik w moskiewskiej fabryce „Krasnyj Oktiabr" (foto, wideo)
Wielka Brytania zablokowała Twitter RT o rewolucji 1917 roku
Brzmi jak pochwała faszyzmu
Tagi:
Wielka Smuta, Carstwo Rosyjskie, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz