14:39 14 Listopad 2019
Mecz Polska-Ukraina

Polska polityka wschodnia stacza się w przepaść

© Sputnik . Wladimir Piesnia
Opinie
Krótki link
Autor
9490
Subskrybuj nas na

Korespondent radia Sputnik rozmawiał z historykiem, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Włodzimierzem Osadczym.

— Minister Waszczykowski zapewne poszedł po rozum do głowy, bo wczoraj na TVP oświadczył, że uruchamiane są procedury, które nie dopuszczą do przyjazdu do Polski ludzi, którzy reprezentują skrajnie antypolskie stanowisko. I ludzie, którzy zakładają mundury SS Galizien do Polski też nie wjadą. Jak Pan profesor tę wiadomość skomentuje?

— Trudno oceniać, w jakim stopniu te deklaracje, które, jak wiemy od czasu do czasu pojawiają się z ust przedstawicieli polskich struktur rządowych wobec rażących spraw, które się dzieją w relacjach polsko-ukraińskich, przełożą się na rzeczywistość. Można odnieść wrażenie, że rząd Polski nie do końca kontroluje i nie do końca jest precyzyjny w tych obszarach.

Mecz Ukraina-Polska, Euro 2016
© Sputnik . Wladimir Piesnia
Te skandaliczne sytuacje, które zaistniały w ostatnim czasie, na przykład niewpuszczenie profesora Partacza na Ukrainę i wiele innych, nie mogły pozostawić bez odpowiedzi koła rządowe Polski. Wydaje mi się, że taka deklaracja pojawiła się, bo trudno było się spodziewać, żeby były pozostawione bez odpowiedzi te wydarzenia, które teraz mamy w relacjach polsko-ukraińskich.

Natomiast, w jakim stopniu przełoży się ona na rzeczywistość? Tu nie byłbym optymistą z racji na to, że mamy pewną historię staczania się polsko-ukraińskich stosunków w przepaść w kontekście bezgranicznie szerzącej się ideologii banderyzmu na Ukrainie i wielkiego tupetu środowisk banderowskich. Wiemy, że różnego rodzaju deklaracje miały miejsce, ale nie znajdowały one w większym stopniu odzwierciedlenia w rzeczywistości.  

Nadal ambasadorem w Kijowie jest osoba, która ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje. Tym niemniej jest to osoba nie do ruszenia. Nadal utrzymuje się dramatyczna sytuacja, gdy chodzi o sprawę pochówku ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Nadal jest ostra sytuacja dotycząca świątyń rzymskokatolickich, z których korzystają w znacznej mierze Polacy a też miejsc pamięci.

Wspomnę też próby załagodzenia, jakże dziwne i nieudolne, spraw związanych z szkolnictwem mniejszościowym. Wszystko to świadczy o tym, że pewne tendencje postępują. Polska władza w tej chwili musi coś robić, więc taka deklaracja jest czymś, co musiało się pojawić. Ale czy będzie deklaracja wdrażana w życie? To jest wielkie pytanie. I tu nie jestem optymistą.

Marsz Niepodległości w Warszawie. Polska
© Sputnik . Aleksey Vitvitskiy
— Panie profesorze, była zapowiedziana wizyta prezydenta Dudy na Ukrainie. Czy w takiej sytuacji ta wizyta jest w ogóle pożądana?

— Wydaje mi się, że każdorazowa wizyta głowy państwa polskiego u partnera strategicznego, a takim partnerem jest Ukraina, ma wymiar przede wszystkim symboliczny. Wymiar świadczący o wsparciu i o tym, że kraje te tworzą pewną wspólnotę na szczeblu najwyższym. Po tym, co się zaczęło dziać i się nasila, taka wizyta byłaby czymś, co znajdowałoby się w sprzeczności z atmosferą, która się wytworzyła w relacjach polsko-ukraińskich.

Trudno odczytać intencje i rzeczywiste motywacje polskiej polityki wschodniej. Możemy domniemać, mieć swoje hipotezy, gdy chodzi o stopień suwerenności decyzyjności władz polskich w tym obszarze. Proszę zauważyć, jaka jest sytuacja — głowa państwa polskiego nie zabrał głosu w sprawie ekshumacji szczątków ofiar ludobójstwa, głowa państwa polskiego, będąc chyba w ubiegłym roku z wizytą na Ukrainie, wyraźnie sformułował żądanie zwrotu kościoła Marii Magdaleny we Lwowie i nic nie drgnęło. W związku z tym wydaje mi się, że odbiór takich kolejnych wizyt w społeczeństwie będzie coraz bardziej negatywny.

— Osoby, którym będzie wzbroniony wjazd do Polski, często wyrażają swoje poglądy w polskich nawet opiniotwórczych mediach. Czy należy im takiej trybuny udzielać?

— Mamy do czynienia z sytuacją dość trudną. Nasuwa się pytanie, w jakim stopniu media polskie, w tym też opiniotwórcze, są w tym suwerenne i odzwierciedlają rację społeczeństwa polskiego. Wiemy, że znaczna część mediów to są media sponsorowane czy utrzymywane bezpośrednio ze źródeł obcych. Wiemy, że dominującą rolę na rynku medialnym w Polsce mają media związane z kapitałem niemieckim.

Słynna fundacja Sorosa tworzy też pewne obszary medialne. Trudno się dziwić, że media nagłaśniają tematy, które urągają godności społeczeństwa polskiego. Media zapraszają jako partnerów do dyskusji różne osoby, które nie powinny być  partnerami. One mogą być tylko przykładami do omówienia zjawisk wypaczenia, wynaturzenia. Jeżeli nienormalność staje się partnerem do dyskusji, to mamy do czynienia z sytuacją dość przykrą.

Trudno się dziwić, że tak dzieje się w mediach, skoro na przykład mamy do czynienia z krzyczącą sytuacją, kiedy partnerem do rozmów IPN, który z założenia ma chronić honor i pamięć historyczną polską, jest kłamca i fałszerz ze strony ukraińskiej. Więc spotykanie się z taką osobą jest czymś nienormalnym, co też daje przyzwolenie środowiskom medialnym, obniża poziom dyskusji, a też wprowadza relatywizm w obszary, których nie wolno relatywizować. Mam na uwadze honor, pamięć, sprawy związane z fundamentem tożsamościowym każdego społeczeństwa, każdego narodu. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wiatrowycz: Polska ma imperialne zapędy
Polsko-francuska „wojna" o krzyż
Polska zaniepokojona informacją o ograniczeniu dostępu do miejsca katastrofy smoleńskiej
Sukces polskiego rządu w negocjacjach z Rosją
Polska Agencja Propagandowa w natarciu
Gazprom pozbawił Europę jedności, a Polskę – sensu życia
Tagi:
polityka, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz