Widgets Magazine
20:38 21 Październik 2019
Marsz Niepodległości w Warszawie

Historia się powtarza. Oni po prostu szli

© Sputnik . Alieksiej Witwickij
Opinie
Krótki link
Autor
104110
Subskrybuj nas na

Pora już na pytania pod adresem tych, którzy sami nie nieśli obrzydlistw i nie ryczeli za kibolami, tylko po prostu szli. Z towarzystwem, które przez przyzwoitych ludzi nie może być akceptowane.

Opisując rozmaite obrzydlistwa, jakie co roku towarzyszą marszom z okazji 11 Listopada, trzeba bardzo uważać.

I to nie tylko na bandytów, którzy tego dnia pokazują, gdzie mają cywilizację. Z policją i władzą włącznie.

Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Trzeba też uważać na tych, których politycy nazywają fajnymi patriotami. Tych, którzy przyjeżdżają do stolicy, by pokazać, jak bardzo kochają Polskę.

Przyjeżdżają rodzice z dziećmi.

I młode pary.

I seniorzy, którzy już wiele widzieli.

I tak sobie wszyscy razem maszerują.

Ramię w ramię.

ONR-owcy, neofaszyści, rasiści, kibole w maskach, smakosze piwa sikający na Muzeum Narodowe, antysemici i fajni patrioci.

Marsz w Warszawie
© Sputnik . Aleksiej Witwickij
Marsz w Warszawie
Ktoś obserwujący ich marsz z boku nigdy by nie pomyślał, że ten tłum idzie pod hasłem „My chcemy Boga".

Politycy, głównie z PiS, ale nie tylko, nieustannie podkreślają, jak różni są uczestnicy marszu. Dziesiątki tysięcy fajnych ludzi i garstka, która im bruździ.

Niestety, taki obraz to czysta manipulacja.

I pora już na pytania pod adresem tych, którzy sami nie nieśli obrzydlistw i nie ryczeli za kibolami, tylko po prostu szli. Z towarzystwem, które przez przyzwoitych ludzi nie może być akceptowane.

Ludzie demonstrujący w Święto Niepodległości są niezwykle wrażliwi na wszelkie zarzuty pod adresem marszu. Bo przecież wiejące grozą obrazki to nie oni.

Donald Tusk
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
Oni maszerują, bo chcą Boga. A to, że o Bogu ryczy ktoś, kogo z pewnością nie chcieliby spotkać po ciemku, kompletnie ich nie razi.

Nie słyszą przecież ciągłych ryków i przekleństw. Nie czują smrodu płonących rac. Szczęśliwi ludzie.

Nie słyszą tego, co krzyczą idący obok nich. Tego, co słyszą i czują ludzie na sąsiednich ulicach.

Uliczna wersja kibolstwa jakoś im nie przeszkadza. Może mają zatyczki w uszach?

A może dym z rac ograniczył im pole widzenia?

Wychodzi więc na to, że przez Warszawę przewaliło się kilkuset bandziorów, którzy przy biernej postawie policji sterroryzowali tysiące ludzi. I sprawili, że to ich poglądy usłyszano. I ich hasła zobaczono.

Ta historia się powtarza.

Marsz w Warszawie
© Sputnik . Aleksiej Witwickij
Od paru lat patrioci jadą do stolicy. A tam zawsze ktoś im miesza.

Maszerującym nie przychodzi jednak do głowy, że może są za blisko tych oprychów, których teraz gorączkowo się potępia. I nazywa marginesem.

Czy naprawdę można przez kilka godzin z nimi maszerować ramię w ramię i niczego nie widzieć?

I niczego nie słyszeć?

Jerzy Domański, polski publicysta, Warszawa

Autor jest Redaktorem Naczelnym polskiego tygodnika opinii „Przegląd".

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

I... kamieni kupa
Państwo ciągle teoretyczne
Kosaczew: Europejscy politycy to „liga nieudaczników"
Europa daje dupy
PO jest matką i ojcem obecnej władzy
ABW po was też przyjdzie
Mierni i podli
POPiS w czarnej dziurze
Warszawa: Szpagat na linie
Tagi:
kibole, niepodległość, antysemityzm, nacjonaliści, faszyzm, policja, nacjonalizm, Marsz niepodległości, ONR, Rząd RP, Prawo i Sprawiedliwość, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz