21:42 14 Grudzień 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Marsz Niepodległości w Warszawie

    Historia się powtarza. Oni po prostu szli

    © Sputnik. Alieksiej Witwickij
    Opinie
    Krótki link
    Jerzy Domański
    104010

    Pora już na pytania pod adresem tych, którzy sami nie nieśli obrzydlistw i nie ryczeli za kibolami, tylko po prostu szli. Z towarzystwem, które przez przyzwoitych ludzi nie może być akceptowane.

    Opisując rozmaite obrzydlistwa, jakie co roku towarzyszą marszom z okazji 11 Listopada, trzeba bardzo uważać.

    I to nie tylko na bandytów, którzy tego dnia pokazują, gdzie mają cywilizację. Z policją i władzą włącznie.

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ WOJTEK RADWANSKI
    Trzeba też uważać na tych, których politycy nazywają fajnymi patriotami. Tych, którzy przyjeżdżają do stolicy, by pokazać, jak bardzo kochają Polskę.

    Przyjeżdżają rodzice z dziećmi.

    I młode pary.

    I seniorzy, którzy już wiele widzieli.

    I tak sobie wszyscy razem maszerują.

    Ramię w ramię.

    ONR-owcy, neofaszyści, rasiści, kibole w maskach, smakosze piwa sikający na Muzeum Narodowe, antysemici i fajni patrioci.

    Marsz w Warszawie
    © Sputnik. Aleksiej Witwickij
    Marsz w Warszawie
    Ktoś obserwujący ich marsz z boku nigdy by nie pomyślał, że ten tłum idzie pod hasłem „My chcemy Boga".

    Politycy, głównie z PiS, ale nie tylko, nieustannie podkreślają, jak różni są uczestnicy marszu. Dziesiątki tysięcy fajnych ludzi i garstka, która im bruździ.

    Niestety, taki obraz to czysta manipulacja.

    I pora już na pytania pod adresem tych, którzy sami nie nieśli obrzydlistw i nie ryczeli za kibolami, tylko po prostu szli. Z towarzystwem, które przez przyzwoitych ludzi nie może być akceptowane.

    Ludzie demonstrujący w Święto Niepodległości są niezwykle wrażliwi na wszelkie zarzuty pod adresem marszu. Bo przecież wiejące grozą obrazki to nie oni.

    Donald Tusk
    © Sputnik. Алексей Витвицкий
    Oni maszerują, bo chcą Boga. A to, że o Bogu ryczy ktoś, kogo z pewnością nie chcieliby spotkać po ciemku, kompletnie ich nie razi.

    Nie słyszą przecież ciągłych ryków i przekleństw. Nie czują smrodu płonących rac. Szczęśliwi ludzie.

    Nie słyszą tego, co krzyczą idący obok nich. Tego, co słyszą i czują ludzie na sąsiednich ulicach.

    Uliczna wersja kibolstwa jakoś im nie przeszkadza. Może mają zatyczki w uszach?

    A może dym z rac ograniczył im pole widzenia?

    Wychodzi więc na to, że przez Warszawę przewaliło się kilkuset bandziorów, którzy przy biernej postawie policji sterroryzowali tysiące ludzi. I sprawili, że to ich poglądy usłyszano. I ich hasła zobaczono.

    Ta historia się powtarza.

    Marsz w Warszawie
    © Sputnik. Aleksiej Witwickij
    Od paru lat patrioci jadą do stolicy. A tam zawsze ktoś im miesza.

    Maszerującym nie przychodzi jednak do głowy, że może są za blisko tych oprychów, których teraz gorączkowo się potępia. I nazywa marginesem.

    Czy naprawdę można przez kilka godzin z nimi maszerować ramię w ramię i niczego nie widzieć?

    I niczego nie słyszeć?

    Jerzy Domański, polski publicysta, Warszawa

    Autor jest Redaktorem Naczelnym polskiego tygodnika opinii „Przegląd".

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    I... kamieni kupa
    Państwo ciągle teoretyczne
    Kosaczew: Europejscy politycy to „liga nieudaczników"
    Europa daje dupy
    PO jest matką i ojcem obecnej władzy
    ABW po was też przyjdzie
    Mierni i podli
    POPiS w czarnej dziurze
    Warszawa: Szpagat na linie
    Tagi:
    kibole, niepodległość, antysemityzm, nacjonaliści, faszyzm, policja, nacjonalizm, Marsz niepodległości, ONR, Rząd RP, Prawo i Sprawiedliwość, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz