19:34 18 Grudzień 2017
Warszawa-1°C
Moskwa0°C
Na żywo
    Zatrzymanie byłego prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego w Kijowie

    Cyrk na Ukrainie: kto za to płaci?

    © AP Photo/ Evgeniy Maloletka
    Opinie
    Krótki link
    Igor Silecki
    4440

    Niekończący się ukraiński serial oglądany z przymusu przez widzów sąsiednich (i nie tylko) państw odżył z nową siłą. Scenarzyści, gdziekolwiek by się nie ukrywali, wymyślili oryginalny ciąg dalszy.

    Gra potarganego Michaiła Saakaszwilego ze spojrzeniem zaszczutego susła wykrzykującego polityczne hasła z dachu siedmiopiętrowego bloku w pełni zasługuje jeśli nie na Oscara, to na pewno na jakąś złotą palmę.

    Pod koniec lat 90. na ekranach telewizyjnych w Rosji i na Ukrainie pojawił się program humorystyczny, który dość szybko zyskał popularność. Nazywał się ten program „Show dołgonosikow" (Show ryjkowców). Główną cechą aktorów ucharakteryzowanych na znane postacie literackie i znanych polityków był długi naklejony nos. Chociaż nie. Główną cechą był mimo wszystko brak inteligencji. Przejrzysta aluzja do poziomu intelektualnego co poniektórych jaśnie panów w rządzących elitach wprowadzała widzów w zachwyt.

    Oglądając ukraińskie wiadomości, odnosi się wrażenie, że show ciągle trwa, z tym że teraz wciągnięto w nie całe państwo. I nosy u niektórych wykonawców głównych ról są całkiem spore — para na pewno się znajdzie.

    Swoim zachodnim kuratorom prezydent Petro Poroszenko porządnie się już uprzykrzył. Widać to gołym okiem. To prawda, pomoc zbrojeniową sprawnie dostarczają, i pieniądze systematycznie podrzucają. Ale już z ciasteczkami sekretarze państwowi po Majdanie nie biegają, a w Administracji Prezydenta rzadko kiedy zobaczyć można jakiegoś europejskiego lidera. A przecież kiedyś często tam zaglądali…

    Uczestnicy akcji poświęconej rocznicy wydarzeń na Majdanie
    © Sputnik. Aleksiej Wowk
    Zresztą i pieniędzy nie dają już Poroszence tak lekką ręką, sto razy pomyślą zanim się zdecydują. Z tego też się bierze główne rozczarowanie: ukraiński lider ciągle prosi to na jedną, to na drugą reformę, 50% każdego przemówienia dotyczy walki z korupcją, a wzrostu gospodarki i zdolności bojowych jak nie było, tak nie ma. A potem się Kijów oburza, dlaczego Europa go do siebie nie zabiera.

    Historia z byłym gubernatorem Michaiłem Saakaszwilim miała najwyraźniej uświadomić Poroszenkę, że niezastąpionych osób (nawet na stanowisku prezydenta) nie bywa. Widać, że stoi za nim Zachód: prezydent gubernatora zdegradował i wydalił z kraju, a ten „przedziera się" przez granicę państwową z drugiej strony, zbiera zwolenników, zakłada partię — i organizuje marsz na Radę Najwyższą! I dlaczego nikt go nie mógł zatrzymać?— zadaje sobie pytanie dyrektor generalny Ośrodka Koniunktury Politycznej Siergiej Michejew.

    „Stoją za nim ci sami ludzie — to Amerykanie i Europejczycy o różnych obliczach. Co się tyczy Saakaszwilego — jestem pewien, że wszystkie te szaleństwa, które wyprawia na Ukrainie, byłyby absolutnie niemożliwe, gdyby gdzieś na Zachodzie nie dostał pozwolenia na podobne działania. Z drugiej strony ukraińskie władze dawno ukręciłyby mu głowę, jeśliby któryś z zachodnich partnerów dał na to przyzwolenie" — zauważył politolog w wywiadzie dla radia Sputnik.

    Poroszenko znalazł, zdawałoby się, bezbłędne posunięcie: Saakaszwili to agent Kremla! Na zlecenie prezydenta w prokuraturze generalnej szybko nakreślili wyraźny schemat związków pomiędzy byłym gubernatorem i byłym ukraińskim prezydentem Wiktorem Janukowyczem (przez zbiegłego ukraińskiego oligarchę Siergieja Kurczenkę i niejakiego Gongadze, którzy mieli finansować „przygotowania do przewrotu państwowego"). A Służba Bezpieczeństwa Ukrainy urządziła show z rewizją, ucieczką głównego podejrzanego na dach i jego pojmaniem przez funkcjonariuszy. To pokazuje, że Poroszenko mimo wszystko trochę się zdenerwował — ciągnie Siergiej Michejew.

    „Wiadomo, że Poroszenko stawia przed sobą zadanie pozbycia się Saakaszwilego, on go drażni. Jednocześnie to swego rodzaju próba: spróbować Saakaszwilego, jak to się mówi, „skrępować" i zobaczyć, jak zareagują ci spośród zachodnich partnerów, którzy za nim stoją. Gra się nie skończyła: spróbujemy, a nuż się uda, a jak nie, to poczekamy do kolejnego razu" — zakończył politolog.

    I rzeczywiście, tym razem nie wyszło: zwolennicy bez szczególnego wysiłku odbili byłego prezydenta Gruzji z rąk funkcjonariuszy sił specjalnych. Teraz Saakaszwili znów pojawił się na Majdanie i nawołuje Ukraińców „parlamentarnymi metodami" do zdymisjonowania Poroszenki.

    Zresztą całkiem możliwy jest też inny wariant: marionetkarzom tak się uprzykrzyły te kukły-beztalencia, że postanowili wypuścić je na wolność. No a czym mogą zajmować się źle wychowane dzieci, pozostawione przez dorosłych bez nadzoru? Bez bójki i prób wykazania, „kto fajniejszy" nijak się nie obejdzie.

    Najwyższy czas na lermontowskie: „i byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie było takie smutne". Gra na fory, która już się wszystkim uprzykrzyła odciągają uwagę od tego, co naprawdę ważne. Można nie wspominać o gospodarce — a dokładniej o jej braku: zahartowani obywatele nie takie rzeczy wytrzymywali. Ale nie można zapominać o wojnie — do tego wojnie bratobójczej. Na Donbasie codziennie giną ludzie. I nie tylko na wschodzie kraju: Ukraińców, którzy nie są gotowi krzyczeć o każdej porze dnia i nocy „Herojam sława!" umieszczają na czarnych listach, biją i zabijają na ulicach miast. I wiadomo, że żaden Saakaszwili ich nie uratuje.

    Zobacz również:

    Kiedy Zachód „zmęczy się Ukrainą"
    Poroszenko da podwyżki Ukraińcom
    Kijów: demonstranci chcą impeachmentu Poroszenki
    Tagi:
    Michaił Saakaszwili, Petro Poroszenko, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz