08:51 26 Wrzesień 2018
Na żywo
    Dziennikarz Rossiya Segodnya Leonid Swiridow

    Wstyd w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej

    © Zdjęcie : MAX LURIE
    Opinie
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    25883

    Czyli red. Leonid Swiridow "zaradny" i walczący. Jest taka bestselerowa powieść Josepha Hellera - „Paragraf 22" o amerykańskich lotnikach stacjonujących we Włoszech w czasach II wojny światowej.

    Jak każdy normalny człowiek, główny bohater i inni amerykańscy lotnicy nie chcieli zginąć na wojnie i chcieli się od tej wojny „wykręcić". Prawo amerykańskie jako jedyną możliwość uchylenia się od służby wojskowej przewidywało chorobę psychiczną żołnierza. Problem stanowił tytułowy „paragraf 22", który z jednej strony dawał żołnierzowi możliwość natychmiastowego zakończenia pełnienia służby na własną prośbę z powodu jego choroby psychicznej, a z drugiej wykluczał ludzi, którzy w trosce o uratowanie własnego życia wnosili o zwolnienie ze służby, ponieważ tym samym dowodzili, że są psychicznie zdrowi. Bo tylko zdrowy psychicznie człowiek martwi się o swoje życie. To doskonały pretekst, by nikogo ze służby w armii nie zwolnić.

    Wojewódzki sąd administracyjny w Warszawie w niedawno przesłanym Leonidowi Swiridowowi uzasadnieniu wyroku (47 stron!!!) odrzucającego jego skargę na decyzję wojewody i szefa urzędu ds. cudzoziemców odbierających mu status rezydenta EU i zmuszającą do opuszczenia Polski, też znalazł swój „paragraf 22".

    Otóż w teoretycznie praworządnym państwie jakim jest Polska, każdy człowiek, także cudzoziemiec, ma prawo wnieść skargę na decyzje polskich urzędów w celu ich weryfikacji przez rzekomo niezawisły sąd.

    Wyrok w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie Leonida Swiridowa. Wojewódzki sąd administracyjny w Warszawie. 10 listopada 2017 r.
    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Wyrok w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie Leonida Swiridowa. Wojewódzki sąd administracyjny w Warszawie. 10 listopada 2017 r.
    Sąd stwierdził, że prawa skarżącego do skorzystania z drogi sądowej nie zostały w żaden sposób naruszone, ponieważ mógł on złożyć skargę na urzędników, a sąd się skargą zajął.

    Zajął się jak twierdzi sprawą „z należytą starannością badając wszelkie okoliczności sprawy, a także te zarzuty, których skarżący nie podniósł w swojej skardze.".

    Po zbadaniu sprawy skargę jednak odrzucił, ale nie może powiedzieć dlaczego, bo falandyzując prawo powołał się na swój „paragraf 22", który rzekomo nie pozwala przyznać racji skarżącemu jeśli jedynym dowodem jakim dysponuje jest wniosek szefa ABW, któremu to wnioskowi nadał on sam status tajności.

    Donald Tusk
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Sąd zapewnia też, że skarżący może się dalej odwoływać i tym razem wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który ponownie rzecz zweryfikuje i również powoła się na ABW i „paragraf 22", który umożliwia mu rzekomo nie tłumaczyć swojej decyzji.

    Uprzednio toczyła się w tym sądzie a następnie w NSA, sprawa o zdjęcie klauzuli tajności z materiału ABW, na którego podstawie bezpieka żądała od urzędników pozbawienia Swiridowa statusu długoterminowego rezydenta UE i wydalenia go z kraju.

    W obu instancjach stwierdzono, że klauzula tajności dla tych dokumentów jest uzasadniona. Sąd powołał się na ustawę „o ochronie informacji niejawnych", w której jest mowa o tym, że informacjom można nadać klauzule tajności, „gdy ich nieuprawnione ujawnienie spowoduje poważną szkodę dla Rzeczpospolitej".

    Ustawa dalej w sześciu punktach precyzuje jakie to mogą być szkody.

    Sąd odmawiając odtajnienia informacji nie uznał za stosowne, by podać jakąkolwiek z tych przyczyn jako uzasadnienie swej decyzji. Czy „pogorszyłoby to stosunki Polski z jakimś innym krajem (z USA?), bądź jakąś organizacją międzynarodową (CIA?)". Może „zakłóciłoby funkcjonowanie sił zbrojnych"? A może jednak „przyniosłoby znaczną stratę w interesach ekonomicznych Polski"? Nie wiadomo. Sąd żadnego z tych powodów utajnienia, które uznał za uzasadnione nie podał, bo jak uznał, że falandyzując, czyli tak naciągając prawo, by służyło to interesom  bezpieki, takich uzasadnień podawać nie musi, ponieważ również korzysta z „paragrafu 22", który go od tego zwalnia.

    Z tego uzasadnienia jak i samych sędziów dumny byłby Lech Falandysz, było nie było profesor prawa, od którego nazwiska termin falandyzacja, jako określenie naginania prawa pochodzi.

    Sąd w całym uzasadnieniu raz posługuje się paragrafem 22, innym razem falandyzuje prawo, a gdy to nie wystarcza, po prostu kłamie w żywe oczy.

    Jednym z zarzutów jaki Leonid Swiridow i jego pełnomocnik podnieśli było złamanie zasad dyrektywy unijnej, biorącej w szczególną ochronę prawa i interesy długoterminowych rezydentów na terenie państw Unii Europejskiej.

    Dyrektywa w drodze wyjątku, pozwala takiego cudzoziemca wydalić, „gdy uzasadnia to waga popełnionych przez niego przestępstw".

    Z przestępstwami, niezależnie nawet od ich wagi, mamy do czynienia dopiero wtedy, gdy tak zadecyduje sąd karny w prawomocnym wyroku. Do tego czasu, możemy mieć do czynienia w najgorszym razie z pomówieniem, a w najlepszym podejrzeniem popełnienia przestępstwa.

    W przypadku Swiridowa nic takiego miejsca nie miało.

    Nie wiem nawet czy ma on na koncie choćby mandat drogowy?

    Mimo, że dyrektywa tego wymaga, usłużny władzy sąd stwierdził, że owszem tak jest tak jak tego wymaga dyrektywa, ale nie tylko.

    Sąd nazywa wręcz fakt popełnienia przestępstwa stwierdzonego prawomocnym wyrokiem za „niższy stopień zagrożenia" jako przesłankę wyrzucenia rezydenta z kraju, bo prawo polskie przewiduje wyższy stopień, gdy mamy od czynienia z pomówieniami ABW. Przepraszam, z „dowodami" ABW, których ujawnić nie można niestety z powodu „paragrafu 22".

    Pomówienia organu, który działa w sposób niejawny, często na granicy albo łamiąc prawo, bo tak działają takie obrzydliwe służby, oraz nie jest poddany żadnej społecznej kontroli, są dla tego sadu najważniejsze.

    I to mimo to, że taka stojąca ponad prawem pozycja tego urzędu nie ma żadnego umocowania w prawie.

    Sąd stwierdza, że nawet jeśli nie można mówić o prawnym stanie zagrożenia (czyli tym potwierdzonym wyrokiem za ciężkie przestępstwo) to wystarczy stan faktyczny, którego oczywiście uzasadniać nie można i nie trzeba, bo… jest „paragraf 22". I to nic, że ten stan faktyczny to być może tylko życzenia bezpieki niemożliwe do zweryfikowania ani przez stronę, której sąd bezczelnie i uparcie odmawia możliwości rzeczywistej obrony, ani przez żaden społeczny podmiot kontroli, a więc taki, na który wpływ ma społeczeństwo.

    Wszystko odbywa się tu w ramach tej samej kliki władzy, coraz mniej w związku z tzw. „reformą sądownictwa" nawet od siebie oddzielonej.

    Sąd uznał, że w przeciwieństwie do przestępstwa, gdy coś jest „faktyczne", tym bardziej gdy stwierdza to ABW, dowody już żadne nie są potrzebne.

    Twierdzenia, że sąd z tymi dowodami się zapoznał i im wierzy, w kraju w którym zaufanie do sądów plasuje się gdzieś między złodziejem kieszonkowym a sutenerem zakrawają na zwykłą kpinę.

    Jeśli Leonid Swiridow jest tym faktycznym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego, to przecież można ten stan wskazać, nie dotykając paragrafu 22, i nazywać go po imieniu — złodziejem, terrorystą, mordercą a przynajmniej ruską mendą bądź świnią.

    Nikt rozsądny w Polsce ABW na słowo przecież nie ufa.

    Wyrok w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie Leonida Swiridowa. Str.32-33. Wojewódzki sąd administracyjny w Warszawie. 10 listopada 2017 r.
    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Wyrok w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie Leonida Swiridowa. Str.32-33. Wojewódzki sąd administracyjny w Warszawie. 10 listopada 2017 r.
    Kilka dni temu w Faktach TVN, redaktor Piotr Kraśko zapytał Leszka Millera dlaczego będąc w Rosji udzielił Leonidowi Swiridowowi wywiadu, choć wiedział, że o jakieś zbrodnie oskarża go ABW.

    — Czyżby nie ufał pan naszym służbom specjalnym?— zapytał z niedowierzaniem.

    — Tak, nie ufam — odpowiedział Miller.

    Leszek Miller czyta Sputnika
    © Sputnik . Walerij Melnikow
    Zaznaczył, że w 2014 r. działania ABW zostały podjęte co najmniej na wyrost, a są konsekwencją rusofobicznej polityki władzy. Tej jak i poprzedniej.

    — Trafiło na Leonida Swiridowa, bo był najbliżej i był najbardziej znanym kilkunastoletnim rosyjskim korespondentem, — powiedział Miller.

    Jako były premier wie co mówi, bo przecież swego czasu miał do tych służb pełny dostęp i wie jak one działają.

    Osądzony czy nie osądzony czyn to jednak czyn. Jeśli taki czyn miał miejsce, a musiał być to czyn zabroniony, bo tylko taki może być przedmiotem represji karnej, to przecież można i trzeba go wyjawić.

    Od czasów rzymskich co nie jest zabronione to jest dozwolone. A na tym, kto che z jakiś faktów wyciągnąć skutki prawne, ciąży obowiązek ich dowiedzenia. Także na bezpiece. Prawo nigdzie jej z tego nie zwalnia.

    Można to zrobić w sposób prosty i oczywisty nie łamiąc paragrafu 22. Jeśli np. Leonid Swiridow w swoim warszawskim mieszkaniu posiadał bombę, to podanie tego faktu stronie nie wyjawi żadnej tajnej informacji. Wystarczy przedstawić protokół z przeszukania jego mieszkania, świadków itd. i nie trzeba w tym celu ujawniać faktu objętego klauzula tajności, że bomby tej chciał użyć w celu wysadzenia w powietrze kibla ulokowanego na prawo od windy na trzecim piętrze Ministerstwa Obrony Narodowej, gdzie załatwiał się wówczas minister Siemoniak, a dziś wypróżnia się sam Macierewicz.

    Jeśli np. wykradł jakieś tajne dokumenty z Ministerstwa Ochrony Środowiska to tez jako zarzut można to przedstawić nie ujawniając ich treści, że Minister Szyszko chce też wyciąć całą Puszczę Kampinowską.

    Każdy ewentualny czyn, który stanowiłby podstawę do twierdzeń o faktycznym zagrożeniu dla porządku publicznego czy tez bezpieczeństwa państwa, można nadal tak przedstawić, by zachować tajny charakter zgromadzonych przez bezpiekę bzdur.

    Czyli tak, by strona mogła się do tego w jakikolwiek sposób odnieść.

    Jeśli ABW oskarża Leonida Swiridowa, że jest świnią, choć wszyscy co go znają, a odmówiono im w tym „sprawiedliwym" procesie składania zeznań wiedzą, że to sympatyczny człowiek to może go o to zapytać?

    W moim przekonaniu sąd nie robi tego bez powodu. Otóż każdy konkretnie postawiony zarzut wobec Leonida Swiridowa musiałby się wiązać z automatycznym zarzutem wobec ABW — czemu wiedząc o tak ciężkich zbrodniach, bezpieka pozwoliła mu wyjechać z kraju zamiast go za te zbrodnie oskarżyć przed polskim sądem?

    Sąd odmówił wezwania na świadków pracowników ABW, którzy uchodzące dla tego sądu za udowodnione pomówienia spreparowali. Jakie są to pomówienia oczywiście nie wiemy, bo jest paragraf 22.

    Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
    © Sputnik . Dmitrij Obolenskij
    W uzasadnieniu wyjaśnił, ze postąpił słusznie, ponieważ ustawa o ABW gwarantuje jej funkcjonariuszom anonimowość i chroni przed ich identyfikacją. Ale czy chroni ich także przed identyfikacją przez sąd, że ten nie chce ich przesłuchać choćby i przy drzwiach zamkniętych? Czy sąd nie bierze pod uwagę, że na takim przesłuchaniu może zadać pytanie kiedy i gdzie wg ABW Leonid Swiridow dokonał zabronionego czynu, a potem zapytać go na osobnym przesłuchaniu co robił i gdzie był w tym konkretnym dniu, a ten by odpowiedział i przedstawił na to dwód, że był w tym czasie na przykład poza granicami Polski, i nie mógł być w tym samym czasie tam, gdzie twierdzi, że był funkcjonariusz bezpieki? Przecież nawet Rosjanin się nie rozdwoi.

    Nie przeprowadzając jednak żadnych własnych czynności dowodowych arogancko, ubliżając wszelkim prawnym procedurom twierdzi, że po przeczytaniu donosów bezpieki „zagrożenie dla państwa polskiego ze strony tego dziennikarza nie budzi u sądu żadnych wątpliwości"! Prawda ten sąd gów…o obchodzi.

    Pełnomocnik skarżącego czytając to co jawne w dokumentach sprawy i z czym pozwolono mu się zapoznać, czyli praktycznie korespondencję między urzędami i z samym skarżącym, podniósł jeszcze jeden ciekawy zarzut.

    Zapytał czemu wojewoda wydając własną decyzje o pozbawieniu statusu rezydenta natychmiast o tym fakcie zawiadomił Straż Graniczną, skoro ustawa mówi, że takiego zawiadomienia dokonuje się dopiero po ostatecznym załatwieniu sprawy. Sprawa nie była zamknięta, bo przecież Leonid Swiridow się od tej decyzji odwoływał. Uczeń Falandysza, a w tym momencie sędzia piszący uzasadnienie, nie znalazł w tym fakcie niczego niestosownego. Stwierdził, że owszem to prawda, ale ustawa przecież tez nie zabrania, by Straż Graniczną zawiadomić wcześniej niż wynika to z obowiązku. Zupełnie tak, jakby normalną procedurą było by np. w procesie karnym, po skazaniu nieprawomocnym jeszcze wyrokiem, zawiadamiać zakład karny, by ten przygotował już dla skazanego celę, ubranie i w odpowiednim rozmiarze kapcie? A może wojewoda dobrze z góry wiedział jaki los może spotkać wszelkie odwołania, gdy za całą sprawą stoi bezpieka, a wszystko co nastąpi, by wyczerpać procedury odwoławcze, jest tylko czystą formalnością nie mającą wpływu na żadne rozstrzygnięcia? To tego sądu nawet nie zastanowiło.

    Sąd wojewódzski w Warszawie w uzasadnieniu zaprzecza jakoby Swiridowa wydalono z Polski.

    Cofnięto mu „jedynie" zezwolenie na stały pobyt, a sprawa o zobowiązanie do powrotu jest zupełnie inną procedurą, która nie została wszczęta. I to, że mogła być wszczęta sąd uznał za „spekulacje skarżącego".

    W tym momencie sąd już bezczelnie kłamie, a potwierdza to pismo, które Leonid Swiridow otrzymał, a jest częścią jawną akt i paragrafu 22 zastosować się tu nie da.

    Po otrzymaniu pisma z decyzją cofającą pobyt stały w Polsce, Swiridow wyjechał z naszego kraju, ponieważ w piśmie dano mu na to 30 dni, pod groźbą zastosowania sankcji finansowych i przymusowego odstawienia do granicy ciągu 24 godzin. Brakowało jeszcze stwierdzenia, że nikt Leonida Swiridowa wydalić nie zamierzał, ale on po prostu uciekł.

    Zarzut braku skutecznego środka odwoławczego z braku możliwośći zapoznania się z istotą sprawy, którą jest żądanie bezpieki, sąd uznał za nieuzasadniony i odrzucił. A to dlatego, że przecież skarżący mógł wnieść skargę i wniósł. Mógł w niej napisać — nie zgadzam się z decyzją urzędu, a urząd mógł odpowiedzieć — poszoł won! Mógł i nadal jeszcze może robić to w następnych instancjach.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie : Leonid Swiridow
    Sąd uznał, że w przypadku, gdy materiał sprawy jest utajniony, sporządzenie skargi i popieranie jej przed sądem „jest wprawdzie utrudnione, ale nie niemożliwe"… skoro skargę mimo to złożył?

    Skarżący, mógł przecież zgadnąć co zarzuca mu ABW i faktycznie to robił (przez 15 miesięcy!!!) odnosząc się z braku innych możliwości do przecieków, w których prasa spekulowała na temat przyczyn jego wydalenia.

    Nie trafił być może, ale przecież i tak było to łatwiejsze niż trafienie szóstki w totolotka, które też nie jest łatwe, ale i też nie jest niemożliwe. Jak to w grach losowych — zabrakło mu farta.

    Sąd stwierdza, wbrew stanowisku strony, że to „drobne utrudnienie", a dotyczące możliwości obrony czy tez sformułowania konkretnych zarzutów wobec kompletnie nieznanych pomówień ABW, wcale „nie pozbawia go dostępu do sądu i możliwości wysłuchania przez sąd". Na Skypie?

    Bo przecież sąd nie zgodził się nawet, na to, by Leonid Swiridow mógł przyjechać do Polski na swoją własną rozprawę. Sąd tego nie rozumie, bo przecież on nie ma najmniejszego problemu z wydaniem jakiegokolwiek wyroku jaki życzy sobie władza polityczna nie znając nawet jego podstaw. Przecież jeśli czegoś chcą na Nowogrodzkiej to chodzi im o dobro Polski!

    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Sekretariat sądu poinformował, że „brak jest podstaw prawnych, aby sąd wydał nakaz „odpowiednim organom władzy w celu wydania wizy umożliwiającej osobisty udział Skarżacego w rozprawie
    © Zdjęcie : Igor Stanow
    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Sekretariat sądu poinformował, że „brak jest podstaw prawnych", aby sąd wydał nakaz „odpowiednim organom władzy w celu wydania wizy umożliwiającej osobisty udział Skarżacego w rozprawie"
    W uzasadnieniu sąd przytacza orzeczenie NSA, w którym jest między innymi to, że „podstawą ustaleń faktycznych nie mogą być informacje nieprawdziwe, niezależnie od tego, czy są one objęte tajemnicą, czy też nie. Zachowanie pewnych informacji w tajemnicy przed stroną nie uniemożliwia ich weryfikacji pod kątem ich prawdziwości. Warunkiem koniecznym prawidłowości takiej weryfikacji nie jest udostępnienie tych informacji stronie postępowania".

    Przypomnijmy jednak kolejny raz, że w tej sprawie nie ma mowy o utajnieniu „pewnych informacji", ale wszystkich informacji, a także po kafkowsku samych zarzutów.

    Nasuwa się pytanie — jak sąd zweryfikował twierdzenie bezpieki, że Leonid Swiridow to świnia nie pytając nawet Swiridowa czy świnią jest? Ba, Leonid Swiridow nawet nie wie, że ma temu zaprzeczyć, bo nie udało mu się przecież zgadnąć jaka inwektywą obarczyła go bezpieka.

    Jeśli proces tej weryfikacji wyglądał w ten sposób, że ABW stwierdziło, że Swiridow to łobuz; „weryfikujacy" prawdziwość tego twierdzenia sąd zapytał — na pewno? ABW potwierdziło — tak na pewno!; to ten proces jest cokolwiek ułomny.

    Proszę tzw. sądu, niech sąd przestanie się kompromitować! Tajność materiału nie wyklucza przedstawienia stronie zarzutu. Nie można zaś uznać za zarzut ogólnego twierdzenia, że ktoś stanowi „bezpośrednie i rzeczywiste zagrożenie", bo to może być jedynie skutkiem jakiegoś czynu (nihil fit sine causa) nie dodając choćby jednego zdania — „ponieważ jest terrorystą, szpiegiem, gwałcicielem, złodziejem, mordercą" itp.

    Bez tego, a określenie czynu zabronionego, nie ujawnia żadnej tajemnicy państwowej, bzdury które ABW podsuwa urzędom i sądowi, nie są niczym innym jak jego opiniami, pomówieniami, inwektywami.

    Wyrok NSA mówi o pewnych „uzasadnionych ograniczeniach w dostępie do materiału dowodowego z uwagi na ich tajność i bezpieczeństwo państwa". Falandyzując jego interpretację, sąd w uzasadnieniu uznaje, że utajnienie wszystkich informacji jest tożsame z utajnieniem „pewnych informacji" i jest tylko ograniczeniem prawa strony a nie ich pozbawieniem.

    W tym tzw. materiale dowodowym nie ma przecież niczego innego poza pomówieniami ABW, co mogłoby mieć jakikolwiek wpływ na wynik sprawy. Zadbał o to sąd, odmawiając uwzględnienia jakichkolwiek wniosków dowodowych skarżącego.

    Leonid Swiridow
    © Zdjęcie : Leonid Swiridow
    Odnosząc się znów do dyrektywy unijnej, biorącej w ochronę prawa rezydentów przed przemocą, samowolą i niesprawiedliwością organów administracji państw członkowskich, która zmusza je do wzięcia pod uwagę wielu aspektów życia i interesów rezydentów, przed podjęciem tak bardzo ingerujących w ich prawa i życie decyzji, sąd stwierdził między innymi: „decyzja miała umiarkowany wpływ na życie Swiridowa".

    Nie ma on w Polsce ani rodziny, a jedynie przyjaciół z którymi przecież może „wymieniąć się adresami mailowymi i w ten sposób utrzymywać kontakt". Leonida Swiridowa sąd uznał za „zaradnego człowieka", który bez obawy sądu, który bardzo się o niego troszczy, znajdzie sobie w Federacji Rosyjskiej szybko inną dobrze płatną pracę. Co prawda w Rosji nie mieszkał (a w Polsce przebywał od lat osiemnastu) i nic tam nie posiada, a w Warszawie miał własnościowe mieszkanie, to przecież w „dobie epoki swobodnego przepływu kapitału, może to mieszkanie"… przelać sobie na moskiewskie konto?

    Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Ernest Wyciszkiewicz, Dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, Ariadna Rokossowska, dziennikarka Rosyjskiej Gazety oraz Leonid Swiridow, komentator Agencji Sputnik.
    © Sputnik . Dmitrij Obolenskij
    Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Ernest Wyciszkiewicz, Dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, Ariadna Rokossowska, dziennikarka "Rosyjskiej Gazety" oraz Leonid Swiridow, komentator Agencji Sputnik.
    Leonid Swiridow mieszkanie już sprzedał ze znaczną stratą, której państwo polskie nie zamierza mu dobrowolnie wyrównać. Stresu i chorób na które się zaczął leczyć nie sposób wycenić. Bo jaka jest wartość rynkowa na przykład  nerwicy? Ja nie mam pojęcia.

    Wcześniej czy później się dowiemy, bo przez tę władzę zapłaci za to wszystko polski podatnik, ponieważ jak słusznie sąd zauważył, Leonid Swiridow to „człowiek zaradny".

    A człowiek zaradny zna swoje prawa i umie o nie walczyć. Ten jest zawzięty, jak to Ruski i ma zamiar walczyć do końca.

    Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Dobrą manierą jest plucie w stronę Rosji
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Leonid S. jak Józef K. : Czyli Franz Kafka po polsku
    Leszek Miller w Rosji. Spotkał się z Putinem
    Tragifarsa w wydaniu ABW
    Marek Belka - specjalnie dla Sputnik Polska
    Putin: Rusofobia wylewa się uszami
    Janusz Korwin-Mikke w Moskwie: „ABW szkodzi sobie"
    Żuliki z Platformy Obywatelskiej
    Niesłychane draństwo ABW
    Ambasador Rosji w Warszawie: Irracjonalna rusofobia
    Rusofobia daje radość z życia
    Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
    Marek Belka: „My, Polacy, kochamy Rosję i bardzo się boimy imperium"
    Janusz Korwin-Mikke: o Rosji, PiS, Ukrainie, Clinton, ABW, Krymie ... i Donaldzie Tusku
    Tagi:
    wojewoda, rezydent UE, adwokat, terroryzm, Klub Wałdajski, Wojewódzki Sąd Administracyjny, Ministerstwo Obrony Narodowej, Straż Graniczna, RIA Nowosti, ABW, MIA Rossiya Segodnya, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, TVN 24, Piotr Kraśko, Antoni Macierewicz, Leszek Miller, Leonid Swiridow, Tomasz Siemoniak, Władimir Putin, Unia Europejska, Bruksela, UE, USA, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz