04:41 13 Grudzień 2018
Na żywo
    Donald Tusk i Piotr Poroszenko

    UE zamyka drzwi: dlaczego Europa boi się Ukrainy?

    © AP Photo / Virginia Mayo
    Opinie
    Krótki link
    Igor Silecki
    2422

    Prezydent Ukrainy obiecuje swym rodakom brzegi z euro i rzeki z bawarskiego piwa.

    Poroszenko jest gotów przeprowadzić, chociażby już jutro, referendum w sprawie przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO. Aczkolwiek Unia Europejska, sojusz północnoatlantycki zresztą też, jak się okazuje, nie są gotowe do porwania Ukrainy w swoje ramiona. W każdym razie, jak oświadczono w MSZ Niemiec, nie dojdzie do tego w najbliższej, możliwej do przewidzenia przyszłości.

    Jaką przyszłość należy traktować jako możliwą do przewidzenia, to sprawa trudna do ustalenia. Jeśli mowa o tym, jak daleko w czasie posuwa się wewnętrzne spojrzenie Siegmara Gabriela — to prawdopodobnie tam, gdzie nie ma Poroszenki na stanowisku prezydenta. Gdyż ten pan, niegdyś tak hojnie finansowany przez Zachód, teraz stwarza dla niego same tylko problemy.

    Przypomnijmy wypowiedź szefa MSZ Niemiec. Gabriel zaproponował Kijowowi (a jednocześnie i Ankarze) poszukiwanie alternatywnych form współpracy z Unią Europejską. Ponieważ w możliwej do przewidzenia przyszłości ani Ukraina, ani Turcja nie mogą liczyć na przynależność do Unii. O jaką alternatywę chodzi? Otóż, są to relacje, jakie Bruksela usiłuje nawiązać z Londynem po Brexicie. Jeśli ten model okaże się skuteczny, dlaczego nie mogą skorzystać z niego też Kijów i Ankara, mówił minister spraw zagranicznych Niemiec.

    O Turcji dyplomata wspomniał raczej z przyzwyczajenia. Wydaje się, że sama Ankara już dawno zrezygnowała ze swych „europejskich ambicji". Erdogan już dawno uświadomił sobie, że w Europie nikt na niego nie czeka: maksimum, na co może liczyć czekająca prawie pół wieku na zgodę Brukseli Turcja, to pewna forma unii celnej.

    Natomiast dla Ukrainy podobne oświadczenie jest wręcz zimnym prysznicem na gorącą od pragnienia głowę. Ponadto, Ukrainie zagrożono także anulowaniem wprowadzonego wcześniej trybu bezwizowego. Może się jednak wydawać, że po Poroszence wszystkie wypowiedzi europejskich polityków spływają jak po kaczce. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości jego sposób zachowania jest coraz bliższy histerii. Co może jeszcze zrobić, oprócz codziennego wychwalania oszałamiających sukcesów „wielkiej Ukrainy"? Przecież wszyscy rozumieją, że już odegrał swoją rolę. Sam Poroszenko też zdaje sobie z tego sprawę i dlatego właśnie z takim zapałem unosi się nad własnymi ociągnięciami.

    Protest przeciwko wojnie w Donbasie
    © Sputnik . Władimir Pirogow
    Wypada dodać, że pod adresem Kijowa bynajmniej nie po raz pierwszy kierowane są tak przejrzyste aluzje dotyczące tego, że Ukraina nie powinna nawet marzyć o przynależności do Unii Europejskiej. Na przykład, we wrześniu przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oświadczył, że nowi członkowie nie będą przyjmowani do Unii co najmniej do 2019 roku. Stwierdził on, że żaden z kandydatów nie jest jeszcze do tego gotowy. Ale, aby nie rozczarować miłośników świetlanej europejskiej przyszłości, dodał, że w przyszłości Unia Europejska będzie składać się więcej, niż z 27 członków.

    Zachód — nie tylko Bruksela, lecz również Waszyngton — jest w rozterce. Po prostu nie wie, co ma robić z tą Ukrainą. Dla USA ta gra została przegrana w chwili przyłączenia Krymu do Rosji, uważa izraelski politolog i ekspert w dziedzinie wojskowości Jakow Kedmi.

    „Na Ukrainie Stany Zjednoczone zmierzały do jednego tylko celu. Tym celem, który Putin sprzątnął im sprzed nosa, był Sewastopol. Amerykanom chodziło o Sewastopol. Potrzebowali Krymu. Chodziło im o zniszczenie czarnomorskiej floty Rosji, co by nastąpiło, jeśli Amerykanie zajęliby Sewastopol. Potrzebowali terytorium Ukrainy dla amerykańskich baz. I to wszystko im odebrano. Ich marzenie się nie ziściło i teraz Amerykanie nie wiedzą, co mają robić z Ukrainą" —uważa Jakow Kedmi.

    Jasne jest, że po zainwestowaniu dużych pieniędzy w zamach stanu na Ukrainie, pragmatyczni Amerykanie nie mogą po prostu się wycofać, inwestorzy przecież tego nie zrozumieją. Wobec tego w dalszym ciągu zaogniają sytuację. Ostatnio zapadła decyzja w sprawie dostarczania dla Kijowa broni śmiercionośnej. Same przez się rakiety przeciwpancerne niewiele znaczą, ale jest to krok raczej symboliczny. Jeśli obecnie można dostarczać Ukrainie te rakiety, jutro można dostarczać też inne.

    A Europa, która dotychczas posłusznie wykonywała rozkazy wydawane przez ośrodek za oceanem, także zaczęła się zastanawiać. Zakładano bowiem, że Waszyngton miał plan także na wypadek krachu marzeń o Krymie. Jednak Unia Europejska ciągle stosuje wobec Rosji sankcje, co nie daje żadnego rezultatu. Skoro europejski (przede wszystkim niemiecki) biznes na tym tylko traci, to politycy stopniowo zaczynają orientować się w realnej sytuacji. A może nie warto zajmować się dalej tą Ukrainą? Niech ona sama daje sobie radę z tym, co się tam porobiło. Europa ma przecież dość własnych problemów.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Ile straciła Ukraina na blokadzie Donbasu?
    Zacharowa o oświadczeniu MSZ Ukrainy: „Głupi nacjonalizm"
    Ukraiński rząd zwolnił 25-letnią wiceszefową MSW Ukrainy
    Ukraina o nowych zaletach zakupu gazu od Rosji
    Tagi:
    Petro Poroszenko, USA, Unia Europejska, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz