11:16 23 Kwiecień 2018
Warszawa+ 11°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Bartłomiej Misiewicz

    Misio bez prawka

    CC0
    Opinie
    Krótki link
    Julia Baranowska
    13551

    Wcześniej można było mówić o niespotykanym szczęściu. Ale teraz zdaje się, że Bartłomieja Misiewicza dopadł wszechogarniający pech. A może to głupota?

    Były współpracownik i do niedawna pupil ministra obrony, Bartłomiej Misiewicz, znów znalazł się na językach. Odebrano mu prawo jazdy na 3 miesiące. Ponoć gnał Wisłostradą o godzinie piątej nad ranem, przekraczając dozwoloną prędkość na terenie zabudowanym o ponad 50 kilometrów na godzinę.

    „Wpadka" miała ponoć miejsce 12 grudnia. Pędzącego przez jedną z głównych warszawskich arterii „Misia" złapał fotoradar. Delikwent znacznie przekroczył prędkość — na tyle, że zdecydowano odebrać mu prawo jazdy na 3 miesiące. Po tym okresie sąd odpowie na pytanie, czy Misiewicz odzyska dokument. Warszawski nocny rajdowiec otrzymał również mandat karny w wysokości 500 zł oraz 10 punktów karnych.

    Siedziba Komisji Europejskiej w Brukseli
    © Sputnik . Aleksiej Witwicki
    Pierwszy o tym doniosłym wydarzeniu poinformował prawicowy dziennikarz Cezary „trotyl" Gmyz w prowadzonej przez siebie satyrycznej rubryce w „Do Rzeczy". W prześmiewczy sposób nazywając Misiewicza „Haribo" ubolewał nad brakiem litości stołecznej drogówki.

    „Pamiętają Państwo Bartłomieja Misiewicza ksywa Haribo? Wiedzieliśmy, iż lubi się zabawić, ale nie wiedzieliśmy, że lubi tez depnąć. Ostatnio depnął za dużo. Drogówka była bezlitosna. Haribo stracił prawko na trzy miesiące, zabulił pińcet i zarobił 10 punktów karnych. Przy trybie życia, jaki prowadzi, trzy miesiące spacerowania lepsze i tak jest od spacernika" — zżymał się dziennikarz.

    Minister obrony Polski Antoni Macierewicz
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Nad „Misiem" rzeczywiście zawisły czarne chmury odkąd specjalna komisja, złożona z Joachima Brudzińskiego, Mariusza Kamińskiego, Marka Suskiego i Karola Karskiego uznała, iż nie posiada on dostatecznych kwalifikacji, aby pełnić jakiekolwiek funkcje kierownicze w Spółkach Skarbu Państwa. Afera wybuchła bowiem wtedy, gdy do mediów przedostały się informacje o tym, że wydalony z MON Misiewicz miał zostać pełnomocnikiem do spraw komunikacji w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

    Ostatecznie, ze względu na zbyt wielkie kontrowersje wokół jego osoby, „Haribo" skończył „na swoim" — prowadzi obecnie własną firmę konsultingowo-doradczą. Złożył dobrowolną rezygnację z członkostwa w PiS, później miał jednak do partii olbrzymi żal. Trudno się dziwić. Najpierw bowiem pozwolono, by 26-letni aptekarz z Łomianek, wierny wyznawca Jarosława Kaczyńskiego, pełnił w kraju tak wysokie funkcje, że oficerowie trzymali nad nim parasol podczas państwowych uroczystości — a potem nagle sobie przypomniano, że jest zwykłym żółtodziobem.

    Jak podaje „Newsweek", przed oddaniem partyjnej legitymacji Misiewicza miał wezwać na Nowogrodzką sam prezes Kaczyński. Udzielił mu dobrej rady: „Niech pan wyjedzie z Polski". „Ale mnie się tutaj podoba" — odpowiedział hardo Misiewicz i jeszcze tego samego dnia znalazł się poza partią. Najwyraźniej nie zrozumiał, że prezes nie ironizował, ale radził mu wyjazd ze szczerego serca — i była to zapewne najmądrzejsza rada, jaką otrzymał podczas całej swojej „kariery" politycznej.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    USA dostarczą Polsce rakiety AMRAAM
    Polska zatwierdziła program współpracy transgranicznej z Rosją
    Instytut Polski w Moskwie podsumowuje rok w stosunkach polsko-rosyjskich
    Polska i sąsiedzi
    Kołodko: Polska i Rosja są elementami wielkiej gry politycznej i ekonomicznej
    Gigantyczne korki na polsko-ukraińskiej granicy
    Tagi:
    prawo jazdy, polityka, MON, Bartłomiej Misiewicz, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz