Magdalena Ogórek

Pani doktor Magdalena Ogórek. Pisarka

© AP Photo / Alik Keplicz
Opinie
Krótki link
Antonina Świst
15292

Ukazała się książka pani doktor Ogórek. Ledwo ujrzała światło dzienne, już wzbudziła w mediach sensację.

Książka „Lista Wächtera. Generał SS, który ograbił Kraków" reklamowana jest następującą notką od wydawcy: „Historyk, Magdalena Ogórek, prowadzi brawurowe śledztwo tropiące niemiecką grabież dzieł sztuki z okupowanych ziem Rzeczpospolitej. Trafia m.in. do zamku pod Wiedniem, którego właściciel, jeszcze 70 lat po wojnie, podpisywał się „Horst von Wächter, syn gubernatora". Magdalena Ogórek prezentuje nowo odkryte dokumenty CIA i archiwów Watykanu. Stara się wyjaśnić, kto stoi za tajemniczą śmiercią nad Tybrem wojennego kolekcjonera polskich zabytków". Brzmi ciekawie.

Ale niestety to tylko złudzenie. Twitter oszalał. Najpopularniejszym hasztagiem w tym tygodniu zdecydowanie został #ogórkizm.

Czym jest ogórkizm? Przykładem grafomanii. Bo niestety, gwiazda TVP i była kandydatka SLD na prezydenta najwyraźniej zapomniała, że pisze historię o zaginionych dziełach sztuki, a nie swojego osobistego blogusia. Tymczasem w wielu miejscach autorka pisze… o sobie, piszącej książkę. A także o swoich preferencjach kulinarnych.

Na przykład „Zamawiam tosty francuskie z syropem klonowym — nie mają sobie równych w całej Warszawie. Ktoś wpadł na pomysł, by do ciasta dodać szczyptę cynamonu — dzięki temu posiadają tak wyjątkowy smak". Pierwszy ogórkizmy w nowej książce wyłapał i wyciągnął na światło dzienne właśnie redaktor Wirtualnej Polski Kamil Sikora, który zdążył już zostać wrogiem numer jeden Magdaleny Ogórek.

Redaktor donosi, iż „najwięcej dowiadujemy się o tym, co gwiazda TVP Info lubi jeść i pić. Sporo jest o herbacie (najczęściej z cytryną), o ciastkach, o Gulaschsuppe i Apfelstrudel, a także o najsłynniejszym ciastku Europy, w którym pani doktor dłubie widelcem bez przekonania".

Sikora z lubością wyciągnął także te pretensjonalne cytaty: „Wrażliwość historyka często jest jak zakurzony fortepian — potrąć dawno nieużywane struny, a wydadzą z siebie dźwięk fałszywy i będą oto niepokoić, dopóki nie znajdą właściwego miejsca na pięciolinii wydarzeń. Dwugodzinne spotkanie z cierpieniem norweskiego symbolisty sprawia, że jego nieutulony ból przenika mnie na wskroś" i „Nie wiem, czy przyczyną jest dosyć silna klimatyzacja, czy trafność spostrzeżeń malarskich Bruegla, ale nagle ogarnia mnie przenikliwy chłód".

Myśliwi w Ojmiakonie
© Sputnik . Walerij Szustow
Nie zapominajmy też o: „Po 6:00 budzą mnie pierwsze promienie słońca. Przez moment leżę nieruchomo w łóżku, ale po chwili odrzucam ciepłą kołdrę i wstaję. Dzień ponownie zapowiada się upalny, choć ja zmarzłam tej nocy. Dopiero podczas śniadania udaje mi się rozgrzać czarną herbatą z cytryną. Gdy po godzinie wychodzę z hotelu, słońce nad Wełtawą przygrzewa już mocno. Dokładnie taki sam słoneczny dzień jest we wrześniu 1941 r. Do Pragi przybywa kat Hitlera, Reinhard Heydrich, nowy Protektor Czech i Moraw".

Owe grafomańskie wtręty nazwano właśnie „ogórkizmami".

Ale to jeszcze pół biedy, kiedy czepiają się stylu. Gorzej, że ten sam dziennikarz, drążąc wokół tematu nowej publikacji Ogórek, dogrzebał się do kłamstwa. Autorka w ubiegłym roku w marcu zarzekała się na Twitterze, że nie zobaczy ani złotówki z dotacji na książkę, jaką otrzymała z Ministerstwa Kultury. A była to dotacja niemała, bo 40 tys. zł. Ogórek wniebogłosy lamentowała nad fałszywymi oskarżeniami, że chce zasilić państwowymi pieniędzmi własną kieszeń. Twierdziła, że cała kasa pójdzie do wydawnictwa Zona Zero (swoją drogą są to rządowi ulubieńcy. Prezesem Zony Zero jest redaktor naczelny prawicowo-katolickiej „Frondy").

Tymczasem wydawca przyznał, że 9 tysięcy powędrowało na jej prywatne konto jako honorarium. Honoru i czci pani doktor bronią prawicowi publicyści z „Do Rzeczy", „Sieci" i „TVP". Nie jest łatwo, kiedy brakuje syropu klonowego.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

PS. Otrzymaliśmy od wydawnictwa Zona Zero oświadczenie, z którego wynika, iż tekst Kamila Sikory na łamach Wirtualnej Polski mógł wprowadzić czytelników w błąd. Wynika z niego również, iż autorka umówiła się z wydawcą dużo wcześniej wypłatę na honorarium w wysokości 9 tys. zł. Jednocześnie w swoim oświadczeniu wydawca wyraźnie przyznaje, iż pieniądze z puli ministerialnej częściowo pokryły koszty wynagrozenia autorki. Jednak wydawca twierdzi, iż to on zdecydował o takim rozdziale pieniędzy oraz że wyłącznie on jest ich dysponentem.

Treść oświadczenia publikujemy poniżej.

Oświadczenie

Oświadczenie wydawnictwa Zona Zero sp. z o.o. w związku z ukazaniem się artykułu autorstwa Kamila Sikory na portalu Wirtualna Polska pod tytułem „Magdalena Ogórek mówiła, że nie zarobi na dotacji z ministerstwa. Sprawdziliśmy"

MKiDN co roku ogłasza programy wspierania kultury w dziedzinie czasopism kulturalnych, promocji czytelnictwa, teatru itp. Między innymi wspiera też wydawanie książek. Nasze wydawnictwo, tak jak kilkadziesiąt innych zgłasza swoje propozycje. Lista zgłaszanych co roku książek i lista dotacji dostępna jest na stronie MKiDN.

Wydawnictwo Zona Zero otrzymało w 2017 r. 38 700 zł na pokrycie kosztów wydania „Listy Wachtera". Kwota ta jest standardowym wsparciem dla jednej pozycji wydawniczej. Umowa z MKiDN zawiera szczegółowy podział kosztów — koszty druku, opracowania redakcyjnego, itp. Lista zawiera też częściowe pokrycie honorarium autorskiego.

Umowa pomiędzy p. Magdaleną Ogórek a wydawnictwem została podpisana kilka miesięcy przed wystąpieniem o dotację do MKiDN. Umowa w żaden sposób nie wiąże faktu wydania książki z ewentualnym uzyskaniem wsparcia z ministerstwa. Wynagrodzenie Autorki określone jest precyzyjnie i nie zależy od jakichkolwiek dotacji.

Po ogłoszeniu przez MKiDN listy dotacji na 2017 r. na portalach Agory podniosła się wrzawa, że p. Magdalena Ogórek otrzymała 40 tys. na wydanie książki. Dementowaliśmy tę informację wielokrotnie. Nigdy autor nie dostaje dotacji. Pani Magdalena Ogórek ogłaszała w mediach społecznościowych, iż nie dostała z MKiDN żadnych pieniędzy, co jest prawdą. Autor otrzymuje wynagrodzenie od Wydawnictwa, a nie z dotacji MKiDN. Autor nie jest stroną procesu dotacyjnego. Autor ma umowę z wydawnictwem i nie interesuje go, czy wydawnictwo pokrywa koszty ze swoich zasobów czy z dotacji.

Podsumowując, autonomiczną i wewnętrzną decyzją Wydawnictwa jest to, jak rozdysponuje przyznaną dotację z MKiDN. Dotację otrzymują Wydawnictwa, a nie autorzy.

Ubolewam również nad faktem, że p. Magdalena Ogórek jest obiektem szczególnie brutalnych ataków medialnych ze strony portalu Wp.pl. Niestety, negatywna ocena książki na łamach portalu Wp.pl wpisuje się w szerszy wielomiesięczny trend krytykowania jej osoby na łamach portalu Wp.pl.

Autor artykułu na wp.pl skrzętnie omija meritum książki. Pani Magdalena Ogórek jako pierwsza polska dziennikarka dotarła do namacalnych dowodów państwowego, zorganizowanego rabunku polskich dóbr kultury przez państwo niemieckie w latach II wojny światowej. Autor publikacji nie chce zauważyć, że reporterskie śledztwo p. Ogórek zaowocowało zwrotem kilku dziel sztuki do Muzeum Narodowego w Krakowie. Oznacza to de facto, że nie interesuje go jaki przekaz niesie książka, ponieważ zupełnie nie odnosi się do zasadniczego rdzenia publikacji, a jedynie do celowo wybranych krótkich jej fragmentów.

Z wyrazami szacunku

Michał Jeżewski

Wydawnictwo Zona Zero

Zobacz również:

KRLD nazwała Trumpa „wojennym maniakiem”
Duma Państwowa poradziła polskiemu MSZ, by zatrudniało absolwentów z Ukrainy
Mateusz Piskorski na prezydenta Warszawy?
Tagi:
Magdalena Ogórek, Niemcy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz