Widgets Magazine
02:10 17 Październik 2019
Władze Ukrainy zezwoliły na udział obcych wojsk w międzynarodowych ćwiczeniach NATO na terytorium kraju w 2017 roku

Ukraina i okupacja: prognoza jest mało optymistyczna

© Sputnik . Stringer
Opinie
Krótki link
Autor
2310
Subskrybuj nas na

Ciągłe „przejęzyczenia" Petra Poroszenki i pełne sprzeczności działania ukraińskich władz zaczynają pomału denerwować sąsiadów. Europa nie wie, co robić z kijowskim rządem, a niektórzy zaczęli już nawet umacniać granice z Ukrainą.

Na Ukrainie wszystko jest OK. Transze Międzynarodowego Funduszu Walutowego szybko rosnącej gospodarce kraju nie są jakoś szczególnie potrzebne — ogłasza Kijów. Nie ma co ukrywać — Ukraińcy wspierają gospodarkę sąsiedniej Polski, trzeba przecież pomóc sąsiadom wydostać się z zapaści. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby Petro Poroszenko nie zaczął znowu napomykać o „okupacji Ukrainy". Oczywiście można to wszystko wytłumaczyć przejęzyczeniem. Jednak gdy dochodzi do niego wielokrotnie, chcąc nie chcąc nasuwa się pytanie: czy aby na pewno wszystko w „ukraińskim królestwie" jak to się mówi „gra"?

Przy częstym powtarzaniu jakiejś tezy z wysokich trybun naród pospiesznie zaczyna w to wierzyć. Ludzie zastanawiają się: a może prezydent Ukrainy coś wie, a nam nie mówi? Budzi się również ich niepokój: a jeśli przyszedł czas, by zacząć kopać podziemne bunkry? A może lepiej od razu oddać się w ręce „okupantów"?

Ukraina
© Sputnik . Grigorij Wasilienko
Najpierw trzeba jednak zrozumieć, kim tak naprawdę są. Ustawa, zainicjowana przez Petra Poroszenkę, uchwalona na dniach przez Radę Najwyższą, określa tym niechlubnym mianem Rosję. A sam Poroszenko twierdzi, że ziemię na Krymie i w Donbasie depcze „kozak ukraińskiego okupanta". Co prawda prezydent później się poprawił, jednak niesmak pozostał. Tym bardziej, że zupełnie niedawno, w grudniu ubiegłego roku Poroszenko zaszokował naród oświadczeniem, graniczącym z samokrytyką, że nikt nie zna lepiej od Ukraińców „podłości ukraińskich władz". A jeszcze wcześniej przekonywał wojskowych, że „okupacja Ukrainy jest czasowa".

Należy podkreślić, że poglądy ekspertów w niewielkim stopniu różnią się od myśli prostych Ukraińców. Poroszenko ma najwyraźniej problemy z samokontrolą- stąd biorą się jego freudowskie pomyłki, kiedy mówi to, co tak naprawdę myśli. Trzeba oczywiście coś z tym zrobić, przecież dla prezydenta Ukrainy taka swoboda wypowiedzi to niedozwolona przyjemność. Doskonale przecież wie, w jakim celu i za czyje pieniądze rozpętał wojnę przeciwko własnemu narodowi.

Żołnierze piechoty morskie w czasie składania przysięgi w Sewastopolu
© Sputnik . Alexey Malgavko
Tak w ogóle odpowiedź na pytanie, kto jest tu „okupantem", a kto „agresorem" jest dla wszystkich oczywista. Jednocześnie Moskwa nie może w nieskończoność obserwować teraz już dość mizernych prób zbudowania w pobliżu rosyjskich granic jeszcze jednego przyczółka dla „nierozszerzającego się" bloku NATO. Cóż, Ukrainie wystarczy Polska z krajami bałtyckimi.

Państwa te działają według scenariusza, przećwiczonego pod czujnym okiem reżysera zza oceanu: gdy pierwszy raz zaczęły krzyczeć, że istnieje „rosyjskie zagrożenie" — z USA wysłano „do ochrony" żołnierzy piechoty morskiej, a kiedy krzyknęły po raz drugi — pojawiły się czołgi. Jednak Zachodowi nie uda się przyjąć do tej niezbyt utalentowanej trupy aktorskiej jeszcze Ukrainy — uważa izraelski politolog Jakow Kedmi.

— Wydaje mi się, że Rosja wyciągnęła wiele wniosków ze swoich błędów w ciągu ostatnich pięciu-dziesięciu lat. Moskwa nie może dopuścić, aby na terytorium Ukrainy doszło do sytuacji, która może doprowadzić do tego, co dzieje się w państwach bałtyckich, kierując się przy tym tylko swoimi interesami wojskowo-strategicznymi — powiedział Jakow Kedmi.

Politolog podkreślił, że nie może być nawet mowy o jakiejkolwiek równowadze. Sytuacja na Ukrainie jest niestabilna z politycznego, gospodarczego i geopolitycznego punktu widzenia. W kraju tak naprawdę nie ma władzy — jest tylko walka o władzę. I tolerować czegoś takiego u siebie pod bokiem, w nadziei, że inicjatorzy ukraińskiego zamętu z USA nagle się opamiętają i przestaną się wtrącać, Moskwa nie będzie. Rosja przechodziła już przez coś podobnego i teraz płaci za to wysoką cenę.

Jeśli zaś chodzi o Europę Zachodnią, która w swoim czasie nawarzyła tego piwa pod dyktando Wielkiego Brata, to ta nie wie teraz, jak się pozbyć Ukrainy.

Tymczasem napływające z Kijowa i z wybrzeży Bałtyku ciągłe zawodzenia na temat „rosyjskiego zagrożenia" sprawiły, że zaczął działać nawet pokojowo nastawiony Aleksander Łukaszenka. Okazało się, że również nerwy prezydenta Białorusi nie są ze stali. Przywódca nakazał utworzenie nowych jednostek służby granicznej na granicy z Ukrainą i krajami bałtyckimi. Komentując swoją decyzję, Łukaszenka sucho zauważył: w takiej sytuacji trzeba być przygotowanym na wszystko. Wyczerpująca odpowiedź.

 

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Puszkow: Niech Ukraina płaci składki do Rady Europy za Rosję
Izrael niepokoi wzrost antysemityzmu na Ukrainie
Ławrow: przewrót na Ukrainie to wstyd dla Europy
Francja płaci za Gazociąg Północny pieniędzmi Ukraińców
Tagi:
Aleksandr Łukaszenka, Petro Poroszenko, Białoruś, Krym, Rosja, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz