17:33 19 Lipiec 2018
Na żywo
    Polska husaria, Aleksander Orłowski (1777–1832)

    Oleg Bondarenko: „Będę sądzić się z rządem RP"

    © Zdjęcie : Public domain
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Swiridow
    8865

    Znany rosyjski dziennikarz i politolog Oleg Bondarenko niespodziewanie dowiedział się w Berlinie na lotnisku, że stał się "zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego" dla ... Polski. Obywatel Rosji został natychmiast wydalony z Niemiec.

    Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa, komentując kolejny ruch Warszawy, oświadczyła, że Moskwa kanałami dyplomatycznymi zażądała od polskich władz, wyjaśnienia tego zakazu. Jak uważa rosyjski resort dyplomatyczny, jest to „próba z powodów politycznych ograniczenia wolności słowa przedstawiciela rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego w państwach członkowskich UE z pogwałceniem obowiązujących w tej dziedzinie zasad demokratycznych".

    Dyrektor Fundacji Polityki Progresywnej Oleg Bondarenko uprzejmie zgodził się odpowiedzieć na pytania komentatora Agencji Sputnik Polska Leonida Swiridowa.

    —   Jak się Pan dowiedział, że stał się „zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego" dla Polski? Na lotnisku w Berlinie? Czy wcześniej pojawiły się jakieś aluzje ze strony polskich władz?

    — Dowiedziałem się o tym dopiero na berlińskim lotnisku Tegel, gdzie poleciałem na wydarzenie partii „Die Linke" i chciałem zaprosić ich przywódczynię Sahrę Wagenknecht do Rosji.

    Podczas kontroli paszportowej niemiecki strażnik graniczny zapytał mnie: „Jakie ma Pan problemy z Polską?".

    „Nie mam żadnych" — odpowiedziałem.

    Nigdy nie było nawet jakichkolwiek aluzji ze strony polskich władz na ten temat i być nie mogło.

    Trudno mi sobie wyobrazić, jakie konkretne zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Polski mógłbym przedstawić z kilku powodów.

    Po pierwsze, wcześniej regularnie odwiedzałem Polskę na zaproszenie szefa Wschodnioeuropejskiego Forum Gospodarczego Zygmunta Berdychowskiego i co najmniej dziesięć razy uczestniczyłem w pracach tego forum, które odbywa się na początku września w Krynicy-Zdroju.

    Po drugie, zawsze z szacunkiem wypowiadałem się na temat państwowości Rzeczypospolitej Polski i nie miałem konfliktów z żadnym polskim obywatelem.

    Podobnie jak większość rosyjskich ekspertów politycznych znam Mateusza Piskorskiego, polskiego patriotę, polityka opozycji, politologa i zwolennika konstruktywnych stosunków z Rosją, który już prawie od dwóch lat przebywa w więzieniu bez oficjalnego oskarżenia.

    Po prostu znajomość z Mateuszem Piskorskim jest teraz „okolicznością obciążającą"…

    — Prawdopodobnie. Przy tym, jak za „najlepszych stalinowskich lat", oskarżany jest o „pracę na rzecz wywiadu" Rosji, Chin i Iranu. Pachnie to samowolą organów ścigania, które najwyraźniej nie mają żadnych dowodów jego winy.

    Oleg Bondarenko, dyrektor Agencji Komunikacji Strategicznych, 2015 rok
    © Sputnik . Eugene Odinokov
    Oleg Bondarenko, dyrektor Agencji Komunikacji Strategicznych, 2015 rok

    —  Czy zajmuje się Pan tylko działalnością publiczną?

    — Wszystkie moje działania jako politologa, dyrektora Fundacji Polityki Progresywnej i publicysty mają jak najbardziej charakter publiczny. Ale oczywiście, jak w każdej pracy, istnieją poufne strony dotyczące interesów tych klientów komercyjnych, którzy chcieliby zadbać o interesy swojej firmy. Ale co najważniejsze — wszystko to dzieje się wyłącznie w ramach prawa Federacji Rosyjskiej i UE.

    Ja nie naruszam prawa, dlatego w tym sensie zdecydowanie nie można mi niczego zarzucić.

    —  Ze względu na naturę pracy zajmuje się Pan dużo Ukrainą. Może to jest powód tak twardego podejścia do Pana ze strony Warszawy?

    — Rzeczywiście, oto dla kogoś mogę być zagrożeniem — dla nowej władzy Ukrainy. Nie jest tajemnicą, że przez prawie 8 lat stałem na czele Rorosyjsko-Ukraińskiego Centrum Informacyjnego w Kijowie, aktywnie walczyłem z ukraińskim nacjonalizmem — niszczycielskim zarówno dla Rosjan, jak i dla Polaków, opowiadałem się kategorycznie przeciwko tak zwanemu „Euromajdanowi", który skończył się zamachem stanu w lutym 2014 roku.

    Następnie uczestniczyłem w obserwacjach referendum w sprawie zjednoczenia z Rosją na Krymie, wyborów w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej. Ukraiński nacjonalizm jest moim osobistym wrogiem, z którym będę walczył. I widoczne stanowię zagrożenie właśnie dla dojścia nacjonalistów do władzy w Kijowie.

    Jeśli Polska deklaruje mnie jako persona non grata w UE, najwyraźniej dzieje się tak na prośbę kolegów ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Tylko bardzo dziwne, dlaczego Polacy nagle zdecydowali się chronić biednych Ukraińców? Kilka lat temu brałem w Warszawie udział w prezentacji filmu poświęconego rzezi wołyńskiej. Nacjonalistyczne władze w Kijowie odmawiają uznania samego faktu zagłady ponad 140 tysięcy Polaków w 1943 roku na zachodzie Ukrainy w wyniku pogromów chłopskich. Czy naprawdę to stanowisko jest bliższe obecnej Polsce? Wątpię w to.

    Dlaczego więc Warszawa deklaruje jako persona non grata tych rosyjskich politologów i ekspertów, którzy próbują walczyć z bakcylem ukraińskiego nacjonalizmu? Czy w interesie Polski nie jest zneutralizowanie ukraińskiego nacjonalizmu?

    — Czy ktoś kiedykolwiek zamknął Panu wjazd do kraju lub grupy krajów?

    — Nigdy żaden kraj nie ograniczał mnie w moich podróżach, więc jest to dla mnie pierwsze doświadczenie życiowe. Na Ukrainę po zamachu stanu, który tam miał miejsce, nie pojechałem i nie pojadę, dopóki przynajmniej nie zmieni się tam nacjonalistyczna władza.

    W związku z tym sankcje personalne Warszawy wymierzone we mnie mogę jedynie uznać za zemstę ze strony ukraińskich służb specjalnych wykonaną przez Polaków. Tylko nie rozumiem, po co to Polsce?

    —  Czy zamierza Pan bronić swoich praw w sądzie — w Warszawie lub na przykład w Strasburgu w Europejskim Trybunale Praw Człowieka? W końcu naruszono Pana podstawowe prawo — prawo do swobody poruszania się?

    — Tak, zamierzam walczyć z tą bezwarunkowo politycznie umotywowaną i niesprawiedliwą decyzją polskich władz.

    W tej chwili moi prawnicy przygotowują odpowiednie pozwy zarówno w Berlinie, gdzie fizycznie nie wpuszczono mnie do Schengen, jak i później w Warszawie i Strasburgu.

    Nie zostawię tak tej sprawy.

    Tak więc polskie władze mogą zacząć przygotowywać się do pozwów.

    Będę sądzić się z rządem RP.

    * * * * * * *

    Oleg Władimirowicz Bondarenko urodził się 15 października 1983 roku w Moskwie. W 2005 roku ukończył Wydział Dziennikarstwa na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym im. Łomonosowa. Następnie rozpoczął studia podyplomowe na Katedrze Studiów Politycznych Instytutu Państwa i Prawa Rosyjskiej Akademii Nauk.

    Od 2011 roku jest stałym felietonistą czołowych rosyjskich gazet „Moskiewski Komsomolec", „Izwiestija", „Niezawisimaja Gazieta".

    W 2012 roku był współzałożycielem Agencji Strategicznych Komunikacji.

    Od 2016 roku jest dyrektorem wykonawczym Fundacji Polityki Progresywnej. Włada językiem niemieckim, angielskim, serbskim i ukraińskim.

    Zobacz również:

    Bondarenko: Unia Europejska może wprowadzić sankcje przeciwko Ukrainie z powodu Donbasu
    Putin: Rusofobia wylewa się uszami
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Bondarenko: Nuland „zostanie” przewodniczącą Rady, a Pyatt – prezydentem
    Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
    Bondarenko o raporcie Jaceniuka: a gdzieś w Warszawie płakał reformator
    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Niesłychane draństwo ABW
    Ambasador Rosji w Polsce: prawa rosyjskiego dziennikarza Swiridowa zostały złamane
    Sąd nad Piskorskim. Dranie z ABW w „akcji"
    Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
    Tagi:
    polityka zagraniczna, rusofobia, MSZ RP, MSZ Rosji, ABW, strefa Schengen, Oleg Bondarenko, Maria Zacharowa, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz