13:52 03 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
1311
Subskrybuj nas na

Raport kremlowski został jednak opublikowany. Lista tych, nad którymi wisi niebezpieczeństwo sankcji, liczy 210 osób. Te osoby de facto zostały nazwane wrogami USA - oświadczył rzecznik prasowy Władimira Putina.

Władimir Putin i Donald Trump podczas szczytu G20 w Hamburgu
© REUTERS / Steffen Kugler/Courtesy of Bundesregierung
Sam Dmitrij Pieskow nie przeżywa, że jego nazwisko znalazło się na czarnej liście Waszyngtonu. Jednak samą publikację takiej listy rzecznik rosyjskiego prezydenta nazwał bezprecedensowym wydarzeniem. Zbyt wcześnie oceniać to wydarzenie, najpierw należy przestudiować dokument — zauważył Pieskow. I dodał, że jak na razie pytań jest więcej niż odpowiedzi. Całkiem jasne jest także to, że publikacja może zaszkodzić wizerunkowi i autorytetowi rosyjskich biznesmenów i polityków.

Publiczna prezentacja dokumentu nie miała miejsca i nawet nie była w planach. Ponadto raport składa się z dwóch części: otwartej i utajnionej. Nie sądzone jest więc mediom dowiedzieć się wszystkich szczegółów (jeśli oczywiście nie dojdzie do „zaplanowanych wycieków").

Czarne listy i propozycje sankcji przeciwko Rosji przygotowywane były w zgodzie z zapisami ustawy „O przeciwdziałaniu wrogom Ameryki poprzez sankcje". Donald Trump podpisał dokument w sierpniu ubiegłego roku. Ustawa przewiduje zaostrzenie środków wobec Rosji, Iranu i Korei Północnej. Cios może też dosięgnąć amerykańskich i zagranicznych spółek, którym do głowy przyjdzie współpraca z zakładami rosyjskiego sektora obronnego i wywiadowczego. Ustawa nazywana jest już głośno „głównym instrumentem polityki przeciwdziałania Rosji". Na same sankcje prezydent USA wydał już zgodę, jednak eksperci, w tym również amerykańscy, są przekonani, że ich skutek będzie minimalny.

Trzeba przyznać, że wiadomość o przygotowaniach do publikacji raportu kremlowskiego wywarła wrażenie na pewnej części rosyjskich środowisk biznesowych. W Waszyngtonie pojawiło się niemało wysłanników, których misja polegała najwyraźniej na tym, żeby przeforsować wyłączenie nazwisk swoich szefów z sankcyjnej listy. Do przyjemności to nie należy, ale widocznie zadziałała tutaj zasada „lepiej stracić część niż wszystko".

Dziwne, że owi biznesmeni nie rozumieją, że postępując w ten sposób okazują się na podwójnym celowniku. Zapłaciwszy raz amerykańskim senatorom-szantażystom (którzy oczywiście nie zmarnują szansy na zarobek), będą musieli zapłacić raz jeszcze i jeszcze. I Moskwa przecież zna z nazwisk tych, którzy pojechali złożyć pokłon Wzgórzu Kapitolińskiemu. Z drugiej strony to dobra okazja do „oczyszczenia szeregów" — uważa politolog Siergiej Michejew.

„Raportem kremlowskim USA usiłują podzielić samą rosyjską władzę, podkopać stabilność. Dla tych, którzy prowadzą walkę z Rosją, ważne jest, żeby podzielić i skłócić między sobą rosyjskie społeczeństwo, podkopać stabilność na wszelkie możliwe sposoby. Wszystko jedno, kogo poprą i z jakiego powodu — jeśli doprowadzi to do destrukcji, to gra jest warta świeczki. Przy czym nie ma znaczenia, jakich ludzi popierają, czy oligarchów, czy domorosłych rewolucjonistów, nawet jeśli to ideowi wrogowie Ameryki" — zauważył politolog.

Jak mówi Michiejew stosowanie takich reguł gry oznacza dla Rosji samobójstwo. Za to jeśli Moskwa wytrwa i nie ugnie się, sytuacja pozwoli „oczyścić klasę rządzącą z osób, które za pieniądze sprzedadzą wszystko, co tylko można". Powstała sytuacja daje też możliwość wypracowania bardziej niezależnego systemu egzystowania: stworzenia mechanizmów i metod przezwyciężania przeróżnych problemów, żeby od nich wiecznie nie zależeć.

Wiceszef komisji ds. obrony i bezpieczeństwa Rady Federacji Franz Klincewicz stwierdził, że „kremlowski raport ma na celu wzbudzenie skrajnie negatywnego stosunku do kierownictwa Rosji, prezydenta, stworzenie trudności w przededniu wyborów" — powiedział Klincewicz.

„Raport przestudiujemy, ale bez wątpienia, myślę, że działania odwetowe zostaną podjęte, i będą one stanowcze, ale tylko w zakresie obejmującym rosyjskie interesy. Nie będziemy, tak jak Ukraina, strzelać sobie w stopę" — uważa Klincewicz.

Duma Państwowa natomiast dodała, że ani nowe sankcje, ani tak zwany raport kremlowski nie wywołują wśród ogółu Rosjan żadnych emocji.

Moskwa przypomina: USA nakładają sankcje za to, że rosyjskie władze jakoby nie wypełniają porozumień z Mińska. Gwarantami tych porozumień są jednak poza Rosją Francja i Niemcy. Tak więc, jeśli Waszyngton zamierza w dalszym ciągu kierować się swoją logiką, to najostrzejsze sankcje będzie musiał nałożyć na Berlin i Paryż.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

USA rozszerzyły sankcje przeciwko Rosji
Ławrow, Miedwiediew i Pieskow na amerykańskiej "czarnej liście"
Kreml o „raporcie kremlowskim” USA
Tagi:
biznes, czarna lista, Kreml, Dmitrij Pieskow, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz