17:51 06 Grudzień 2019
Adam Michnik i Lech Wałęsa. Warszawa

Pan Adam ma problem

© Sputnik . Leonid Swiridow
Opinie
Krótki link
Autor
352289
Subskrybuj nas na

Z wielkim niepokojem i pełnym troski sercem, przyjmują zapewne media rosyjskie, informacje napływające z nad Wisły. „Krynica demokracji" - "Gazeta Wyborcza", wzór wolności słowa i siedziba autorytetów wszelakich, o zasięgu globalnym, popadła w ekonomiczne tarapaty.

Spadek sprzedaży „Gazety Wyborczej" w roku 2017 względem roku 2016   sięgnął prawie 25% i nadal dynamicznie spada.

Tendencja jest w ocenie specjalistów trwała, co brzmi jak wyrok. 

Wg przecieków prasowych z końca stycznia, „Agora" chce zwolnić do 53 pracowników w segmencie „Druk". Są to już na gruncie Kodeksu Pracy tzw. zwolnienia grupowe, bo stanowi to 16,3 proc. wszystkich tam  zatrudnionych.

Próba generalna Parady Zwycięstwa w Petersburgu
© Sputnik . Aleksiej Daniczew
Latem 2017, autorytet moralny obozu „posierpniowego", wielki wolnościowiec i nauczyciel demokracji w Polsce i na świecie, Adam Michnik mówił, że „zmiana władzy straszliwie walnęła „Gazetę Wyborczą" po kieszeni, nie stać nas na oddziały regionalne i korespondentów".

Zdaniem Adama Michnika, represje rządu PiS względem „Gazety Wyborczej" to ograniczenie jej prenumeraty przez instytucje państwowe. Najstraszniejsze jednak krzywdy jakich doznaje wolnorynkowa „Agora", to rezygnacja z wykupowania w niej ogłoszeń przez spółki skarbu Państwa.

To „okrucieństwo" rządzących,  ograniczyło dochody ze sprzedaży reklam o 23% już w roku 2016.

„Niewidzialna ręka wolnego rynku" mająca być wg dziennikarzy „Wyborczej" zbawienna dla polskich przedsiębiorstw, gdy dotknęła ich samych,  okazała się zjadliwie szkodliwą lewatywą, a nie panaceum.

Jednak pracownicy „Agory", są zapewne  pełni wiary w recepty  guru neoliberalizmu nadwiślańskiego,  Leszka Balcerowicza, które od dwóch dekad wpajali całemu społeczeństwu.

Trzeba się będzie przekwalifikować.

Prawa wolnego rynku, są najlepszym lekarstwem, jakie Balcerowicz aplikował dziesiątkom milionów Polek i Polaków, zaaplikuje je teraz „Agorze". Teoretycy na sobie przećwiczą wielkie możliwości jakie ofiarowuje gospodarka wolnorynkowa i rynek europejski w warunkach globalizacji.

Pracownicy „Agory" mogą wziąć kredyt, wprawdzie już raczej nie we frankach szwajcarskich  i rozpocząć działalność na własne ryzyko. Są wszak ludźmi dynamicznymi brzydzącymi się wyciąganiem pieniędzy z budżetu państwa w postaci zasiłków, czy jakiś tam 500+.

Minister obrony Poslki Antoni Macierewicz
© REUTERS / Kacper Pempel
Gdy się jednak nie uda, pracownicy „GW", zawsze mogą wyjechać swobodnie do pracy, do krajów Unii Europejskiej. Tam rynek pracy jest nienasycony.

Wcześniej mogą udać się do Powiatowego Urzędu Pracy i zarejestrować się tam jako bezrobotni. Potem, dzięki dobrodziejstwom Unii Europejskiej, mogą skorzystać z środków Europejskiego Funduszu Społecznego, za które  prowadzone są szkolenia zawodowe dla bezrobotnych. Przeszkolą się tam na przykład na operatorów wózków widłowych, hydraulików,  czy konserwatorów zieleni. Doskonaląc się,  posiądą wiedzę w zakresie obsługi urządzeń specjalistycznych, np. do konserwacji i czyszczenia powierzchni płaskich.  Kanclerz Merkel, desperacko ściągająca dla gospodarki niemieckiej imigrantów z Afryki, ma z nich umiarkowany pożytek, a tu fachowcy z „Agory" tuż za Odrą.

Na pewno przedsiębiorca niemiecki,  woli dekarza czy hydraulika z „Gazety Wyborczej" niż z Kenii.

Żadna praca nie hańbi, a trzeba przecież być mobilnym i elastycznym, na dynamicznym, stale zmieniającym się w dobie rewolucji technicznej, rynku pracy.

Tak  Polaków od dwóch dziesięcioleci pouczali Panowie i Panie z „Gazety Wyborczej". 

Jak się żyło z państwowych zleceń reklamowych, to teraz cieniutko się śpiewa.

Ileż gazet w Polsce padło? Ileż redakcji dotknęły dramaty? A "tłuste koty" z ulicy Czerskiej, tylko pouczały, pławiąc się w luksusie zleceń reklamowych agend i spółek państwowych.

Jestem złośliwy? Wprost przeciwnie.

W myśl zasady „Nie ciesz się dziadku z cudzego upadku", postanowiłem zainicjować akcję humanitarną.

Oczywiście My — ludzie mediów, nie zostawimy pracowników „Agory" w potrzebie.

Myślę, że za wieloletnią szczególną troskę o relacje polsko-rosyjskie, oraz niezwykle cenne rady i wskazówki dla rynku medialnego w Rosji jakich, bezpłatnie,  udzielał od lat zespół „Gazety Wyborczej" nadchodzi czas serdecznego rewanżu.

Nie możemy pozwolić sobie, aby takie tuzy przyjaźni polsko-rosyjskiej jak Redaktor Witold Gadomski, Piotr Stasiński czy Paweł Wroński cierpieli niedostatek. O, nie!

Myślę, że Moskwa życzliwym sercem spojrzy na moją inicjatywę z aprobatą i  wyrazi zgodę na organizację zbiórki charytatywnej dla zwalnianych pracowników Agory.

Za zebrane pieniądze, w dotkniętej sankcjami gospodarczymi Moskwie, w której niczego wg realcji „GW" nie ma, kupimy ser i jabłka.

Bo przecież bez jabłek pracownicy „Agory" nie przeżyją.

Zapewne jako prawdziwi patrioci i zwolennicy słusznych sankcji nałożonych na „putinowską Rosję",  wspierali polskich producentów żywności, którzy w ramach retorsji,  z rynku rosyjskiego zostali usunięci. Przede wszystkim od sankcji ucierpieli  producenci jabłek. Dla rekompensaty jak wyliczyli specjaliści, średnio statystyczny Polak powinien kupować i zjadać 4 kg jabłek dziennie.

Pracownicy, dziennikarze „Agory" i Pan Adam, zapewne sumiennie tę normę wykonywali. Wszak to był ich wkład w walkę z „reżimem Putina", którego szczerze, wg Pana Adama, wszyscy nienawidzą.

Myślę, znając wspaniałomyślność rosyjską,  że Rosjanie Panu Adamowi wybaczą.

Wierzę, że szef ministerstwa ds. nadzwyczajnych  Władymir Puczkow, wydzieli za darmo kilka ciężarówek, a Siergiej Kużugietowicz z MON,  przydzieli  ochronę dla transportu z „zielonych ludzików" i do Warszawy będzie można skierować humanitarny „Biały Konwój".

Wprawdzie zamiast na Donbas, „Biały  Konwój"  pojedzie wprost na Czerską w Warszawie, to jednak liczę, że mieszkańcy Doniecka i Ługańska, przyjmą to ze zrozumieniem. Wszak rzetelność informacji o pacyfikacji Donbasu przez armię ukraińską oraz bezstronne relacjonowanie tego konfliktu przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej" są legendarne i wszystkim znane. Wiedzą o tym tak w Doniecku jak i Ługańsku.

Misja „Białego Konwoju" z pomocą humanitarną dla pracowników „Agory", będzie wkładem Moskwy w normalizację, nadwątlonych ostatnimi czasy, wzajemnych relacji pomiędzy mediami rosyjskimi,  „Sputnikiem" w szczególności, a „Gazetą Wyborczą".

Pan Adam ma problem, zwalnia dziesiątki pracowników, ale na przyjaciół w Moskwie, zapewne może liczyć.

Bo jak mawia stare przysłowie,  „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". 

Zatem po jabłka i ser, niech rusza  „Biały Konwój"  z pomocą humanitarną dla „Agory" i Pana Adama!

Krzysztof Podgórski, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Gazeta Wybiórcza": Ekskluzywna prasówka dla Sputnika
Hej na koń, lance w dłoń, Moskala goń, goń, goń!
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
Putin: Rusofobia wylewa się uszami
Marek Belka - specjalnie dla Sputnik Polska
Oleg Bondarenko: „Będę sądzić się z rządem RP"
Rusofobia daje radość z życia
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Żółte gwiazdy pamięci
Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
Maria Zacharowa: „Moskwa wyciąga swoją przyjazną dłoń"
Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
Leszek Miller w Rosji. Spotkał się z Putinem
Draństwo ABW. Ciąg dalszy
Tagi:
kapitalizm, rynek pracy, jabłka, polityka, ser, migracja, dziennikarz, demokracja, praca, rusofobia, Agora, Prawo i Sprawiedliwość, Sputnik, Gazeta Wyborcza, Leonid Swiridow, Wacław Radziwinowicz, Leszek Balcerowicz, Adam Michnik, Siergiej Szojgu, Angela Merkel, Odra, Wisła, Kreml, Unia Europejska, Afryka, Ługańsk, Kenia, Donbas, Niemcy, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz