21:45 15 Listopad 2018
Na żywo
    Defilada estońskich wojsk na cześć Dnia Niezależności Estonii w Narwie

    „Wielki mur estoński", czyli jak zarobić na „rosyjskim zagrożeniu"

    © AP Photo / Liis Treimann
    Opinie
    Krótki link
    Konstantin Sewastjanow
    6118

    W Estonii wybuchł ogromny skandal. Okazało się, że budowa rozreklamowanego muru na granicy z Rosją będzie kosztować 197 milionów euro, a nie 79 milionów, jak wcześniej zapowiadano. Koszty budowy zostały przedstawione ministrowi spraw wewnętrznych Andresowi Anveltowi.

    Jak Estonia buduje budżet na „rosyjskim zagrożeniu", a przy tym zmusza do „kochania NATO" — w niniejszym materiale.

    Ogrodzenie zamiast muru

    Długość wschodniej granicy Estonii wynosi 338,6 km, z czego granica lądowa ma długość 135 km, 126 km przebiega wzdłuż jezior, a 176 km wzdłuż rzek. Umowa graniczna między Rosją i Estonia nie została jak dotąd podpisana. Strony niejednokrotnie zamierzały to uczynić, ale za każdym razem różnice zdań przeszkadzały w zatwierdzeniu dokumentu. Lokalne elity, które z powagą w głosie tłumaczą swoim wyborcom, że „agresywna Rosja" może napaść na ich małą Estonię, chcą zapobiec temu „niebezpieczeństwu". „Zbudujemy ogrodzenie o wysokości dwóch i pół metra" — oświadczył dwa lata temu ówczesny szef MSZ Estonii Hanno Pevkur. Urzędnik obiecał, że na granicy powstaną także zapory przed zwierzętami, szlabany, słupy przygraniczne, znaki ostrzegawcze i oświetlenie.

    Na granicy montowany jest system monitoringu, który zdaniem MSW w pełni wyklucza możliwość nielegalnego przekroczenia granicy. Na terenach podmokłych ogrodzenia nie będzie — tam pojawią się tylko słupy i pas kontrolny.

    Politycy przekonują, że budowa ma na celu zagrodzenie drogi nielegalnym imigrantom, ale wojskowi mają na ten temat inne zdanie. Dowódca Sił Obrony Estonii, generał lejtnant Riho Terras mówi, że na terytorium kraju mogą przedostać się „zielone ludziki", których jak ostrzega, będzie rozstrzeliwać na miejscu. Jego zdaniem Estończycy „muszą bardzo dobrze wiedzieć, co dzieje się w Rosji i być gotowi".

    Parę dni temu obecny szef MSW Andres Anvelt poinformował, że zagospodarowanie granic będzie kosztować o ponad 100 milionów euro niż początkowo zakładano. Anvelt zapewnił, że budowa będzie kontynuowana według wcześniej zatwierdzonego planu, ale przeprowadzony zostanie audyt.

    „Miejsce, gdzie można zarobić"

    Szef estońskiego rządu Jüri Ratas przyznał, że w czasie wyceny kosztu prac „trochę się pośpieszono", ale konkretnych nazwisk nie wymienił. „Na same tylko systemy kontroli i monitoringu potrzeba 37 milionów, a na system obserwacji powietrznej na małej wysokości 15-20 milionów. Poruszono również kwestię dróg dojazdowych. Jest ich zdecydowanie za mało. Potrzeba ich kilkadziesiąt razy więcej. To także wpłynęło na wzrost łącznej wartości" — wyjaśnił Ratas.

    Ale wyjaśnienia te nie usatysfakcjonowały szefa frakcji parlamentarnej opozycyjnej Konserwatywnej Partii Ludowej Martina Helmego. „Widać, że bardzo wielu — począwszy od dostawców tłucznia, a kończąc na sprzedawcach różnych narzędzi — odkryli dla siebie miejsce, gdzie można się nieźle obłowić. Rząd powinien znaleźć w sobie dość siły, żeby powiedzieć im: „Stop! Granica nie budowana jest po to, żebyście wy się wzbogacali" — oświadczył Helme. Nota bene, wielu prostych Estończyków odnosi się do projektu „wielkiego przygranicznego ogrodzenia" z nieufnością.

    „Ja z dużym sceptycyzmem odnoszę się do pomysłu wyciągnięcia z kieszeni podatników dużych pieniędzy na „wysokotechnologiczne ogrodzenie". Na wiadomość o tym, że Estonia zamierza zbudować ogrodzenie o wysokości trzech metrów, jeden nasz lokalny komentator ze smutkiem zauważył, że Serhij Bubka skacze o tyczce znacznie wyżej. I w zasadzie takie ogrodzenie nie uratuje Estonii od możliwej inwazji skoczków" — z ironią zauważyła rzeczniczka praw obywatelskich z Tallina Alisa Blincowa.

    Były estoński działacz opozycyjny Maksim Rewa zamieszkujący dziś w Rosji powiedział, że temat „zagospodarowywania środków" w Estonii jest bardzo aktualny. „Przykłady można znaleźć zarówno w sferze obronnej, jak i cywilnej.  Na przykład w kraju nabudowano węzłów przesiadkowych — w ilości wyraźnie przekraczającej realne na nie zapotrzebowanie. Iście epicka historia związana jest z projektem trasy kolejowej Rail Baltic, która ma połączyć Polskę z krajami bałtyckimi. Krytycy tego projektu słusznie twierdzą, że pozbawiony jest on przesłanek ekonomicznych i przyniesie same straty. Budowa Rail Baltic w Estonii jeszcze się nie zaczęła — i nie fakt, że kiedykolwiek się zacznie — a już pochłonęła ogromne pieniądze" — mówi Rewa.

    „No a co się tyczy ogrodzenia na granicy — to już w ogóle „święta sprawa", na którą żadnych pieniędzy nie można żałować" — kontynuuje Rewa. „Dosłownie parę dni temu estoński departament wywiadu zagranicznego opublikował raport, z którego wynika, że jedyne zagrożenie dla bytu państwowego i suwerenności Estonii i innych państw regionu Morza Bałtyckiego emanuje z Rosji. Z 68-stronicowego raportu „Estonia w systemie bezpieczeństwa międzynarodowego" 54 strony poświęcone są właśnie Rosji, a pozostałe zagrożeniu terrorystycznemu w Europie. Myślę, że rząd ostatecznie zdecyduje, że na umacnianie granicy z Rosją żadnych pieniędzy nie szkoda. I myślę, że umacniać ją będą maksymalnie długo, żeby dać zarobić „właściwym ludziom" — uważa Rewa.

    Tutaj uczymy miłości do NATO

    Poza zewnętrznym ogradzaniem się od Rosji władze Estonii usiłują walczyć z „kremlowską propagandą" i wewnątrz kraju. Szczególne obawy budzą nastroje licznej rosyjskiej wspólnoty, której przedstawiciele, sądząc po wynikach sondaży, nie przestają odnosić się do Rosji przychylnie, a do NATO z nieufnością. Od początku tego roku władze realizują projekt „Straże", który ma na celu rozwinięcie wśród członków rosyjskiej wspólnoty przychylnego stosunku do estońskiej armii i bloku NATO.

    „Straże" zarejestrowały też w Internecie swoją stronę kaitsen.ee. Domeny strona należy do organizacji pozarządowej Ida-Viru Noorteakadeemia, w której zarządzie zasiadają Grigori Senkiv i Dmitri Teperik. Tym, którzy interesują się życiem w Estonii, nazwiska te są dobrze znane. W 2016 roku Senkiv i Teperik brali udział w organizacji imprezy „Szkoła Resilience League 2016" przeprowadzonej przy wsparciu niemieckiej Fundacji im. Friedricha Eberta i siedziby NATO. Pięćdziesięciorga słuchaczy z Estonii, Łotwy, Litwy i Ukrainy uczono, jak przeciwdziałać „zagrożeniu informacyjnemu" ze strony Rosji.

    Wystrzał pocisków „Kalibr” w cele terrorystów w Syrii
    © Sputnik . Vadim Savitskii
    Dziennikarze portalu BaltNews.ee usiłowali nawiązać kontakt z koordynatorem projektu Grigorim Senkivem, ale bezskutecznie. Wiele udało się jednak dowiedzieć od jednego ze słuchaczy Denisa Bigunowa, który pomimo ogłoszonej w szkole zasady Chatham House (uczestnicy dostali zakaz mówienia o istocie szkolenia) nie wytrzymał i opowiedział o przebiegu zajęć. Bigunow przyznał się, że uczestnicy uczeni są „kontrpropagandy, walki z rosyjską informacją i prorosyjskim światopoglądem", „kochania NATO i wszystkich związanych ze strukturą zasad i organizacji".   

    Zobacz również:

    Kraj poligon: Amerykańskie samoloty zbombardują Estonię
    Zielonym ludzikom na Litwie nie udało się wywołać histerii
    MO Finlandii: „Zielone ludziki” mogą przenikać przez lukę w prawie
    Tagi:
    mur, propaganda, NATO, Estonia, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz