07:19 20 Wrzesień 2018
Na żywo
    Micheil SaakaszwiliMichail Saakaschwili bei einer Protestaktion in Kiew, Dezember 2017

    Przyjaciel Polski skacze po Europie

    © REUTERS / Olga Jakimovich © Sputnik . Stringer
    1 / 2
    Opinie
    Krótki link
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    3373

    A zapobiec temu jest bardzo łatwo. Polska używa tej metody chętnie i szeroko. Nazywa się to „zakaz wjazdu na teren państw strefy Schengen ze względu na zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa członkowskiego". Polska korzysta z tego przywileju, żeby uniemożliwiać Rosjanom kontakty z politykami europejskimi.

    Zda się zaledwie wczoraj największy przyjaciel pisowskiej Polski, Micheil Saakaszwili, przedzierał się przez pył i ocean, by z pięcioma przesiadkami zdążyć na pogrzeb poległego prezydenta i uścisnąć dłoń jego pogrążonego w rozpaczy brata. Dziś, kiedy ukraińskie specsłużby dowiozły nam byłego gruzińskiego przywódcę w kajdankach, nikt nie kwapi się do ściskania jego dłoni.

    Zatrzymanie byłego prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego w Kijowie
    © AP Photo / Evgeniy Maloletka
    TVN24 poświęcił Saakaszwilemu sporo miejsca, ale najwyraźniej odczuwa konfuzję co do priorytetów. Z jednej strony, Saakaszwili, jako zaprzysięgły wróg Rosji, godzien jest poparcia — z drugiej wszakże okazał się także wrogiem Ukrainy, którą PO i TVN kochają.

    W tej sytuacji zagubieni w rzeczywistości redaktorzy czołowego organu opozycji zdecydowali się na rozwiązanie sprawdzone przez tysiąclecia historii propagandy: selektywne dysponowanie prawdą.

    W ekspresowym portrecie naszego drogiego gościa red. Blajer prześliznął się po pułapkach w życiorysie swego bohatera ze zręcznością łyżwiarza figurowego: „Kiedy to zagrożenie ze strony Rosji zostało trochę zminimalizowane, Saakaszwili dalej prowadzi swoją działalność, ale nie wygrywa kolejnych wyborów prezydenckich. Kończy się etap jego działalności w Gruzji i zaczyna się zupełnie nowy etap, tam gdzie przy jego nazwisku trzeba wymieniać Ukrainę".

    O tym, dlaczego były prezydent Gruzji walczy o obywatelstwo ukraińskie, najpierw dane mu, a potem odebrane kaprysem ukraińskiego oligarchy aktualnie pełniącego funkcję głowy państwa, red. Blajer informuje dosyć oszczędnie: „W związku z jego działalnością w Gruzji grozi mu ryzyko, które jest związane z tym, że tamtejsza prokuratora chce mu postawić bardzo poważne zarzuty", ale „te zarzuty nie są postawione dlatego, że żadna procedura międzynarodowa nie doprowadziła do tego że ten człowiek został ponownie do Gruzji skierowany". To, jakby to powiedzieć, nie do końca prawda.

    Więc może wyjaśnijmy: 5 stycznia 2018 roku Micheil Saakaszvili został w  Gruzji skazany, in absentia, na 4 lata więzienia i dwa lata zakazu pełnienia funkcji publicznych za swój udział w matactwie związanym z zabójstwem Sandro Girgvliani.

    Konferencja prasowa Micheila Saakaszwilego w Warszawie
    © Sputnik . Stringer
    Konferencja prasowa Micheila Saakaszwilego w Warszawie
    Ta bardzo głośna w Gruzji sprawa wywołała wielkie poruszenie społeczne i stała się początkiem końca popularności Saakaszwilego. 28 stycznia 2006 roku 28-letni bankowiec Sandro Girgvliani bawił swoją dziewczyną w pubie, w którym odbywały się urodziny generalnego inspektora MSW. W pewnym momencie, jak zeznają świadkowie, podszedł do stolika, gdzie jego panna siedziała z żoną ministra spraw wewnętrznych Vano Merabishviliego i kilkoma wysokimi urzędnikami resortu i zapytał, wskazując na rzecznika MSW, Gurama Donadze „dlaczego siedzi z tym pedziem". Nie uzyskawszy satysfakcjonującej odpowiedzi wyszedł z knajpy wraz z przyjacielem, Levanem Bukhaidze. Zaraz za nimi — weznać świadkowie — wyszedł jeden z biesiadników, Oleg Melnikov, wiceszef Departamentu Bezpieczeństwa Konstytucyjnego MSW. Zmasakrowane ciało Girgvlianiego znaleziono następnego ranka na przedmieściach Tbilisi.

    Bukhaidze  zeznał, że niedługo po wyjściu z knajpy napadło na nich czterech facetów. Napastnicy zapakowali ich do mercedesa, wywieźli za miasto, jego po pobieżnym wpierdolu puścili, a Girgvlianiego pobili na śmierć. Jako jednego z napastników wskazał Melnikova. Mimo zeznań Bukhaidze, prokuratura i sąd uznały, że Melnikov w zabójstwie nie brał udziału. Zamiast niego do winy przyznało się czterech podległych mu funkcjonariuszy Departamentu Bezpieczeństwa Konstytucyjnego, którzy stwierdzili, że pobicie było ich własną inicjatywą, ponieważ oburzyła ich nieuprzejmość Girgvlianiego wobec rzecznika ministerstwa. Sąd i rząd stwierdziły jednoznacznie, że biesiadujący z żoną ministra dygnitarze nie mieli z zabójstwem nic wspólnego, a masowe protesty przeciw ministrowi spraw wewnętrznych, które skandal ten wywołał, prezydent Saakaszwili określił jako „śmieszne". Po czym, łamiąc przewidziane prawem procedury, ułaskawił czterech kozłów ofiarnych. Parę miesięcy po jego odejściu z urzędu, prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie — jednak Saakaszwili był już na Ukrainie, która konsekwentnie odmawiała jego ekstradycji. Dla większej pewności, w maju 2015 były prezydent Gruzji przestał być Gruzinem i przyjął obywatelstwo ukraińskie.

    Było to o tyle rozsądnym posunięciem, iż — poza sprawą Girgvlianiego — nad Saakaszwilim wisi kilka innych procesów: o brutalne rozpędzenie demonstracji z listopada 2007 roku, nielegalne przejęcie prywatnej telewizji Imedi TV, atak na opozycyjnego posła Valerego Gelashvili, a także sprzeniewierzenie funduszy państwowych w kwocie ponad 3,5 miliona dolków — z czego prawie pół bańki wydał na botoks i depilację laserową.

    Póki co, wyrok zapadł dopiero w pierwszej sprawie — tej związanej z zabójstwem — gdzie sąd uznał Saakaszwilego winnym przekroczenia uprawnień i wymierzył mu maksymalną karę 4 lat więzienia, zmniejszoną na mocy ustawy amnestyjnej z roku 2012 (czyli jeszcze z czasów rządów Saakaszwilego) o jedną czwartą. Wbrew buńczucznym okrzykom byłego gruzińskiego prezydenta — „Nie rozśmieszajcie mnie, władze w Gruzji boją się mnie jak diabeł święconej wody" — jego ojczyzna twardo domaga się jego ekstradycji, co było skądinąd powodem, dla którego zrezygnował z ojczystego paszportu i przyjął obywatelstwo Ukrainy, która nie dopuszcza ekstradycji własnych obywateli. Teraz, kiedy Saakaszwili pożarł się ze swoim niedawnym przyjacielem i został bezpaństwowcem — jego sytuacja może się zmienić.

    I osobiście obstawiam, że tak się stanie.

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2018 / WOJTEK RADWANSKI
    Wpuszczając Saakaszwilego do Polski, Kaczyński wpuścił go także do Unii Europejskiej. Co niekoniecznie spodoba się wszystkim naszym unijnym partnerom — zważywszy na deklaracje naszego gościa, który otwarcie zapowiedział, że będzie korzystał ze swobody poruszania się po Unii, aby organizować ruch, który doprowadzi do obalenia legalnych ukraińskich władz za pomocą kryterium ulicznego.

    „Będę jeździć po całej Europie i zajmować się politycznymi działaniami, razem z naszymi przyjaciółmi zorganizujemy masowe protesty i oderwiemy oligarchów od władzy, jak będzie nas milion na ulicy, to nikt nie będzie ich pytał, czy oni chcą odchodzić czy nie, Zachód musi zrozumieć, że status quo na Ukrainie jest nie do utrzymania, ukręcimy łeb Poroszence i jego bandzie" — tokował zachwycony  swoim tembrem głosu przyjaciel Polski. Czego by mnie myśleć o Poroszence i Ukrainie generalnie — kiedy ścigany listami gończymi za przestępstwa kryminalne w dwóch krajach obalony kacyk zapowiada, że skorzysta ze swobód demokratycznych w goszczącej go Europie do siłowego obalenia rządu w sojuszniczym kraju, to niekoniecznie mieści się w naszych europejskich wartościach.

    A zapobiec temu jest bardzo łatwo.

    Polska używa tej metody chętnie i szeroko. Nazywa się to „zakaz wjazdu na teren państw strefy Schengen ze względu na zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa członkowskiego".

    Wystarczy, że jakikolwiek kraj uzna, że taki czy inny obywatel pozaunijny grozi jego bezpieczeństwu — i na nic się zda gościnność innych państw.

    Polska korzysta z tego przywileju, żeby uniemożliwiać Rosjanom kontakty z politykami europejskimi.

    Szef Międzynarodowego Instytutu Nowych Państw Aleksiej Martynow nie został wpuszczony do Włoch, mimo posiadania ważnej do 2019 roku wizy unijnej, wydanej przez Francję, ponieważ zagraża polskiemu bezpieczeństwu, o czym dowiedział się 30 grudnia 2017 na lotnisku w Wenecji.

    Dyrektor Fundacji Polityki Progresywnej Oleg Bondarienko 14 stycznia 2018 został zawrócony z Berlina, gdzie przyleciał na konferencję lewicowej parlamentarnej partii Die Linke, z oficjalnym zaproszeniem na wybory prezydenckie wystosowanym do przewodniczącej Die Linke, Sahry Wagenknecht, przez przewodniczącego partii Komunistycznej Partii  Federacji Rosyjskiej Giennadija Ziuganowa - która to partia jest, nawiasem mówiąc, jedyną liczącą się opozycją wobec Putina i Jednej Rosji.

    Nie wątpię, że w Europie znajdzie się kraj, który uzna puczystowskie zapędy Saakaszwilego za zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa i pokoju.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Polska: Kraj zamkniętych drzwi
    Saakaszwili zostanie deportowany do Polski
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Putin: Rusofobia wylewa się uszami
    Leszek Miller: Pan Saakaszwili w Warszawie? Damy sobie radę w razie czego!
    Oświadczenie Michaiła Saakaszwilego
    Rusofobia daje radość z życia
    Wniosek o ekstradycję Saakaszwilego
    ABW: "Był" sobie cudzoziemiec
    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Saakaszwili powalony na ziemię...
    Rusofobia MADE IN POLAND. Część II
    Saakaszwili na czele marszu na rzecz impeachmentu Poroszenki
    Tagi:
    polityka, zagrożenie, przestępcy, bandyci, szpieg, bezpieczeństwo, rusofobia, Imedi TV, TVN, Rząd RP, ABW, MSW, strefa Schengen, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Die Linke, Sandro Girgvliani, Oleg Bondarenko, Aleksiej Martynow, Giennadij Ziuganow, Leonid Swiridow, Micheil Saakaszwili, Unia Europejska, Berlin, Gruzja, Włochy, Francja, Niemcy, Rosja, Kijów, Ukraina, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz