Widgets Magazine
15:28 23 Sierpień 2019
Wyładunek rur do Nord Stream-2 w miejscowości Kotka w Finlandii

Presja gazu. Dlaczego Niemcy nie zrezygnują z Nord Stream-2

© Zdjęcie: Nord Stream 2 / Wolfram Scheible
Opinie
Krótki link
Igor Naumow
13470

Niemcy konsekwentnie bronią Gazociągu Północnego-2. Berlin wychodzi z założenia, że projekt nie wchodzi w konflikt z propozycjami zmian w dyrektywie gazowej (trzecim pakietem energetycznym) przedstawionymi w listopadzie 2017 roku. Swoich racji Niemcy gotowe są bronić w sądzie.

Bitwa morska

Szef dyrektoriatu do spraw wewnętrznych rynków energii Komisji Europejskiej Klaus-Dieter Borchardt powiedział w czasie obrad w Parlamencie Europejskim, że poprawki KE do dyrektywy gazowej nie zabraniają budowy „jakichkolwiek gazociągów, w tym także Gazociągu Północnego-2".

Projekt przewiduje ułożenie dwóch nitek gazociągu o łącznej przepustowości 55 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie z Rosji do Niemiec dnem Morza Bałtyckiego. Budowa ruszy latem i zakończy się w 2019 roku. Nowa trasa przesyłu błękitnego paliwa będzie biec równolegle do istniejącego już Gazociągu Północnego.

Silny opór wobec projektu stawiają Stany Zjednoczone. W marcu 2016 roku Węgry, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Czechy i Estonia wspólnie wystąpiły przeciwko nowemu gazociągowi. Z ich inicjatywy powstały poprawki do dyrektywy gazowej, z których niezadowolony jest Berlin.

Stanowisko, z jakim wystąpił Borchardt na obradach w Parlamencie Europejskim, bazuje na wnioskach niemieckich prawników, którzy ocenili poprawki do dyrektywy gazowej, mówiąc, że „nie mają one prawa bytu z punktu widzenia ustawodawstwa europejskiego i międzynarodowego".

Za sprawą proponowanych zmian Bruksela uzyska wyłączne prawo regulowania wewnętrznego rynku paliwa. Wcześniej sfera porozumień międzyrządowych należała do kompetencji poszczególnych państw UE — czytamy we wnioskach.

Co najważniejsze jednak, eksperci doszli do wniosku, że poprawki nie mogą obejmować Gazociągu Północnego-2, bowiem decyzje inwestycyjne dotyczące projektu zapadły znacznie wcześniej i finansowanie już się zaczęło. Ustawa natomiast, jak wiadomo, nie działa wstecz.

Zresztą, Europejczycy czasem zmieniają reguły gry, żeby uzyskać upragniony wynik. Pod koniec listopada ubiegłego roku duński parlament przyjął ustawę, która zezwala rządowi bez jakichkolwiek wyjaśnień odmówić budowy gazociągów biegnących przez terytorialne wody ze względów bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.

Dyrektor generalny Fundacji Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego Konstantin Simonow przypomina, że Dania wprowadziła zmiany do ustawodawstwa krajowego już po tym, jak otrzymała wniosek o pozwolenie na ułożenie odcinka Nord Stream-2 w pobliżu wyspy Bornholm.

Wiadomo, że Duńczycy zrobili to tylko po to, żeby mieć jakieś podstawy prawne do tego, by zakazać układania rury na duńskich wodach terytorialnych. Przed wprowadzeniem zmian do ustawodawstwa Kopenhaga miała tylko jeden formalny powód do sprzeciwiania się budowie gazociągu — zagraża on jakoby środowisku w regionie.

Komisja Europejska usiłuje też przeforsować zmiany do dyrektywy gazowej z datą wsteczną — mówi prawnik Aleksander Kostin. Dokument warunkuje budowę Nord Stream-2 od wypełnienia przez Gazprom szeregu warunków. Wśród najważniejszych żądań znalazły się niedyskryminacyjne taryfy za transport gazu, dostęp do rurociągu stron trzecich oraz oddzielenie dostaw od przesyłu gazu.

„Tego rodzaju obciążenia ujemnie wpływają na opłacalność projektu. Mogą one posłużyć za podstawę do złożenia pozwu w sądach krajowych, a także międzynarodowym sądzie arbitrażowym" — uważa Kostin.

Europejskie spółki uczestniczące w projekcie mogą także dochodzić swoich praw przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. W Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest zapis głoszący, że wnieść sprawę do Trybunału może każda osoba fizyczna lub prawna, jeśli jej prawa i prawnie uzasadnione interesy zostały naruszone przez Komisję Europejską.

Dyrektor wykonawczy Nord Stream 2 Matthias Warnig potwierdził niedawno gotowość złożenia sprawy w sądzie. Jak powiedział, inwestycje w projekt sięgnęły już około pięciu miliardów euro, a jego finansowanie odbywało się w pełnej zgodzie z obowiązującym ustawodawstwem. „Jeśli UE zmieni reguły na szkodę spółki, będziemy ubiegać się o odszkodowanie" — ostrzegł Warnig.

Niemiecki sojusznik

W walce o Nord Stream-2 głównym sojusznikiem Moskwy pozostaje Berlin i to na najwyższym szczeblu. W ubiegłym tygodniu na spotkaniu z premierem Polski Mateuszem Morawieckim kanclerz RFN Angela Merkel znów wystąpiła z oświadczeniem, że dla Niemiec to wyłącznie ekonomiczny projekt, który nie zagraża dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych do Europy.

Morawiecki przedstawił zgoła przeciwny punkt widzenia, czego można się było w pełni spodziewać. Do 2022 roku Polska planuje zbudować własny gazociąg Baltic Pipe. Problem w tym, że zagranicznych inwestorów polski projekt mało interesuje. Komisja Europejska, która wcześniej obiecywała 300 milionów euro, nie tak dawno zmniejszyła finansowanie ponad dziesięć razy. Na wsparcie Berlina Warszawa raczej liczyć nie może. Rzecz w tym, że Niemcy wiążą duże nadzieje z Nord Stream-2. Po oddaniu gazociągu do użytku Niemcy będą mogły otrzymywać bezpośrednio z Rosji nawet 110 miliardów metrów sześciennych błękitnego paliwa rocznie.

Znaczne ilości gazu będą też dostarczane do sąsiednich krajów. W rezultacie za rok-półtora Niemcy przekształcą się w największy gazowy hub Europy. Jedyną przeszkodą jest trzeci pakiet energetyczny UE, ale Berlin aktywnie pracuje nad jego usunięciem.

Zobacz również:

Gazprom się reorganizuje, aby efektywniej eksportować gaz
Polska „broń" przeciwko Rosji
Europa może odwrócić się od Ukrainy
Tagi:
Nord Stream-2, Mateusz Morawiecki, Angela Merkel, Polska, Niemcy, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz