09:03 19 Wrzesień 2018
Na żywo
    Statua Wolności

    Były kongresmen: „Nie możemy ciągle rządzić światem" (wywiad na wyłączność)

    © Fotolia / olly
    Opinie
    Krótki link
    9481

    W wywiadzie na wyłączność dla Sputnika były amerykański kongresmen Ron Paul poruszył szereg tematów, takich jak rezultaty pierwszego roku prezydentury Donalda Trumpa, sytuacja w Syrii i wznowienie dyskusji nt. dostępu do broni po strzelaninie w jednej ze szkół na Florydzie.

    — Jak Pan ocenia już ponad roczne sprawowanie władzy przez Donalda Trumpa na stanowisku prezydenta USA?

    Prezydent USA Donald Trump w ogrodzie Białego Domu
    © AFP 2018 / Brendan Smialowski
    — Przeciętnie. Wykonywał swoją pracę chyba nie gorzej od innych, chociaż nie sądzę, aby prezydenci rzeczywiście mieli obecnie dużą kontrolę nad sytuacją. Czego nie powie się o tak zwanej „tajnej władzy" (deep state), zakulisowych działaczach politycznych i rządzie cieni, którzy kontrolują nasz system pieniężny, politykę zagraniczną i dobrobyt, ludziach, którzy są związani z mass mediami oraz kompleksem wojskowo-przemysłowym.

    Uważam, że gdyby Trump pozostał wierny swoim poglądom i nawiązywał inne niż obecne stosunki z Rosją, nakazał wycofać amerykańskie wojska i nie zaostrzać sytuacji — nikt by go po prostu nie tolerował i mogłoby się coś wydarzyć.

    — Niejednokrotnie mówił Pan, że teraz, kiedy terytorium Syrii kontroluje tak wiele państw, dla samych Syryjczyków zostało niewiele. Jak Pan sądzi, czy są szanse, że siłom rządowym uda się odzyskać kontrolę nad krajem?

    — Takie szanse istnieją i myślę, że Syria była, jest i będzie, pytanie polega tylko na tym, co to będzie za Syria. Obecnie ciężko jest wszystko przewidzieć i stwierdzić z pewnością, że wszyscy ci, którzy wkroczyli do Syrii, m.in. Turcja, Izrael i USA, wycofają się z tego kraju.

    —  Na przedmieściach Damaszku we Wschodniej Gucie trwa kampania wojskowa, którą zachodnie media porównują do Srebrenicy, do tego, co wydarzyło się w Bośni. Jak cała ta sytuacja jest przedstawiana na Zachodzie? Czy Amerykanie wiedzą, co tam się naprawdę dzieje?

    — Myślę, że w pewnym stopniu może to być dobra wiadomość… Jak Pan przecież wie, wyzwolenie Aleppo rozpatrywano jako odzyskanie syryjskiego terytorium, wielu ludzi wróciło do swoich domów. Wszyscy mówili, że „prezydent Syrii Asad chce zabijać Syryjczyków i truć ich gazem", tym niemniej wszyscy ci ludzie wrócili po tym, jak skończyły się działania wojenne.

    Tak więc możliwe, że jest to jeden z ostatnich „przyczółków" antysyryjskich sił, przynajmniej dla tej części Syrii, gdzie wpływ Asada jest większy…

    — ONZ komentuje to, aby podkreślić, jak bardzo zła jest sytuacja w Syrii, zwłasza we Wschodniej Gucie. Jednak w irackim Mosulu sytuacja również była tragiczna, co potwierdzają niedawne nagrania wideo, na których widać rezultaty amerykańskich nalotów. Gdzie Pana zdaniem było wtedy ONZ?

    — Od ostatnich kilkudziesięciu lat prowadzimy politykę, skierowaną na to, aby być dominującą potęgą. Wywieramy presję na ludzi —  jeśli robią to, co mówimy, wysyłamy im więcej pieniedzy, ponieważ sami możemy drukować światową walutę.

    A jeśli nas nie słuchają, to musimy wówczas brać udział w niewielkiej agresji i bombardować. Od pierwszego dnia, kiedy to wszystko zaczęło się jeszcze w 1998 roku, opowiadałem się przeciwko sankcjom wobec Iraku, mówiłem, że może to doprowadzić do wojny.

    Prędzej czy później zbankrutujemy. Nie sądzę, że nagle zaczniemy prowadzić rozsądną politykę zagraniczą i myślę, że najważniejszą rolę odegra właśnie czynnik finansowy. Wydaje mi się, że stosunek do Stanów Zjednoczonych również zaczął się zmieniać; był czas, kiedy witano nas z otwartymi ramionami i my sami próbowaliśmy pomagać ludziom, a teraz staramy się coraz bardziej rozszerzać nasz wpływ na całym świecie.

    — Odnośnie kwestii dostępu do broni: powiedział Pan, że ci, którzy domagają się, aby broń została odebrana przeciętnym obywatelom milczą, kiedy mowa jest o władzy, strzelającej do niewinnych ludzi. Jak Pan myśli, dlaczego tak się dzieje?

    — Ponieważ są zwolennicy władzy autorytarnej, którzy uważają, że broń należy do rządu. Są i ci, którzy wierzą w wolne społeczeństwo i mówią, że obywatele muszą posiadać broń i że rząd powinien bać się ludzi.

    Nie oznacza to, że państwo nie powinno mieć możliwości obrony: ludzie po prostu zasługują na broń, ponieważ koniec końców problem, który istnieje od zawsze dotyczy nadużyć ze strony rządu, wymierzonych w wolność obywateli.

    Uważam oczywiście, że osobiste bezpieczeństwo jest sprawą nadrzędną i myślę niekiedy, że nauczyciele czy inni pracownicy szkół mogliby mieć broń.

    Spójrzcie, do czego służy broń w rękach naszego rządu — dlaczego nie martwi nas to, że tylu niewinnych ludzi ginie z powodu naszych bomb i naszej ingerencji w życie innych narodów w różnych krajach?

    Tam zabitych jest o wiele więcej, niż w strzelaninach w szkołach. Nie oznacza to jednak, że nie interesują mnie szkoły, jednak ci, którzy mają takie poglądy, nie powinni być tak niekonsekwentni w swoich argumentach.

    Były przedstawiciel USA Ron Paul
    © AFP 2018 / Brendan Smialowski
    Były przedstawiciel USA Ron Paul

    Zobacz również:

    Ukraina 57. stanem USA?
    Tel Awiw tłumaczy stratę swojego myśliwca w Syrii
    Czy porozumienie między USA i Korą Północną jest możliwe?
    Rosyjskie wojsko dostarczyło pomoc humanitarną do syryjskiego sierocińca
    Merkel i Macron apelują do Putina ws. Syrii
    Dlaczego USA interesują się wyborami w Rosji?
    Rosja zagroziła ostrą reakcją na próby zerwania uregulowania w Syrii
    USA ostrzegły Turcję przed konsekwencjami zakupu S-400
    USA: Rosja przeprowadziła cyberataki na serwery Olimpiady
    Tagi:
    polityka, konflikt, wojna, Aleppo, Irak, Izrael, Syria, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz