06:55 19 Październik 2018
Na żywo
    Centrum Polskiego Języka i Kultury na Piatigorskim Uniwersytecie Państwowym

    Polska Ambasadorka: Idą ludzie i słyszymy: „O! Polacy!"

    © Zdjęcie : Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    Opinie
    Krótki link
    Roman Wojciechowski
    4472

    Odchodzi pokolenie entuzjastów, na których Polonia się opierała. Wszystko bierze na swoje barki parę „nienormalnych osób". Helena Brodowska - wiceprezes Narodowo-Kulturalnej Organizacji Społecznej Kraju Stawropolskiego, Związek Polaków na Kaukaskich Wodach Mineralnych.

    —  Jak jesteście odbierani w Piatigorsku?

    — Polonia nie jest tak liczna jak organizacje Ormian, Greków, Osetyjczyków, bo ich są tysiące, a nas, Polaków, można policzyć na palcach.

    Staramy się jednak być widoczni na wszystkich imprezach, mamy swój namiot, częstujemy potrawami kuchni polskiej — z obowiązkowym bigosem — śpiewamy polskie pieśni. Wypadamy nie gorzej niż inne organizacje, może dlatego, że na tle narodów Kaukazu wyglądamy egzotycznie.

    —  Z powodu ludowych strojów?

    — Również. Na przykład z okazji Dnia Miasta dajemy koncert, idą ludzie i słyszymy: „O! Polacy!"

    Wśród nich zdarzają się też turyści z Polski. Dzięki temu, że nas widać, przyjeżdżali także polscy ambasadorowie.

    —  I co z tych spotkań pozostawało oprócz uściśnięcia ręki?

    — Dla nas to i tak naprawdę dużo. Proszę jednak nie myśleć, że występowanie na różnych imprezach to nasza główna działalność. Prowadzimy szkołę sobotnio-niedzielną, zajęcia odbywają się dodatkowo w czwartki, dla najmłodszych nauka języka polskiego to śpiewanie, bo dopiero uczą się pisać.

    —  Kto na nie przychodzi?

    — Z babcią przychodzi mały wnuczek, przychodzi też 15, 17-letnia młodzież. Najstarsza uczennica ma 75 lat.

    Jak młodzi odnoszą się do folkloru? Żyjemy w dobie gier komputerowych, popkultury, a tu tańce, pieśni i stroje ludowe. Nazwy zespołów „Strumyk", „Niezapominajki"…

    Podchodzą do tego z ciekawością, traktują jak zabawę. Jeśli nie chcieliby — to by nie śpiewali, nikt młodych nie zmusi. Są też zajęcia z historii Polski, są różne kółka zainteresowań, między innymi kółko fotograficzne…

    —  Gdyby tak członkowie kółka fotograficznego z Piatigorska mogli zrobić plener zdjęciowy w Krakowie…

    — Ha! Marzenie ściętej głowy. Niestety, na razie nie mamy takich możliwości.

    —  Powiedziałem to specjalnie, bo w wywiadzie prasowym nie będzie słychać pani głębokiego westchnienia.

    — Niech pan da spokój!

    —  Jak się układa współpraca z lokalnymi władzami i instytucjami?

    — Dostaliśmy od miasta lokal na biuro, nawet zwolniono nas z opłat za czynsz. Napisaliśmy list do rektora uniwersytetu w Piatigorsku z prośbą o otwarcie wydziału, na którym język polski mógłby być nauczany jako dodatkowy. Nas nie byłoby stać na zatrudnienie nauczyciela z Polski.

    Rektor zaakceptował propozycję i w 2008 r. powstało Centrum Języka i Kultury Polskiej przy Wyższej Szkole Języków Europejskich. Dziś studenci mogą studiować język polski na wydziałach tłumaczeń i filologicznym.

    Centrum Polskiego Języka i Kultury na Piatigorskim Uniwersytecie Państwowym
    © Zdjęcie : Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    Centrum Polskiego Języka i Kultury na Piatigorskim Uniwersytecie Państwowym
    —  I nie są to wyłącznie studenci z polskimi korzeniami.

    — Tak, chcą się uczyć polskiego, bo to dla nich jest ciekawe. Dotychczas mieli do wyboru angielski, niemiecki, hiszpański, a tu raptem polski.

    Uniwersytet organizuje spotkania i wieczorki związane z tematyką polską — robimy to wspólnie albo sami i możemy korzystać z sal bez opłat.

    —  Jak rozległa jest wiedza członków związku o Polsce? Co o niej myślą?

    — Polska jest ich ojczyzną historyczną i oni w żaden sposób nie mogą o niej źle mówić! Bo jeśli będą źle mówili o niej, to będą źle mówili o sobie. Co wiedzą? To zależy, czy jest to osoba dorosła, czy dziecko. Są takie organizacje, w których ludzie wiedzą, że mają polskie korzenie, ale nie potrafią ani słówka po polsku powiedzieć. Natomiast dzieci, gdy wyjeżdżają do Polski, są ciekawe wszystkiego, biorą udział w imprezach, konkursach.

    —  Dużo osób wyjeżdża na te imprezy?

    — Zazwyczaj chętnych mamy sporo, zgłaszamy 20-25 osób, ale Wspólnota Polska może dofinansować wyjazd dla dwóch-trzech osób… A kogo dziś stać na opłacenie przejazdu, hotelu, pobytu?

    —   Interesujecie się wydarzeniami politycznymi w Polsce?

    — Polityką interesują się niektórzy, przeważnie starsi mężczyźni, oni coś na ten temat czytają. Jednak zawsze podkreślam — jesteśmy stowarzyszeniem narodowo-kulturalnym i polityka nas nie obchodzi.

    —  Jakiego wsparcia oczekujecie od polskich władz?

    — Powiem szczerze… Kiedyś byliśmy szczęśliwsi.

    — ?

    — Tak, bo biedny człowiek nie ma nic do stracenia, a teraz jest biuro, które trzeba utrzymać, coś naprawić, posprzątać. Nie każdy chce to robić, ale każdy chciałby przyjść i porozmawiać o korzeniach. Wcześniej było inaczej, każdej organizacji wydzielano pewną kwotę i mogła się sama rządzić. Dziś składamy wnioski na konkretny projekt i najgorzej, gdy impreza ma się odbyć wiosną, a pieniądze przychodzą jesienią lub zimą.

    —  Do kogo występujecie o wsparcie?

    — Głównie do Pomocy Polakom na Wschodzie i do Wspólnoty Polskiej.

    Niedawno od Pomocy Polakom na Wschodzie dostaliśmy pieniądze na remont i utrzymanie biura, utrzymanie strony internetowej, wydawanie kwartalnika „Polonia Kaukaska". Pozostają jednak opłaty bieżące, organizacja imprez, działalność szkoły niedzielnej, zespołów tanecznych, kółek zainteresowań.

    W latach 2009-2011 organizowaliśmy w Piatigorsku seminaria dla nauczycieli polonijnych, ale po kilku latach nie mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy.

    Od 2012 r. zajęła się tym ambasada RP, z takim skutkiem, że w tym roku była ostatnia konferencja nauczycieli języka polskiego. Powiedziano nam: brak pieniędzy.

    Kiedyś z tą współpracą było inaczej. Jesteśmy ogromnie wdzięczni Pomocy Polakom na Wschodzie i Wspólnocie Polskiej za wieloletnią pomoc oraz współpracę. Bez tego ciężko byłoby nam działać.

    Liczymy, że nie zapomną o nas w tych trudnych czasach.

    Rosja. Polonia. Piatigorsk
    © Zdjęcie : Helena Brodowska
    Rosja. Polonia. Piatigorsk
    —  Kto do was przychodzi?

    — Bywa, że przychodzą tacy, którzy chcą od nas coś wziąć. Pierwsze pytanie: Co może pani nam dać? Może nam pani pomóc w otrzymaniu karty Polaka?

    A ja wtedy pytam: Czy możecie powiedzieć, co chcecie nam dać? Mówię: Macie polskie korzenie? Macie dokumenty? To możecie bez naszej pomocy złożyć papiery w ambasadzie. Jeżeli nie macie dokumentów, musicie popracować na rzecz Polonii przez trzy lata.

    —  Ale może na tym też polega wasza misja?

    — Mnie się wydaje, że naszą misją jest pomóc tym, którzy zasługują na pomoc. Jeśli człowiek zadzwoni i pyta: Gdzie jesteście? Co robicie? Mówi, że ma polskie korzenie i chce coś robić, to inna sprawa.

    —  Jesteście w Piatigorsku widoczni, dobrze układa się współpraca z lokalnymi władzami i instytucjami. Przybywa członków?

    — Niestety, ze smutkiem muszę stwierdzić, że nie. Ludzie wyjeżdżają za pracą tam, gdzie jest lepiej — do Sankt Petersburga, Moskwy, do Polski, do innych krajów. Brakuje liderów, bardzo bym chciała przekazać władzę młodym, ambitnym, niech wszystkim się zajmują. Ja nie mam już tyle sił, ale to na razie pozostaje marzeniem, bo młodzi ludzie nie są zainteresowani pracą społeczną, za którą nie będą otrzymywać ani grosza.

    Odchodzi pokolenie entuzjastów, wyjechało dużo ludzi, na których Polonia się opierała. Sporo ludzi już nie żyje.

    Być może dlatego tak bardzo trzymamy się jeden drugiego, znamy się tyle lat… Może czasem człowiek jest zmęczony, może chciałby już sobie dać spokój, ale te więzi trzymają. Wszystko bierze na swoje barki parę nienormalnych osób.

    —  Takich jak pani?

    — Też…

    —  Jakie plany na przyszłość?

    — Żyć dalej… Uczyć dzieci, organizować wspólnie imprezy, pomagać członkom związku, pomagać sobie. Polonia jest jak duża rodzina, jedni zostają, inni wyjeżdżają.

    Roman Wojciechowski, polski publicysta, Piatigorsk — Warszawa

    Tekst jest publikowany za zgodą autora. Oryginał pierwotnie ukazał się w tygodniku opinii Przegląd.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Polska Ambasadorka: Jestem Polką, Rosjanką, Ukrainką i Osetyjką
    Kaukaz oczami Polaka: Bez uprzedzeń
    Aleksiej Martynow: Polska popycha UE do zmiany Kodeksu Schengen
    «Polonia poczuła, że naprawdę jest w ojczyźnie»
    „Putin wygrał bitwę o Krym"
    „Ramzan siła" - przywitali nas na górskim szlaku
    Swiridowa wiara w Polskę
    Rosja na światowych igrzyskach polonijnych w Toruniu
    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Biesłan. Miasto Aniołów
    Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
    Beton czy kwiaty: Moskwa i Grozny wzorem dla Torunia
    Janusz Korwin-Mikke: „Ramzan Kadyrow to bardzo rozsądny człowiek"
    Polonizacja gdańskiej „kolebki" im. Lenina
    Putin: Żadne systemy obrony przeciwrakietowej nie są dla nas przeszkodą
    Tagi:
    Polonia, kultura, Związek Polaków na Kaukaskich Wodach Mineralnych, Związek Polaków w Piatigorsku, Fundacja im. Aleksandra Gorczakowa, Przegląd, Helena Brodowska, Piatigorsk, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz