12:36 20 Kwiecień 2018
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 13°C
Na żywo
    Bartłomiej Misiewicz

    Misiewicz tankuje. Z naszej kieszeni

    CC0
    Opinie
    Krótki link
    Tomasz Dudek
    4119

    Wyszło na jaw, ile kosztowało paliwo do auta, które jako rzecznik MON miał do swojej wyłącznej dyspozycji Bartłomiej Misiewicz. Kwota poraża.

    Smog nad Warszawą. Zdjęcie archiwalne
    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    To dokładnie 57, 5 tysiąca złotych w ciągu roku. Wychodzi ponad 5 tys. kosztów benzyny miesięcznie. W ciągu dwunastu miesięcy auto Misiewicza „wyjeździło" 95 tysięcy kilometrów (to odległość, której potrzeba aby dwukrotnie okrążyć Ziemię). Podobno najwięcej Misiewicz „wyjeździł" tuż przed swoim odejściem z MON czyli rok temu. W lutym 2017 koszty paliwa przekroczyły 7 tysięcy złotych. A to wszystko rzecz jasna z kieszeni podatnika.

    Tak wynika z odpowiedzi, której Ministerstwo Obrony Narodowej udzieliło na interpelację posła Krzysztofa Truskolaskiego z Nowoczesnej. Zapytał on, ile dokładnie kosztowały podróże Misiewicza. Poseł miał nosa. Wychodzi bowiem na to, że ówczesny ulubieniec Antoniego Macierewicza spędzał w służbowej limuzynie całe dnie.

    W ramach decyzji ówczesnego szefa MON z lutego 2016 „w sprawie zasad korzystania ze służbowych samochodów byłemu rzecznikowi resortu obrony w ramach karty drogowej A" Bartłomiejowi Misiewiczowi „przysługiwał pojazd służbowy do wyłącznej i pełnej dyspozycji i bez ograniczenia limitu kilometrów". Bartosz Kownacki, który napisał odpowiedź na interpelację posła Nowoczesnej, poczuł się w obowiązku podkreślić, iż auto „Misia" było całkowicie bezawaryjne i poza kosztami paliwa żadnych dodatkowych nakładów nie generowało.

    Dziennikarz Tomasz Skory z RMF Fm wyliczył, że Misiewicz musiał przejeżdżać dziennie około 300 kilometrów. „W zasadzie musiał biedak mieszkać w limuzynie!" — podsumował redaktor na Twitterze.

    Ciemne chmury zebrały się również nad Misiewiczem w związku z aferą o karty kredytowe MON, z których wydano około 15 milionów złotych. Inny poseł, również z Nowoczesnej — Piotr Misiło, zwrócił się do resortu z zapytaniem o wydatki „Misia" z tego tytułu. Posunął się jednak ciut za daleko, argumentując w jednym z telewizyjnych programów, iż chciałby się dowiedzieć „czy przypadkiem pan Misiewicz nie płacił służbowymi kartami za narkotyki w klubach".

    To rozjuszyło byłego rzecznika i byłego szefa Gabinetu Politycznego Antoniego Macierewicza. Misiewicz oświadczył, iż pozwie posła do sądu, zapewnił też, że nie posiadał służbowej karty kredytowej i że „jako szef Gabinetu Politycznego w MON przez cały okres nie wydał ani złotówki z funduszu reprezentacyjnego".

    Marihuana
    © AFP 2018 / Josh Edelson
    Internetowa jatka na Twitterze trwa od kilu dni. Bartłomiej Misiewicz poinformował: „Występuję oficjalnie do TVP z prośbą o udostępnienie mi uwierzytelnionego nagrania programu Woronicza 17 i chcę wystąpić do sądu z pozwem przeciwko panu Misiło". Na to poseł opozycji odpowiedział mu w tym samym medium: „Zapraszam Misiu. Warto aby Polacy zobaczyli jak niekompetentni urzędnicy, tacy ja ty, wydają publiczne pieniądze" — i wkleił zdjęcie okładki „Faktu" z 2016, kiedy głośno było o nocnym życiu i hulankach młodego polityka.

    Stare porzekadło mówi: „Nieważne co o tobie mówią, ważne, aby nie przekręcali nazwiska". Bartłomiej Misiewicz najwyraźniej wziął sobie do serca tę radę równie mocno, jak fakt, że samochód, którym dysponował nie miał „ograniczeń kilometrowych".

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Znowelizowana ustawa o IPN już działa: pozew przeciwko argentyńskiemu dziennikowi
    Lwów: Marsz pod antypolskimi sloganami
    Mieszkanie minus
    Tagi:
    benzyna, budżet, MON, Bartłomiej Misiewicz, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz