11:02 19 Grudzień 2018
Na żywo
    Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych

    Ofiary terroru „Wyklętych"

    © Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
    Opinie
    Krótki link
    Piotr Nowak
    4118810

    W grudniu 1946 roku na urząd, w którym pracowała Łucja Anatolak napadło komando tzw. żołnierzy wyklętych. Skrępowali jej ręce drutem i ciągnęli przez podwórze. Zawieźli do pobliskiej wsi Kot, gdzie znęcali się nad nią kilka dni. Potem spalili. Żywcem.

    Polska, 1946. Właśnie minęła pierwsza spokojna wiosna, a potem pierwsze lato bez strachu, który towarzyszył ludziom przez poprzednich lat sześć.

    Społeczeństwo jest obolałe; zbiorowa i indywidualna trauma.  Każdy stracił kogoś bliskiego, wielu ma nadzieję, że ci, na których czekają, jeszcze wrócą. Kraj jest podnoszony z gruzów po wojennej katastrofie. Odbudowywana jest infrastruktura drogowa, powstają nowe szkoły, urzędy, wznoszone są pierwsze fabryki i zakłady pracy.

    Czego najbardziej pragnie społeczeństwo? Spokoju, stabilizacji i wsparcia socjalnego ze strony państwa.

    Mało kogo obchodzi, czy orzeł będzie mieć na głowie koronę. Ludzie chcą pracy i dachu nad głową. A także reformy rolnej, która ostatecznie zniosła relikty feudalizmu.

    Łucja Anatolak miała 15 lat, kiedy kraj najechali naziści. W Polsce Ludowej szybko odnalazła swoje miejsce. W 1946 roku rozpoczęła pracę jako sekretarka w Urzędzie Gminy Piotraszewo w powiecie Lidzbark Warmiński. Można sobie wyobrazić, jak szczęśliwe musiały być to chwile dla 22-latki. Pierwsze zarobione pieniądze, wakacje, spokój, którego tak brakowało.

    W grudniu 1946 roku na urząd, w którym pracowała Łucja napadło komando tzw. żołnierzy wyklętych. Skrępowali jej ręce drutem i ciągnęli przez podwórze. Zawieźli do pobliskiej wsi Kot, gdzie znęcali się nad nią kilka dni. Potem spalili. Żywcem. Na oczach miejscowej społeczności. Łucja była członkinią Polskiej Partii Robotniczej oraz Związku Walki Młodych. To był jej kraj, uczestniczyła w jego odbudowie, czuła się obywatelką Polski Ludowej.

    Łucja Anatolak przez lata była patronką jednej z ulic w Ostródzie. Jej historia to dla mieszkańców Warmii symbol tragedii tamtych czasów — przemocy wymierzonej w Polaków, których jedyną winą była identyfikacja z odrodzoną ojczyzną. Warto pamiętać, że okrucieństwa były popełniane w imię majaczenia o restytucji poprzedniego porządku.

    To właśnie „wyklęci" zastraszali i nierzadko zabijali chłopców, którzy przyjęli ziemię z rozparcelowanych majątków obszarniczych. To oni niszczyli linie kolejowe i wysadzali w powietrze mosty, które lud dopiero co odbudował.

    Były prezydent RP, Lech Wałęsa
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Teraz mordercy stawiani są na cokołach, a aparat propagandowy: media i edukacja przerabia ich na bohaterów.

    Nie ma już ulicy Łucji Anatolak w Ostródzie. Funkcjonariusze IPN uznali, że ofiary terroru „Wyklętych" trzeba wyrugować z powszechnej świadomości. 

    W 2018 roku państwo zupełnie otwarcie staje po stronie morderców, a pomordowanych obarcza winą za własną śmierć.

    Piotr Nowak, polski publicysta, Warszawa

    Tekst jest publikowany za zgodą autora. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Strajk.eu.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Rzeczpospolita na wzór i przykład IPN
    Przekleństwo wyklętych
    Wszystkich nas IPN nie zamknie
    Wakacje z Wyklętymi. Zamiast Pokemonów
    IPN wypuścił dżina antysemityzmu
    187 zniczy dla 187 ofiar „Wyklętych"
    11-latki bawią się w „wyklętych"
    Wołyń tematem wyklętym III Rzeczpospolitej w relacjach Polski i Ukrainy
    Warszawa: IPN panem życia i śmierci
    Kontrowersyjny marsz ku czci pamięci żołnierzy wyklętych w Hajnówce
    Tagi:
    Żołnierze Wyklęci, polityka, historia, Instytut Pamięci Narodowej, Rząd RP, Łucja Anatolak, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz