06:44 18 Październik 2018
Na żywo
    Kobieta z norką

    Polki kochają norki. Żywe

    © Depositphotos / Violanda
    Opinie
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    43310

    Obrońcy zwierząt triumfują. W środę sejmowa komisja ustawodawcza pozytywnie zaopiniowała do dalszych prac dwa projekty nowelizacji ustawy zwiększającej prawną ochronę zwierząt. I zapewne nie zwrócono by większej uwagi na ten dokument, jeśliby nie zapis o zakazie hodowli zwierząt na futra, a konkretnie norek.

    Mężczyzna z pistoletem
    © Sputnik . Mikhail Mordasov
    Właśnie ta kwestia stała się przedmiotem ostrej polemiki w przestrzeni publicznej między jej przeciwnikami i zwolennikami — czyli właścicielami ferm zwierząt futerkowych i obrońcami praw zwierząt. W dyskusję zaangażowali się i politycy, i nawet uczeni. Stowarzyszenie „Otwarte klatki", którego dewiza głosi „Twórz z nami świat wolny od cierpienia", opowiada się za likwidacją ferm norek. Dlaczego? Wyjaśnień na ten temat udzieliła Sputnikowi aktywistka Stowarzyszenia Marta Jarosiewicz.

    — Na stronie stowarzyszenia „Otwarte Klatki" można obejrzeć drastyczne wideo z ferm zwierząt futerkowych. Jakie są warunki hodowli, co jest złe na tych fermach?

    — Zwierzęta są pozamykane w maleńkich klatkach, w długich pawilonach, i nie są to warunki, które mogłyby im zapewnić chociażby minimalne potrzeby dobrostanowe. Norki amerykańskie, lisy to są zwierzęta dzikie, które w naturze mają ogromne terytorium. W dodatku norki korzystają ze zbiorników wodnych, żyją w pobliżu jezior, a lisy potrzebują nor, w których się chowają, żeby normalnie funkcjonować i żyć. Przez to, że są pozamykane w tak maleńkich klatkach i ustawione obok siebie, popadają w różne choroby. Najpowszechniejszą z nich jest stereotypia, która objawia się tym, że zwierzęta wykonują te same ruchy, rzucają się na pręty klatki, tym samym okaleczając się i powodując różne zranienia. Znane są też przypadki kanibalizmu, zwierzęta zabijają się nawzajem, albo odgryzają sobie części ciała — jest to po prostu straszny widok. Trzeba zaznaczyć, że nie są to rzadkie wyjątki na nielegalnych fermach, a po prostu standard na każdej, nawet największej i najnowocześniejszej fermie w Polsce.

    — Cierpienie jest koronnym argumentem Państwa organizacji w walce o zakaz hodowli zwierząt futerkowych — mówiąc o cierpieniu zwierzątek, mają Państwo oczywiście rację. Ale kontrargument brzmi tak: czy nie interesuje Was los właścicieli i pracowników ferm, którzy też ucierpią ze względu na straty w biznesie? Mowa jest np. o zaciągniętych kredytach czy możliwości utraty pracy.

    — Oczywiście rozumiemy, że jest to długotrwały proces i dlatego też oba projekty nowelizacji ustawy o ochronie praw zwierząt zakładają tak zwany okres przejściowy, ale znowu należy na to spojrzeć z drugiej strony: w Europie zakazy hodowli zwierząt na futra były wprowadzane od lat. Wielka Brytania wprowadziła taki zakaz już w 2000 roku. Przedsiębiorcy, którzy, co jest rzeczą naturalną, orientują się w rynku, mogli przewidywać, że coś takiego się stanie. Hodowla zwierząt futerkowych w Polsce była stosunkowo tania, dlatego na tę hodowlę nastąpił tak ogromny boom. I oczywiście, że nie chcemy, aby ktokolwiek na tym ucierpiał, ale trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o ludzi, to cierpią teraz nie tylko hodowcy, którzy nagle dowiedzieli się, jak twierdzą, że taki zakaz może zostać wprowadzony, ale przede wszystkim mieszkańcy wsi, którzy protestują od lat przeciwko fermom. W tej chwili było już ponad 140 protestów w całej Polsce. Ludzie skarżą się na plagi much czy na niewyobrażalny smród. Nawet dla osób, które mieszkają na wsi i liczą się z pewnymi niedogodnościami, są to rzeczy, które utrudniają codzienne życie, dlatego ludzie są ogromnie zdesperowani i protestują niekiedy miesiącami.

    — Opowiedziała Pani o reakcji ludzi, którzy mieszkają w pobliżu tych ferm, a co sądzą w ogóle sami obywatele na ten temat? Czy przeprowadzają Państwo jakieś sondaże?

    — Sondaże są przeprowadzane przez zewnętrzne instytucje i pokazują one, że Polacy od dawna nie chcą ferm futerkowych, poparcie społeczne jest bardzo duże. Polacy najczęściej w futrach nie chodzą, to nie są produkty, które są kupowane na bieżąco w dużej ilości — ewentualnie są to dodatki do odzieży. Należy również zwrócić uwagę na aspekt ekonomiczny dla kraju — Polska jest tylko producentem skórek, czyli zabija się tutaj ponad 8 mln zwierząt, cały ten brud z produkcji, z ich chowu zostaje u nas, a wszystko to wyjeżdża na eksport i najwięcej zysków czerpią oczywiście ci, którzy sprzedają gotowy produkt, właśnie w postaci futra.

    A jeśli chodzi o ekologię, to futro naturalne nie jest oczywiście ekologiczne — trzeba po pierwsze wyhodować zwierzęta, które są mięsożerne — a to też ma znaczenie z różnych względów, a potem jeszcze potraktować je środkami chemicznymi (żeby skórki nie zgniły).

    — W 2013 roku stowarzyszenie „Otwarte Klatki" opublikowało nagrania dokumentujące obecność okaleczonych i rannych zwierząt na największych fermach futrzarskich w Polsce. Część materiałów pochodziła z fermy Rajmunda Gąsiorka, prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. Był pozew o zniesławienie, ale Sąd Rejonowy w Gnieźnie wydał wyrok uniewinniający i oczyścił zarząd stowarzyszenia z zarzutów zniesławienia prezesa. Krótko mówiąc, wygrali Państwo w sądzie z „królem norek". Czy to dobry znak dla obrońców norek i innych zwierząt futerkowych?

    — Myślimy, że jest to bardzo dobry znak, możemy wierzyć w niezawisłość polskich sądów. Sąd opowiedział się po prostu po stronie prawdy.

    Brigitte Bardot
    © Zdjęcie : Fondation Brigitte Bardot
    — I ostatnie pytanie — czy w tej wojnie, bo to rzeczywiście jest już podobne do jakiejś wojny, możliwy jest w ogóle kompromis? Jak Pani sądzi?

    — Hodowcy powiedzieliby, że kompromisem jest po prostu zostawienie ich w spokoju i pozwolenie na prowadzenie biznesu, na którym robią ogromne pieniądze. Dla nas, jak również dla mieszkańców wsi, którzy na tym cierpią na co dzień, jest to niedopuszczalne. Trzeba dać odpocząć nie tylko zwierzętom, które są traktowane w potworny sposób, ale także mieszkańcom wsi w pobliżu ferm, których się zupełnie nie szanuje i pomija w całej tej ogromnej dyskusji — powiedziała aktywistka Stowarzyszenia „Otwarte klatki" Marta Jarosiewicz.

    Po rozmowie z jedną ze stron polemiki na temat zakazu hodowli norek chciałam przedstawić stanowisko drugiej strony, ale, niestety, przedstawiciele hodowców i producentów norek nie udzielili zgody na wywiad. A szkoda, bo mają wiele do powiedzenia. Ich argumenty to zyski dla budżetu państwa ze sprzedaży ponad 8 milionów skór rocznie, to duma, że Polska zajmuje II miejsce w Europie wśród producentów (ustępuje tylko Duńczykom). Zakaz hodowli oznaczałby utratę biznesu przez właścicieli ferm, a przez pracowników — pracy.

    Dyskusja się toczy, a wyniki sondaży są wymowne, bo prawie 70% Polaków jest przeciwko hodowli zwierząt futerkowych. Wśród nich 73% — to kobiety.

    Zobacz również:

    Talibowie będą współpracować z PI?
    Ambasador Rosji Aleksandr Jakowenko o wydaleniu rosyjskich dyplomatów z Wielkiej Brytanii
    Wybuch w polskiej firmie pod Pragą, są ofiary
    Tagi:
    futro, obrona, ekologia, zwierzęta, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz