18:52 18 Sierpień 2018
Na żywo
    Zwolennik prezydenta USA Donalda Trumpa

    Cambridge Analytica „we wschodnioeuropejskim kraju"

    © REUTERS / Joshua Roberts
    Opinie
    Krótki link
    1100

    Choć afera Cambridge Analytica, mająca u źródła upublicznianie informacji na temat użytkowników Facebooka w celu ich dalszej sprzedaży agencjom politycznym, skupia się na udziale Donalda Trumpa w wyborach, po raz pierwszy strategia została wdrożona w czasie kampanii informacyjnej Baracka Obamy przed wyborami prezydenckimi w 2012 roku.

    Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas przemówienia w bazie wojskowej Miramar w San Diego
    © AFP 2018 / Mandel Ngan
    Partia Demokratyczna zastosowała taktykę wyprzedzającą dzięki temu, że miała do swojej dyspozycji znacznie więcej informacji o wyborcach, niż miała je kiedykolwiek agencja Cambridge Analytica — wyjaśnił jeden z ekspertów na antenie programu Sputnik Loud & Clear. To pokazuje, że „summa summarum" sęk tkwi w tym, że afera Cambridge Analytica w żaden sposób nie wpłynęła na wybory.

    Wykorzystywanie danych użytkowników Facebooka nie jest strategią właściwą jednej tylko partii albo jednemu kandydatowi. To standardowy algorytm pracy informacyjno-centrycznych kampanii politycznych w USA.

    W dwóch słowach, skandal rozwijał się w sposób następujący: pracownik naukowy Uniwersytetu w Cambridge zapłacił kilkuset tysiącom użytkowników Facebooka za udział w badaniu w 2014 roku. Warunki badania pozwalały mu zbierać dane o użytkownikach Facebooka, w tym listy przyjaciół. W tym roku natomiast Cambridge Analytica, której wiceprzewodniczącym od czerwca 2014 roku do wiosny 2016 roku był Stephen Brannon, były strateg kampanii wyborczej Trumpa, kupiła ten pakiet danych o pięćdziesięciu milionach użytkowników Facebooka.

    Gwiezdne Wojny
    © Zdjęcie : PIxabay
    Agencja odmówiła wykorzystywania informacji pochodzących z Facebooka, aby pomóc Trumpowi.

    W grudniu 2012 roku reporter Sasha Issenberg w swojej wiadomości dla portalu MIT Technology Review opowiedział o tym, jak efektywna kampania Obamy, która doprowadziła go do drugiej kadencji, opierała się „masie danych pozyskanych w celu zjednoczenia wyborców".

    „Po wygranej Obamy stało się głośno na temat jego kampanii wyborczej, a to za sprawą użytych w niej technologii — duża część kampanii była opracowana przez specjalny zespół programistów kodujących i inżynierów. Zespół ten dokonał rewizji tego, jak ludzie mogą wykorzystywać Internet, sieci społecznościowe i smartfony w celu uczestniczenia w procesie politycznym" — napisał Issenberg.

    Niektóre nowinki były niewinne. Na przykład agitatorzy wnosili zebrane dane z pomocą aplikacji w smartfonie zamiast udać się do sztabu wyborczego. Jedną z taktyk zrewidowanych przez zespół było utworzenie specjalnego protokołu, który badał profile zwolenników Obamy, poszukując ich przyjaciół, których firma chciała zarejestrować, zmobilizować i przekonać" — czytamy w wiadomości.

    Według słów eksperta badającego to, jak platformy internetowe wpływają na zachowanie wyborców, bardzo możliwe, że działania Cambridge Analytica na Facebooku odbiły się na wynikach wyborów bardziej niż platforma Google wykorzystywana w celu wsparcia kandydatki z ramienia Partii Demokratycznej Hillary Clinton.

    Badacz i psycholog Amerykańskiego Instytutu Badań Zachowania i Technologii Robert Epstein oświadczył, że wgrana w Google umiejętność kierowania poglądami politycznymi z pomocą wyszukiwarki to „niemający analogów środek kontroli świadomości na szeroką skalę".

    Reklama prowadzona przez Cambridge Analytica może konkurować z innymi tego rodzaju reklamami. Niewykluczone, że ogółem nie wpłynęły one na wynik wyborów prezydenckich w 2016 roku w USA lub na wynik głosowania w sprawie Brexitu — powiedział Epstein w rozmowie z prowadzącymi program Loud & Clear Brianem Beckerem i Johnem Kiriakou.

    „W sumie to żadnego wpływu nie wywarli" — powiedział Epstein.

    Na pytanie, skąd ta pewność, Epstein zauważył, że ekipa Clinton mogła zrobić równie dużo, jeśli nie więcej z web analityką. „Aby z pomocą wysokich technologii pomóc Hillary Clinton w zajęciu urzędu prezydenta, szef rady dyrektorów Google Eric Schmidt utworzył agencję Groundwork składającą się głównie z osób pracujących w zespołach technicznych Obamy w 2008 i 2012 roku.

    „Ten wspaniały zespół ekspertów technicznych robił wszystko co możliwe i miał nieograniczony budżet. Schmidt znalazł doskonały sposób na obejście reguł, bo jeśli włożyłby pieniądze w specjalny komitet ds. działań politycznych, ten komitet nie mógłby współpracować z ekipą wyborczą Clinton. Z Groundwork nie było żadnych ograniczeń: ściśle współpracowali z ekipą wyborczą Clinton, tworząc wszelkie możliwe kłamstwa cyfrowe, żeby zjednać jej wyborców".

    Nie mieli dostępu do zaledwie 5000 danych od każdego amerykańskiego wyborcy, którymi jak mówi, operowała Cambridge Analytica. Google i Grounwork miały setki tysięcy, jeśli nie miliony tysięcy, danych od wszystkich amerykańskich wyborców — wyjaśnił Epstein.

    Według jego słów, to ta część historii, której media nie udzieliły zbyt dużej uwagi.

    Agencja Cambridge Analytica z budżetem w wysokości około 15 milionów dolarów została utworzona przez miliardera Partii Republikańskiej Roberta Mercera, jego córkę Rebekah Mercer i Stephena Bannona. Siedziba agencji znajdowała się w Londynie, pracowali w niej też głównie Brytyjczycy.

    Były pracownik Cambridge Analytica powiedział gazecie Guardian, że adwokaci ostrzegali przed naruszeniami prawa przedstawionymi w 2014 roku, w szczególności przed zatrudnianiem zagranicznych obywateli na amerykańskich wyborach. „Adwokat Mercera przekazał w czasie narady dość wstrząśniętemu zespołowi o tym, co było zakazane… Nie rozumiem przy tym, co zrobiła agencja, jeśli w ogóle coś zrobiła" — powiedział były pracownik.

    „Rzeczywiście kontaktowaliśmy się bezpośrednio z wyborcami w kilku stanach" — przekazał Guardian inny były pracownik agencji.

    W swoim oświadczeniu agencja przekazała, że „respektuje reguły Federalnej Komisji Wyborczej USA", która ustala zasady prowadzenia wyborów.

    Dziennikarz agencji Bloomberg View Leonid Berszydzki mówi, że afera z udziałem Cambridge Analytica i Donalda Trumpa oraz podejmowane przez ekipę wyborczą Obamy próby wykorzystania danych pochodzących z Facebooka w toku wyborów były nie więcej niż manewrem odwracającym uwagę.

    Jeśli komunikaty reklamowe Facebooka rzeczywiście mogą pomóc biznesowi, zmieniając stosunek ludzi do decyzji na temat zakupów, jak przewidują co poniektóre badania naukowe, „osobisty zasób informacyjny Facebooka i zasoby oferowane klientom, podlegają kontroli i regulacjom zarówno z punktu widzenia nietykalności osobistej, jak i zagwarantowania polityki przejrzystości" — napisał Berszydzki.

    Zobacz również:

    Trump ogłosił swoje hasło wyborcze na rok 2020
    Trump przewidział "wielki sukces" w negocjacjach z KRLD
    Pentagon nie da Trumpowi czołgów
    Tagi:
    afera, Cambridge Analytica, Partia Demokratyczna, Partia Republikańska USA, Donald Trump, Hillary Clinton, Barack Obama, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz