20:11 11 Grudzień 2018
Na żywo
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    71214

    Rozmowa korespondenta Sputnika Leonida Sigana z politykiem i publicystą Konradem Rękasem.

      — Czy prezydent Donald Trump rzeczywiście wycofa wojska z Syrii? I czy USA nie będą więcej wspierać tamtejszej wojny? Pytam dlatego, że Biały Dom nakazał zamrożenie ponad 200 milionów dolarów z funduszy przeznaczonych na odbudowę Syrii. I znowu przegrana wojna?

    — Charakterystyczne, że wszyscy, którzy analizują kolejne wypowiedzi i działania Trumpa, niemal zawsze robią to warunkowo. Czyli zastanawiają się, czy tym razem Trump pomyślał, zanim powiedział, pomyślał, zanim coś zrobił, i czy naprawdę miał na myśli to, co wydaje się, że miał. To jest charakterystyczne dla tej administracji. Trochę jak z Lechem Wałęsą niegdyś w Polsce. Dobrze by było, jeśliby obok Trumpa stał jakiś tłumacz i mówił, czy to na poważnie, czy na niby. I jaki dziś prezydent USA miał dzień? Trochę to niepokojące w kontekście przywódcy mocarstwa mającego broń jądrową. Trochę to groźnie wygląda. Ale tak już jest i musimy się do tego przyzwyczaić.

    Prezydent USA Donald Trump
    © AP Photo / Pablo Martinez Monsivais
    Trzeba stwierdzić, że zamrożenie pieniędzy na tzw. odbudowę Syrii to były pieniądze wyznaczone przez poprzednie kierownictwo Departamentu Stanu, jeszcze przez Tillersona. Możemy się tylko domyśleć po objawach, że w zapleczu Trumpa cały czas trwa bardzo silna wojna frakcji. Poprzedni doradca, poprzedni sekretarz, poprzedni wysoki urzędnik już po chwili staje się śmiertelnym wrogiem. A znając realia amerykańskiej tzw. odbudowy krajów uprzednio zniszczonych i zajmowanych, to po prostu widocznie jedna frakcja miała zarobić na tych 200 milionach i wyciągnąć jeszcze dodatkowe pieniądze z zajętych terenów syryjskich, a teraz do władzy doszła inna frakcja. I teraz ona będzie chciała w podobny sposób ciągnąć korzyści z tej brudnej wojny.

    Fundamentalną kwestią w ocenianiu polityki amerykańskiej, przy ocenianiu polityki Trumpa jest rozdwojenie jaźni, które ją cechuje. Trump wygrał wybory głosami wyborców chcących pokoju, chcących wycofania się USA z interwencji zagranicznych, w tym także syryjskiej. Głosami wyborców, którzy nie chcieli dalszej konfrontacji z Rosją, głosami wyborców izolacjonistycznych, którzy chcieli skupienia na sprawach wewnętrznych. Trump im to obiecał, i jak to amerykański prezydent chwilę po wyborach ich okłamał, popadając w zależność od frakcji neokonów, od frakcji wojennej.

    I teraz Trump zachowuje się jak rosyjski niedźwiedź na Maslenicy. Raz tańczy na jednej łapie, raz na drugiej. Raz wykonuje groźne gesty, aby jego zaplecze prowojenne, obecny krąg doradców był zadowolony. Potem skacze na drugą łapę i macha do wyborców, chcących jednak pokoju. Nie wygląda to zbyt poważnie. Nie wiadomo, o co tu tak naprawdę chodzi i dokąd ten taniec ma Trumpa zaprowadzić. Po prostu obserwujemy taki kontredans.

    Donald Trump
    © AP Photo / Pablo Martinez Monsivais
    Trump wykonał ruch agresywny, antyrosyjski, wydalając 60 dyplomatów i zmuszając europejskich wasali, żeby powtórzyli ten krok. Bo nie miejmy złudzeń — to była decyzja amerykańska, bo nie brytyjska i nie europejska. A teraz mówi o tym, że ma dość wojny, że za dużo wydano, że pora kończyć. Stany Zjednoczone osiągnęły bardzo ograniczone cele wojenne. Uchwyciły niestety część przyczółków w Syrii. Zdewastowały ten kraj straszliwie. Zostawiły potworne ślady swej wojskowej obecności. Wojna w Syrii będzie trwała jeszcze zapewne bardzo długo, niemniej jednak część celów Amerykanom udało się osiągnąć. Kilka tysięcy żołnierzy tam funkcjonuje, ale problem jest nie w samej obecności militarnej wprost, ale w tym, że część sił podległych Waszyngtonowi, Izraelowi i Arabii Saudyjskiej kontroluje niektóre tereny Syrii w tym trasy ważne dla gospodarki. Co więcej, Trump jest w stanie dużo obiecać pokojowym wyborcom amerykańskim, mogąc iść na zastępstwo chociażby ze strony francuskiej.

    Prezydent Macrone już wyrwał się do udzielania wsparcia tzw. syryjskim siłom demokratycznym, czyli głównie Kurdom. Wprawdzie odżegnując się od konfliktu wprost z Turcją, niemniej jednak sugerując, że francuska z kolei obecność w Syrii może się zwiększyć. Ostatnie, czego potrzebuje Lewant, to kolejnego podziału i kolejnej interwencji dawnych europejskich mocarstw kolonialnych. Z pewnością byłoby niepokojące i niepotrzebne zaangażowanie Europy w ten konflikt.

    Niemniej jednak i ta konkluzja jest bliska prawdy, coś w tym jest, że tak, jak niegdyś rzekomo niepokonanego Kapitana Amerykę pokonał Kapitan Wietnam, tak dziś Kapitan Ameryka musi ze wstydem i w poczuciu zażenowania zbierać się z Syrii, gdzie niepodległy naród syryjski jest w stanie stawić opór nieprawdopodobnej komasacji zagrożeń zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych przy tym dlatego, że potrafił znaleźć wypróbowanych przyjaciół geopolitycznych takich, jak Rosja, jak Iran, jak potężne zasoby potencjału własnego narodu.

    Zobacz również:

    Ławrow: w sprawie Skripala USA i Wielka Brytania otwarcie kłamią
    Chiny vs. USA: co dalej?
    Topniejące lodowce zagrażają USA
    Tagi:
    wojna w Syrii, Donald Trump, Rosja, Syria, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz