08:50 19 Wrzesień 2018
Na żywo
    Prezydent Polski Andrzej Duda

    Duda chyba jednak się nie udał. Prezes woli szydełkować

    © REUTERS / Eduardo Munoz
    Opinie
    Krótki link
    Antonina Świst
    3163

    Z obozu dobrej zmiany docierają wciąż nowe doniesienia. Najnowsze spekulacje dotyczą Andrzeja Dudy. W PiS podobno szukają już nowego kandydata na prezydenta.

    Wiemy, że sprawa z nagrodami dla odchodzących ministrów położyła się cieniem na stosunkach Jarosława Kaczyńskiego z Beatą Szydło. Prezes nie krył wściekłości, kiedy powiedziała w Sejmie, że „te pieniądze się należały". Jednak — jak spekulują politologowie — musiał zakopać topór wojenny w obliczu najnowszego weta Andrzeja Dudy.

    Weto ustawy degradacyjnej jest interpretowane na różne sposoby, ale przeważa jednak koncepcja, że nie było po myśli partii rządzącej.

    Marek Migalski, przez dłuższy czas związany z PiS, twierdzi, że prezes nie wybaczy prezydentowi tego ostatniego wybryku:

    — Weta lipcowe były dla obozu rządzącego bolesne, ale jakoś zrozumiałe. Natomiast obecne weto, jeżeli rzeczywiście nie było konsultowane z obozem rządzącym, było kompletnym zaskoczeniem, musiało uderzyć w Jarosława Kaczyńskiego i to w najbardziej bolesne miejsce — mianowicie w jego omnipotencję. Weto ustawy degradacyjnej pokazało bowiem, że nawet posiadając przewagę w Sejmie i Senacie, mając ubezwłasnowolniony Trybunał Konstytucyjny, podporządkowaną prokuraturę czy sądy, Kaczyński nie jest w stanie przeforsować swojej wizji w sprawie tak oczywistej dla tego obozu rządzącego, jak ustawa degradacyjna. Tym samym Andrzej Duda zdekodował, sfalsyfikował czy zdekonstruował coś, co daje Jarosławowi Kaczyńskiemu potężną przewagę nad innymi, czyli przekonanie, że on wszystko może, że jest wszechwładny, że jest nie do pokonania. To obnażyło słabość prezesa PiS, a tego Jarosław Kaczyński Andrzejowi Dudzie już nie zapomni — stwierdził w analizie dla redakcji Interii.

    Co z wyborami za dwa lata? Migalski nie ma wątpliwości. Już prezes się postara, żeby wystartował w nich ktoś o zdecydowanie mniejszych ambicjach politycznych niż obvecny prezydent: — Dla mnie było to już jasne po wetach lipcowych, a teraz staje się coraz bardziej oczywiste, że Andrzej Duda nie będzie kandydatem Zjednoczonej Prawicy w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Jarosław Kaczyński dla swojego obozu i swojej partii wolałby przegrać w wyborach prezydenckich z Beatą Szydło jako kandydatką, niż pozwolić je wygrać Andrzejowi Dudzie. Dziś Jarosław Kaczyński postrzega Andrzeja Dudę jako polityka zbyt samodzielnego.

    Zgadza się z nim Michał Kamiński, który również przez jakiś czas był ulubieńcem prezesa, aby następnie powędrować do „zdradzieckiego" obozu PJN, a potem przejść na stronę mocy Tuska: — Dzisiaj w PiS-ie jest prowadzona intensywna praca intelektualna, kto będzie następnym kandydatem na prezydenta Rzeczpospolitej, bo na pewno nie będzie nim Andrzej Duda — uważa Kamiński. Dodaje, że w partii rządzącej trwa mobilizacja. — Bardzo wiele środowisk w partii rządzącej ustawia się na sytuację: „po Kaczyńskim", oni już wiedzą, że ten moment nadejdzie.

    Natomiast doktor Hubert Horbaczewski z Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że „puszczony balon rozpoznawczy w postaci pogłosek o kandydaturze Beaty Szydło, nie oznaczał nic więcej jak tylko właśnie balon rozpoznawczy" i niekoniecznie należy wieszczyć już rozłam Nowogrodzkiej z Pałacem Prezydenckim.

    Profesor Wawrzyniec Konarski z Akademii „Vistula" widzi natomiast weto Dudy jako doskonałe posunięcie wizerunkowe: — Pomimo licznych lapsusów, prezydenta Dudy potrafił się zachować w sytuacjach wpływających na jego wizerunek. A taką była sytuacja zawetowania ustawy degradacyjnej, ustawy postrzeganej przez społeczeństwo jako bardzo kontrowersyjnej i dzielącej to społeczeństwo. Z tego punktu widzenia decyzja prezydenta Dudy była przemyślana.

    Czy spełnią się prognozy, według których Duda w 2020 roku w pierwszej turze wyborów zmierzy się nie z kandydatami opozycji, a z obozu PiS — na razie nie wiadomo. Pewne jest to, że partyjni koledzy chętnie by Dudę „wygryźli". Tak jak Marek Suski, który w wywiadzie dla Superstacji powiedział: — Sądzę, że prezydent zrobił krok w kierunku, przynajmniej z jego punktu widzenia, elektoratu lewicowo-postkomunistycznego, tych, którzy służyli Rosji.

    I podobnie jak Krystyna Pawłowicz, która skomentowała prezydenckie weto na Facebooku w swoim niepowtarzalnym stylu: „W procesach norymberskich przeprowadzonych po II wojnie przez społeczność międzynarodową, skazujących przecież zbrodniarzy wojennych na śmierć i lata więzienia /a nie na degradację czy pozbawianie przywilejów/ NIE BYŁO żadnych procedur odwoławczych. Bo niby do kogo, do szatana" (pisownia oryginalna).

    Moim zdaniem Szydło nie zajmie jednak miejsca Andrzeja Dudy. Wyborcy mają krótką pamięć, ale zapamiętają na długie lata akurat zdanie o pieniądzach, które „się należały". I to jest wtopa z rodzaju tych, których się politykom nie wybacza. Zwłaszcza, kiedy budują wokół siebie „prosocjalną" otoczkę.

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    „Krymianie znaleźli się w niewoli nazistowskiej"
    Trump grozi Chinom nowymi cłami
    Strefa Gazy: Wielki Marsz Powrotu
    Tagi:
    Prawo i Sprawiedliwość, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz