15:28 25 Czerwiec 2018
Na żywo
    Niszczyciel amerykańskiej marynarki wojennej Porter

    Dopłynęli. Co mogą zrobić z syryjską armią dwa amerykańskie niszczyciele

    © Zdjęcie: Official U.S. Navy Page/Rohn D. Wallace
    Opinie
    Krótki link
    Andriej Koc
    179128

    Dokładnie rok po ataku rakietowym na bazę lotniczą Szajrat do syryjskich wybrzeży podpłynęły okręty bojowe amerykańskiej marynarki wojennej Donald Cook i Porter. Amerykańska prasa wiąże misję niszczycieli z obietnicą Donalda Trumpa, który zapowiedział, że w przeciągu 48 godzin podejmie decyzję, jak ukarać „reżim Asada".

    Jak na razie nie do końca jasne, jak daleko gotowe są zabrnąć Stany Zjednoczone w przypadku podjęcia decyzji o ataku wojskowym na Syrię. Sto dwadzieścia „Tomahawków" z pewnością nie wystarczy, żeby poważnie nadwerężyć zdolność bojową syryjskiej armii i pobawić ją możliwości realizacji poważnych operacji ofensywnych. Na Morzu Śródziemnym nie rozwinięto jak na razie żadnej grupy uderzeniowej amerykańskiej marynarki wojennej, a najbliższa grupa sił desantowych na czele z uniwersalnym okrętem desantowym „Iwo-Jima" znajduje się w miejscu stacjonowania 5. Floty w Zatoce Perskiej.

    Amerykanie nie mają tak naprawdę czym w szybkim tempie wzmocnić obecność wojskową u wybrzeży Syrii. Wiadomo jednak, że na Morze Śródziemne często zagląda amerykański okręt podwodny przenoszący rakiety manewrujące USS Florida, który brał udział w operacji przeciwko Libii. Jeden przenosi aż 154 „Tomahawki" i pod względem możliwości uderzeniowych przewyższa lotniskowce Donald Cook i Porter razem wzięte. To oznacza, że łączna ilość rozmieszczonych u wybrzeży Syrii rakiet manewrujących może sięgnąć 274 jednostek. Dla porównania: w 1981 roku Amerykanom wystarczyło 288 „Tomahawków", żeby sparaliżować systemy przeciwlotnicze i system zarządzania wojskowego Iraku w czasie operacji „Burza Pustynna".

    Atak rakietowy mogą też wesprzeć stacjonujące w regionie samoloty amerykańskich sił powietrznych. W powietrzu Amerykanie mają większe pole do manewrów niż na morzu. Największe amerykańskie bazy mieszczą się na północy Syrii, w rejonach kontrolowanych przez formacje Kurdów. To między innymi lotnisko niedaleko Kobani, na północy prowincji Aleppo, oraz baza Rmeilan na północnym wschodzie muhafazy Al-Hasaka, za pośrednictwem której Amerykanie wyposażają „Syryjskie Demokratyczne Siły" w broń, pociski, lekarstwa i inny ekwipunek. Oba lotniska są w stanie przyjmować samoloty taktyczne. Ponadto amerykańskie siły powietrzne aktywnie wykorzystują turecką bazę lotniczą Indżirlik na północno-wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Za co karze się Syrię
    Trump: Nasze stosunki z Rosją są gorsze niż kiedykolwiek
    Kto tak naprawdę dąży do wybuchu wojny
    Tagi:
    wojna w Syrii, Syria, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz