07:46 19 Październik 2018
Na żywo
    Amerykański atak rakietowy na Damaszek, Syria

    Warszawski Matrix, czyli Polskie media relacjonują wydarzenia w Syrii

    © AP Photo / Hassan Ammar
    Opinie
    Krótki link
    Jerzy Wroński
    221754

    Ślepi, głusi czy głupi? Takie pytania rodzą się, patrząc jak polskie media głównego nurtu relacjonują tzw. incydent z domniemanym użyciem broni chemicznej w syryjskim mieście Duma.

    Przyzwyczailiśmy się przez ostatnie 20 lat, że neoliberalny proamerykański mainstream, w swej nieomylności głoszonych „prawd jedynie słusznych", jest arogancki, ale to co się dzieje aktualnie to już „Himalaje" cynicznej manipulacji.

    Wprawdzie maestro propagandy III Rzeszy, Joseph Goebbels  powiadał, że  „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą", to jednak  propagandziści i politycy znad Wisły, wyraźnie się ostatnio zagalopowali. Idą w przysłowiowe „zaparte".

    7 kwietnia, bez cienia wątpliwości polską opinię publiczną informowano, że w Syrii doszło do bezprecedensowego ataku chemicznego na ludność cywilną. Powołując się na np.  „Syrian American Medical Society" podano, że na miasto Duma zostały zrzucone z helikopterów dwie bomby chemiczne. Pierwsza miała jakoby  uderzyć w szpital, a druga, o "mieszanym składzie" — w pobliski budynek.  Oczywiście bezkrytycznie cytowano też „szefa ochotniczej formacji obrony cywilnej Białe Hełmy".

    Niebo nad Damaszkiem podczas serii nalotów koalicji na obiekty w Syrii 14 kwietnia 2018 r.
    © AP Photo / Hassan Ammar
    Niebo nad Damaszkiem podczas serii nalotów koalicji na obiekty w Syrii 14 kwietnia 2018 r.
    Polskie media pisały: "SAMS twierdzi, że w ataku chemicznym zginęło 49 osób, a ok. 500 zostało rannych. Z kolei szef Białych Hełmów Raed al-Saleh mówi o 70 osobach i "setkach, które wciąż się duszą".

    Prorebeliancka organizacja „Ghouta Media Center" poinformowała na Twitterze, że nie żyje 75 osób, a liczbę porażonych bronią chemiczną szacuje na blisko tysiąc. Według wszystkich doniesień ofiary to „w większości kobiety i dzieci". Słowem horror.  

    Owe newsy obrazowano przerażającymi zdjęciami porażonych gazem dzieci i słynnym filmem ze szpitala, gdzie ratowano je jakoby polewając wodą.

    Prawie każdy dojrzały Polak miał w szkole zajęcia z PO (przysposobienia obronnego),  a wielu mężczyzn przeszło zasadniczą służbę wojskową, stąd  wiedza o broni chemicznej jej działaniu i zabezpieczeniu przed nią, jest dość powszechna.

    Przedstawiane w mediach  zdjęcia i filmik budziły masowo niedowierzanie, jako sprzeczne z elementarną wiedzą dotycząca działania gazów bojowych i ratowania ludzi nim porażonych.

    Oficjalnie jednak żaden dziennikarz nie poddał tego krytycznej analizie.

    Nie zaproszono w roli ekspertów,  wojskowych chemików, choćby z pułku w Brodnicy,  mimo że ta formacja jest chlubą Wojska Polskiego i jej jednostki brały udział w misji pokojowej w Iraku. Od lewa do prawa grzmiał chór potępienia i poparcia dla odwetowej zbrojnej akcji USA.

    Tu opozycja i rządzący PiS niczym się nie różnili.

    Wyjątkowo zjadliwa mutacja „wirusa wojennej gorączki" dopadła Radosława Sikorskiego z PO, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej"  mówił: „Groźba uderzeń USA w Syrii oznacza, że prezydent Trump uczy się swojego fachu. (…) Gdy Trump robi cos dobrego, należy go pochwalić. Szkoda tylko, że nie dzwoni do Warszawy. Mamy przecież nasze F-16 na Bliskim Wschodzie. Warto by je wypróbować w misji bojowej".

    Prawdziwy festiwal radości wybuchł jednak 14 kwietnia, kiedy to wg wielu mediów głównego nurtu naloty na Syrię pokazały jedność „antyputinowskiej koalicji" i ukaranie „zbrodniarza Asada".

    „Atak rakietowy państw Zachodu na Syrię to sygnał wysłany Rosji; strona amerykańska powiedziała "sprawdzam" stronie rosyjskiej, teraz w wymiarze symbolicznym Rosja będzie musiała zareagować" — ocenił w sobotę w TVP Info dr Jacek Raubo, ekspert ds. bezpieczeństwa z Defence24.pl.

    Podtrzymywano kłamstwo o ataku chemicznym, informując, że „połączone siły lotnictwa amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego, przeprowadziły w nocy 13 na 14 kwietnia serię nalotów na  magazyny broni chemicznej i ośrodki związane z programem zbrojeń chemicznych w Syrii. Była to akcja odwetowa za użycie broni chemicznej w mieście Duma 7 kwietnia kiedy to zginęło 75 osób w większości kobiet i dzieci". 

    Polski MSZ również wsparł sojusznika zza oceanu. "Ostatnie wydarzenia widzimy w kontekście powtarzających się ataków z użyciem broni chemicznej przeciw cywilnej ludności Syrii i jako konsekwencję dotychczasowej bezkarności ich sprawców". "Brak właściwej reakcji na tego typu działania stanowi zachętę do kolejnych ataków przy użyciu zabronionej prawem międzynarodowym, wyjątkowo niehumanitarnej broni".

    „Gazeta Wyborcza"  jak zawsze była jednak bezkonkurencyjna: „powodem nalotów jest ukaranie okrutnego Syryjczyka za atak chemiczny na Dumę pod Damaszkiem, w którym mieszaniną sarinu i chloru zabił kilkudziesięciu cywilów. Amerykański prezydent Donald Trump liczy na to, że Asadowi na widok amerykańskich pocisków na niebie nad Damaszkim, także na przyszłość,  odechce się traktować Syryjczyków gazem".

    Nikt z dziennikarzy polskich mediów głównego nurtu nie zastanowił się nad tym, że nie atakuje się i nie niszczy obiektów lub urządzeń, co do których jest podejrzenie, że mogą służyć wojnie chemicznej.

    To elementarna wiedza.

    Zgodnie z instrukcjami podejrzane przedmioty  należy oznakować i zgłosić do dowództwa. Rozpoznają go i ewentualnie zneutralizują odpowiednio wyposażone i zabezpieczone  patrole wojsk chemicznych.

    Powód jest oczywisty i logiczny.

    Redaktor naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik i redaktor Leonid Swiridow. Warszawa.
    © Sputnik . Leonid Swiridow / Zdjęcie archiwalne
    Bombardowanie, strzelanie, niszczenie pocisków, bomb czy magazynów, może uwolnić substancje trujące w sposób niekontrolowany i zagrażający własnym siłom. Nie ma pocisków niszczących i dezaktywujących substancje broni chemicznej.

    Atak na taki magazyn wywołałby niewyobrażalną tragedię uwalniając chmurę morderczej substancji przemieszczająca się i stanowiąca ogromne zagrożenie dla dziesiątek tysięcy ludzi. Nic takiego w Syrii się nie wydarzyło. Nikt w polskich mediach głównego nurtu takiego pytania jednak nie zadał.

    Podobnie nikt nie wyraził zdziwienia, wobec informacji przekazanej na  konferencji prasowej rzeczniczka Pentagonu Dana W. White i gen. Kenneth F. McKenzie, że Amerykanie wystrzelili w chemiczne centrum naukowo badawcze w Barzah składające się z dwóch dwupiętrowych budynków 76 rakiet (JASSM i Tomahawk).

    Jest to informacja  absurdalna i nielogiczna tak pod kątem technicznym jak i ekonomii wojny.

    Każda rakieta tego typu jest warta przeszło  2 mln $, zatem zniszczenie dwupiętrowej szkoły,  ot takiej „1000 latki",   rakietami wartości 160 mln $, przypomina burzenie budynku zrzucaniem na niego 100 ekskluzywnych wyścigowych samochodów  „Ferrari".

    Rakieta typu „Tomahawk" przenosi 450-kg głowicę, tym samym w jeden budynek miano wpakować 38 ton ładunków wybuchowych?  

    Po analizie zniszczeń  wynika, że wyrządziły je maksymalnie 7-10 rakiet „Tomahawk", a nie  aż 76. 

    Ale to zbyt trudne, nikt z walecznych gwiazd polskich mediów elektronicznych i drukowanych nie zadał „trudnych pytań", bezkrytycznie cytując amerykańską propagandę.

    Niedopuszczalną herezją byłoby zacytowanie przez polskie media danych rosyjskiego sztabu generalnego o 71 rakietach zestrzelonych przez syryjską obronę przeciwlotniczą,  spośród 105 wystrzelonych na Syrię.

    Żadna telewizja nie pokazała pracowników szpitala w Dumie, którzy potwierdzili, że nie było żadnego ataku chemicznego, a w ich szpitalu odegrano inscenizację przeprowadzona przez „Białe hełmy".

    Nie pokazano całego i zdrowego 11-letniego Hassana Diab, głównego „aktora" filmiku o ratowaniu porażonych gazem dzieci w szpitalu w Dumie.

    Dziecko wraz z ojcem opowiadało, że za jedzenie odegrało tak jak inne, rolę ofiary w inscenizacji ataku chemicznego.

    Polskie społeczeństwo w większości nic o tym nie wie, żyje zatem w „Marixie", nierealnej rzeczywistości  związanej z prowokacją użycia broni chemicznej w Dumie.

    Po co jest w nim utrzymywane?

    Ano po to, aby obywatelskie demokratyczne społeczeństwo, informowane przez „wolne" polskie media, było głęboko przekonane, że są one uzasadnionym przejawem obrony praw człowieka i walką o wolność i demokrację dla Syryjczyków, zniewolonych przez Rosję i Iran oraz zrzucającego gaz na dzieci „zwierzaka" Asada.

    Jerzy Wroński, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Niemieckie media państwowe: atak chemiczny w Syrii mógł być inscenizacją
    USA opanowały „jedną czwartą” terytorium Syrii
    Świadek inscenizacji ataku chemicznego w Dumie przyjedzie do Hagi?
    Ławrow: atak rakietowy w Syrii miał uniemożliwić śledztwo ekspertów OPCW
    Rosja i Syria szykują plan odbudowy państwa
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Syria: gdzie uderzą Amerykanie?
    Macron: USA i sojusznicy powinni zostać w Syrii po zwyciężeniu PI
    Ławrow: kraje, które poparły atak na Syrię, zrobiły to pod przymusem
    „Syria ma prawo do ataku odwetowego"
    Tagi:
    wojna domowa, polityka, szpital, wojna hybrydowa, propaganda, wojna, wojna informacyjna, atak chemiczny, Defence24.pl, TVP Info, Twitter, Platforma Obywatelska, Gazeta Wyborcza, Joseph Goebbels, Hassan Diab, Jacek Raubo, Donald Trump, Radosław Sikorski, Baszar al-Asad, Damaszek, Syria, USA, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz