Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 13°C
Na żywo
    Warszawa

    Zdekomunizowani i ich następcy. Część 2.

    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Opinie
    Krótki link
    Przemysław Witkowski
    10417

    Więcej ulic polskich lewicowców znajdziemy w Berlinie niż w polskich miastach. Lewica jest wymazywana z przestrzeni publicznej. Znikają związane z nią nazwy ulic i placów, pomniki i tablice pamiątkowe. Polskie państwo metodycznie usuwa wszelkie ślady lewicowego dziedzictwa. Pamięć Rzeczypospolitej ma być od niego wolna.

    W obronie czci socjalistów i komunistów nie staje prawie nikt. Jakie będą tego społeczne i polityczne konsekwencje? Kto ich zastąpi w polskim panteonie?

    PATRONI WYKLĘCI

    Najwyraźniej po złej stronie stanęli także dąbrowszczacy, walcząc w Hiszpanii z falangistami gen. Franco.

    Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych
    © Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
    Jedna z piękniejszych kart polskiej historii — ochotnicza walka Polaków po stronie obalanej republiki — została w ipeenowskiej optyce zrównana ze stalinowskim terrorem. A jej uczestnicy, prześladowani już za czasów II RP, stali się ponownie obiektem ataków.

    I mimo obrony ich postaw i dorobku przez rodziny i lewicowych aktywistów nie udało się uratować w Polsce ich ulic. Nakazem pisowskich wojewodów zostały wymazane. Co ta grupa uczyniła złego Polakom, nie wiadomo. Ważne, że ceniono ich w okresie Polski Ludowej, to wystarczy.

    Swoje ulice utracili też zamordowani przez nazistów na Pawiaku i w egzekucjach lewicowi działacze konspiracji: Piotr Gruszczyński, Franciszek Ilski, Antoni Kacpura, Józef Szymański, Sylwester Bartosik, Józef Balcerzak oraz Jadwiga i Witold Kokoszkowie.

    Prawica nie chce pamiętać tych zamęczonych przez niemieckich nacjonalistów tokarzy, elektryków, felczerów, ślusarzy i tramwajarzy. Schwytany w trakcie powstania warszawskiego żołnierz GL Antoni Parol, zamordowany w nazistowskim obozie we Flossenbürgu, również musiał się z patronowaniem ulicy pożegnać.

    Stracili je także obrońca w przedwojennych procesach politycznych mecenas Teodor Duracz, zamordowany przez gestapo, i Józef Lewartowski, który w marcu 1942 r. wspólnie z m.in. Mordechajem Anielewiczem, Józefem Kapłanem oraz Icchakiem Cukiermanem zorganizował w getcie warszawskim Blok Antyfaszystowski i był jednym z inicjatorów powstania.

    Jego przewina? Był komunistą.

    Swoje ulice utracili ministrowie spraw zagranicznych PRL Zygmunt Modzelewski i Wincenty Rzymowski, 1. Armia Wojska Polskiego, bohaterowie Stalingradu, pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek i Ludowe Wojsko Polskie.

    Niesłuszne są oczywiście daty 22 lipca i 9 maja.

    Nie będzie natomiast przymusowej zmiany nazw 1 Maja, Jurija Gagarina i Ludwika Waryńskiego. IPN i PiS zostawiają je w gestii samorządów, które i tak mogą je zlikwidować.

    Z całego lewicowego dziedzictwa zachowali się jeszcze Stefan Okrzeja, Marcin Kasprzak, najpewniej za osobiste zabicie kilku rosyjskich policjantów, i twórca Polskiej Partii Socjalistycznej Bolesław Limanowski. Uchowało się ledwie kilku pepeesowców takich jak Ignacy Daszyński, Józef Montwiłł-Mirecki i Stanisław Wojciechowski oraz nieliczne ulice Feliksa Perla, Adama Ciołkosza, Antoniego Pajdaka czy Aleksandra Sulkiewicza. Reszta do zmiany na nowych bohaterów polskiej historii.

    2017: PRZESZCZEP PAMIĘCI

    Święto Niepodległości, 11 listopada 2014
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Zobaczmy więc, kogo zaleca IPN. Prócz tych, którzy już należą do panteonu, czyli prezydenta Warszawy z 1939 r. Stefana Starzyńskiego, Józefa Piłsudskiego, Wincentego Witosa, Stefana Roweckiego czy Tadeusza Gajcego zalecani są Tadeusz Komorowski „Bór" i Antoni Chruściel „Monter", osobiście odpowiedzialni za krwawą jatkę powstania warszawskiego, oraz „wyklęci": Hieronim Dekutowski „Zapora", Stanisław Sojczyński „Warszyc", Danuta Siedzikówna „Inka", Łukasz Ciepliński „Pług" i Marian Bernaciak „Orlik", poza tym spora grupa antykomunistycznych emigrantów: „londyński" prezydent Ryszard Kaczorowski, hrabianka Karolina Lanckorońska i generałowie Kazimierz Sosnkowski, Stanisław Maczek, Stanisław Sosabowski.

    Zalecani są również endecy: Roman Dmowski, Ignacy Paderewski czy Władysław Grabski.

    Wśród nowych patronów sporo jest duchownych. Podstawowy wybór to oczywiście Jan Paweł II, ale zbliżamy się już do sytuacji, w której każde polskie miasto powyżej 10 tys. mieszkańców ma ulicę, plac czy aleję jego imienia. A że kard. Stefan Wyszyński i ks. Jerzy Popiełuszko też są coraz popularniejsi, sięga się coraz głębiej w szeregi kleru.

    Ulice otrzymują więc rozstrzelany za walkę po stronie NSZ jezuita ks. Władysław Gurgacz, zamordowany w Dachau bł. Jan Nepomucen Chrzan, odnowiciel sanktuarium maryjnego w Skalmierzycach ks. Alfons Czwojda, św. Adam Chmielowski — Brat Albert, kardynałowie August Hlond i Adam Sapieha, opozycjonista z Radomia ks. Roman Kotlarz, kapelan Legionów ks. Stanisław Żytkiewicz, językoznawca ks. Bernard Sychta, kapelan Solidarności ks. Józef Kutermak czy lokalni proboszczowie ks. Józef Przybyła, ks. Stefan Pelc, ks. Władysław Purzycki, ks. Stefan Girstun i wielu, wielu innych. Szczególnie często zdarza się to w małych ośrodkach, gdzie kler lub ultrakatolicy są w stanie wymusić na lokalnych władzach patrona — duchownego.

    Dochodzi czasem do zupełnych absurdów.

    Braterstwo Polsko-Rosyjskie
    © Fotografie od blogera Piotr Radtke
    Podkarpacka, ledwie sześciotysięczna Boguchwała uhonorowała ulicami aż czterech swoich proboszczów. A w Kurzelowie w województwie świętokrzyskim patronem został pochodzący stamtąd i jeszcze żyjący (!) publicysta Radia Maryja i TV Trwam ks. prof. Henryk Witczyk.

    Szczególnie komiczne są próby zmieniania patrona bez zmiany nazwy ulicy. Zamiast Juliana Bruna mamy więc spalonego na stosie filozofa Giordana Bruna. Ulica pisarza Lucjana Rudnickiego przeobraziła się w ulicę gen. Klemensa Stanisława Rudnickiego. Przywódcę śląskich komunistów Gustawa Reichera zastąpił Michał Reicher, anatom i prymatolog. Zamordowanego przez stalinistów rewolucjonistę Józefa Ciszewskiego — Jan, komentator sportowy. Poseł z czasów PRL Jan Kędzierski ustąpił malarzowi Apoloniuszowi. Działacz komunistyczny Anastazy Kowalczyk — astronomowi Janowi. Wiele ulic Janka Krasickiego zamieniło się w ulice bajkopisarza i biskupa warmińskiego Ignacego Krasickiego. Wychodzi na to, że robiąc cokolwiek publicznie, warto się nazywać jak ktoś znany o wyraźnej afiliacji politycznej. Przy zmianie kierunku wiatru politycznego można po śmierci się załapać na ulicę własnego nazwiska.

    Tragikomicznie wygląda sprawa z ulicami Obrońców Pokoju.

    Nazwa ta nie musi być zmieniana, jeśli samorząd przyjmie nową uchwałę, precyzującą w sposób niebudzący wątpliwości zakres rozumienia przedmiotu upamiętnienia.

    W uzasadnieniu nowej uchwały samorząd powinien wskazać rzeczywistych obrońców prawdziwego pokoju, których nazwa ulicy będzie upamiętniać. Uchwała może przywołać np. zabiegi władz RP o zachowanie pokoju w roku 1939. Tak skutecznie bronił pokoju marsz. Rydz-Śmigły, że historycy do dziś łapią się za głowę.

    W dużej mierze zafundował nam wojnę, opierając się na nieistniejących sojuszach, zajmując ręka w rękę z Hitlerem Czechosłowację, dręcząc mniejszości narodowe itp. A jednak patronuje dziesiątkom ulic, placów czy parków w całej Polsce. Tym bardziej śmieszy umieszczenie go wśród obrońców pokoju.

    LEWICOWA AMNEZJA

    Jakie będą tego skutki?

    Oprócz tych technicznych, takich jak wymiana dokumentów czy ulicznych tabliczek, przyczyni się to do zmiany naszego dyskursu publicznego na jeszcze bardziej militarystyczny, klerykalny i nacjonalistyczny.

    Politycznie oznaczać będzie wyparcie lewicy z przestrzeni publicznej i z historii. To bardzo niebezpieczny proces, bo trudny do odwrócenia.

    Raz zmienione nazwy pozostaną na długo, jak pomnik antysemity i nacjonalisty Romana Dmowskiego w Warszawie czy rondo jego nazwiska.

    Moja babcia do końca życia szła na ulicę Stalina. Mój sąsiad na Engelsa. Ja nigdy bym nie użył nowej nazwy wrocławskiego placu 1 Maja — plac Jana Pawła II. Dla wielu aleja Armii Ludowej nigdy nie będzie aleją Lecha Kaczyńskiego. Dla innych jednak, szczególnie młodych, naturalne będzie miasto układające swoją siatkę urbanistyczną po liniach opatrzonych nowymi, antykomunistycznymi z ducha nazwami: Wyszyńskiego, Gurgacza, Dmowskiego, Kaczyńskiego. To będzie nacjonalistyczne, ultrakatolickie miasto.

    Więcej ulic polskich lewicowców znajdziemy w Berlinie niż w naszych miastach.

    To sprawa, którą przy najbliższej okazji należałoby odkręcić, bo Polska wolna od lewicowego dziedzictwa okaże się wolną od praw pracowniczych i rozwarstwioną społecznie specjalną strefą ekonomiczną wielkości całego kraju.

    A lewica bez korzeni, dziedzictwa i historii na zawsze zostanie zepchnięta do kąta z etykietką antypolskich, bezbożnych zdrajców. Szczególnie że nie widać końca „dekomunizacji".

    To wieczne „oczyszczanie" przestrzeni publicznej z „grzesznych", „bezbożnych" i „antypolskich" patronów nie ma granic.

    Wojciech Jaruzelski mianuje oficerami kursantów szkoły wojskowej
    © Sputnik . S. Novokovskiy
    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2018 / WOJTEK RADWANSKI
    Skoro wolno dekomunizować Waryńskiego, to dlaczego nie założyciela Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i Sprawiedliwego wśród Narodów Świata Stanisława Tołwińskiego? Dla zapalonych dekomunizatorów żaden problem.

    Najgorliwsi już dziś w Kędzierzynie-Koźlu chcą zdekomunizować ulicę 8 Marca, w Gdańsku pisarza Andrzeja Struga, w Wałbrzychu Ignacego Daszyńskiego, Stefana Okrzei, Michała Drzymały i Jurija Gagarina, w Katowicach gen. Jerzego Ziętka, w Wieruszowie Jarosława Dąbrowskiego, w Olsztynie Xawerego Dunikowskiego, Stefanii Sempołowskiej czy Franklina D. Roosevelta.

    Niektórzy radni, np. w Krakowie, w nazwach zwyczajowych ulic czy skwerów (Dworcowa, Szklarniowa) dopatrywali się nazwisk sowieckich funkcjonariuszy. Może to się wydawać śmieszne, ale na naszych oczach dokonują się zmiany, które jeszcze 10, 20 lat temu wydawały się niemożliwe.

    Pomysły, które na początku lat 90. wypełniały głównie ziny skrajnej prawicy i gazetki endeckich emerytów, stają się rzeczywistością za sprawą pisowskich polityków i ich nacjonalistycznych sojuszników z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. W Polsce dekomunizacja skończy się na Kołłątaju i potępieniu masońsko-jakobińskiego Oświecenia, ad maiorem Dei gloriam.

    Przemysław Witkowski, polski publicysta

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji tygodnika opinii Przegląd. Oryginał pierwotnie ukazał się w Przeglądzie.

    * * * * *

    Dr Przemysław Witkowski jest politologiem, pisarzem, poetą i publicystą; członkiem zespołu „Krytyki Politycznej" i polskiej edycji „Le Monde diplomatique"; wykłada na UWr i w Collegium Civitas.

    Zobacz również:

    Zdekomunizowani i ich następcy. Część 1.
    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Dlaczego nie lubię IPN?
    Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
    Przychodzi IPN do suwerena
    Dekomunizacja – nasze polskie barbarzyństwo
    „Armii Czerwonej zawdzięczam wolność". Przeciwnicy dekomunizacji zabierają głos
    IPN wypuścił dżina antysemityzmu
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Dekomunizacja Powązek coraz bliżej
    Brawo, IPN. Piszą historię od nowa
    SLD chce cofnąć ustawę dekomunizacyjną
    Dekomunizacja: Wojewoda wraz z politrukami z IPN
    Tagi:
    Żołnierze Wyklęci, getto, antyfaszyzm, Żydzi, II wojna światowa, polityka, komunizm, dekomunizacja, ABW, ONR, Rząd RP, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Prawo i Sprawiedliwość, Lewica, SLD, Instytut Pamięci Narodowej, Fryderyk Engels, Lech Kaczyński, Stalin, Adolf Hitler, Władysław Grabski, Ignacy Jan Paderewski, Roman Dmowski, Jan Paweł II, Icchak Cukierman, Józef Kapłan, Teodor Duracz, Mordechaj Anielewicz, Oświęcim, Gdańsk, USA, Czechosłowacja, Dachau, ZSRR, Rosja, Niemcy, PRL, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz