Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 13°C
Na żywo
    Flagi USA i UE

    Prawo Dzikiego Zachodu. Dlaczego USA niszczą system światowego handlu

    © AFP 2018 / Stringer
    Opinie
    Krótki link
    Maksim Rubczenko
    6560

    USA poszły na ustępstwa swoim partnerom handlowym w kwestii ceł na stal i aluminium: negocjacje z UE, Kanadą i Meksykiem w sprawie warunków dostaw metali zostały przedłużone o 30 dni. Dla Korei Południowej cła zostały anulowane na stałe. Z Argentyną, Australią i Brazylią osiągnięto „zasadnicze porozumienia" - przekazuje Biały Dom.

    Wydobycie ropy
    © Fotolia / Sergiy Serdyuk
    Dlaczego USA próbują przebudować system światowego handlu?

    W ostatecznym rozrachunku amerykańska wojna handlowa z całym światem ma wszelkie szanse, by stać się zakrojonym na szeroką skalę „fejkiem". Tym niemniej ta historia uwidacznia wiele różnych problemów.

    Widać przede wszystkim to, jak bardzo osłabł autorytet Waszyngtonu na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. W połowie lat 80. gospodarka USA zderzyła się już z problemem rekordowego (dla tamtych czasów) deficytu bilansu handlowego. Wówczas Amerykanie wezwali po prostu do Nowego Jorku szefów banków centralnych Europy i Japonii, zgromadzili ich w hotelu „Plaza" i „przekonali do przyjęcia szeregu skoordynowanych kroków odnośnie regulowania rynków walutowych". A mówiąc prościej — zmusili do rozpoczęcia interwencji walutowych, żeby osłabić kurs dolara w stosunku do innych walut.

    W rezultacie tych działań ceny amerykańskich towarów na rynkach międzynarodowych spadły, eksport się zwiększył, import spadł, a bilans handlowy wrócił do normy. Co prawda kosztem innych stron porozumienia.

    Na przykład Japonia z powodu ograniczenia eksportu do USA pogrążyła się w depresji, z której nie otrząsnęła się do tej pory. Nic dziwnego: przed „Porozumieniem Plaza" dolar kosztował 240 jenów, a obecnie 110 jenów. Tak więc rentowność japońskiego eksportu do USA spadła ponad  dwukrotnie. Jednak ani Japończycy, ani Europejczycy nie zdecydowali się wyrazić chociażby najmniejszego niezadowolenia z powodu egoistycznego postępowania Waszyngtonu.

    Obecna sytuacja jest diametralnie inna: amerykańska decyzja ws. ceł na stal i aluminium wywołała ostrą krytykę zarówno w Europie, jak i Azji czy Ameryce Łacińskiej. Francuski minister gospodarki Bruno Le Maire powiedział na przykład, że nie widzi przyczyn, dla których państwa europejskie miałyby ustępować Trumpowi i zaapelował do europejskich przywódców, by „rozmawiali z nim ostro".

    „Albo ulgi dla naszych towarów zostaną utrzymane, albo Trump zwiększy taryfy i ukarze tym samym naszą gospodarkę, nasze fabryki, naszych pracowników i w ogóle nasz rozwój gospodarczy. Mówię to, żeby nikt nie miał wątpliwości: jeśli do tego dojdzie, Europa zareaguje" — przestrzegł polityk.

    I chociaż USA odroczyły wprowadzenie karnych ceł o miesiąc, to retoryka Europejczyków nie złagodniała. „Decyzja USA przedłuża nieokreśloność na rynku, co już odbija się na biznesie. Unia Europejska powinna zostać całkowicie i na zawsze wykluczona z tych ograniczeń, ponieważ nie mogą być one uzasadniane względami bezpieczeństwa narodowego" — głosi oficjalny komunikat Komisji Europejskiej.

    Podkreślając, że „każdy transatlantycki program współpracy musi być wyważony i przynosić obopólne korzyści", UE kładzie szczególny nacisk na niedopuszczalność „negocjacji, prowadzonych pod groźbą". Komisja Europejska ma zamiar walczyć o „stałe wykluczenie całej Unii Europejskiej z nowych amerykańskich taryf".

    Od WTO do umów dwustronnych

    W całej sytuacji zwraca uwagę ewidentna bezsilność Światowej Organizacji Handlu. Dokładniej rzecz ujmując, nawet nie bezsilność, a całkowita bezużyteczność.

    Owszem, kraje niezadowolone z decyzji USA rozpoczęły przewidziane w regulaminie WTO procedury formalne, jednak wolą działać przy pomocy bezpośrednich negocjacji.

    Wyraźnie zademonstrowała to Angela Merkel, zgadzając się na „dwustronne rozmowy ws. zasad stosunków handlowych" zamiast zbiorowego, ogólnoeuropejskiego nacisku na Trumpa. Z kolei Theresa May zapowiedziała osiągnięcie przynoszącego obopólne korzyści porozumienia handlowego z USA po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE.

    Prezydent USA Donald Trump w ogrodzie Białego Domu
    © AFP 2018 / Brendan Smialowski
    Wygląda na to, że właśnie to chciał osiągnąć Trump, który powiedział w połowie kwietnia, iż członkostwo w Światowej Organizacji Handlu jest niekorzystne dla Waszyngtonu.

    „Umowy dwustronne są o wiele bardziej efektywne i korzystne, są lepsze dla naszych pracowników. Zobaczcie, że Światowa Organizacja Handlu jest zła dla USA" — napisał Trump na swoim Twitterze.

    O kryzysie w WTO mówi się już od wielu lat. Jednak szczególnie ożywione dyskusje zaczęły się po nieudanej rundzie negocjacji w katarskiej Dosze, mających na celu liberalizację handlu produktami spożywczymi. Przez siedem lat dyskusji na najwyższym szczeblu Unii Europejskiej, Stanom Zjednoczonym, Indiom i Chinom nie udało się osiągnąć kompromisu w sprawie działań, które mogłyby ochronić rolników z biednych państw.

    Od tej pory krytycy WTO twierdzą, że struktura, składająca się ze 153 krajów jest zbyt duża, aby osiągnąć porozumienie odnośnie jakiś ogólnych zasad. I że handel międzynarodowy będzie coraz bardziej regulowany przy pomocy umów dwustronnych. Donald Trump wprowadza tę prognozę w życie.

    Po co Stany Zjednoczone niszczą to, co same stworzyły ponad 70 lat temu, kiedy w 1947 roku zaproponowały Układ Ogólny w sprawie Taryf Celnych i Handlu (GATT)? Otóż wówczas Waszyngton był przekonany, że GATT umocni wpływ geopolityczny USA. „Jesteśmy gigantem gospodarki. I czy to się nam podoba czy nie, przyszłość międzynarodowych stosunków gospodarczych zależy właśnie od nas" — powiedział prezydent Harry Truman.

    Wojna domowa w Syrii
    © AP Photo /
    Sama procedura wielostronnych negocjacji handlowych w ramach WTO zapewniała przewagę polityczną bogatych państw i dominację Waszyngtonu na świecie: kraje kandydujące przed wstąpieniem do organizacji dostawały listę obowiązkowych wymogów, korzystnych dla USA i ich sojuszników. Oczywiście razem ze Światową Organizacją Handlu rozszerzały się również ich strefy wpływów.

    Drugą stroną medalu było to, że po przyjęciu do WTO, dążąc do maksymalnego wykorzystania nowych możliwości (i zrekompensowania sobie wydatków i poniżenia, związanego z procedurą wstąpienia do organizacji) kraje te zaczynały aktywnie rozwijać przedsiębiorstwa, zorientowane na eksport.

    Ostatecznie jednak wydarzyło się to, co było nieuniknione — amerykańskie firmy przegrały walkę konkurencyjną i potrzebują teraz protekcjonizmu. A ponieważ protekcjonizm jest sprzeczny z zasadami WTO, Waszyngton postanowił raz na zawsze zapomnieć o tej organizacji.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    OPCW nie jest w stanie ustalić, jaką dawką otruto Skripalów
    Brytyjskie myśliwce odeskortowały rosyjski samolot
    Jak przygotować się na wojnę
    Tagi:
    cło, handel, Światowa Organizacja Handlu (WTO), Donald Trump, Japonia, UE, Chiny, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz