11:41 17 Listopad 2018
Na żywo
    Międzynarodowy dom dziecka (tzw. „Interdom) im. Jeleny Stasowej w miejscowości Iwanowo

    Dlaczego córka Bieruta kradła w Rosji rzodkiewki?

    © Sputnik . Aleksander Lyskin
    Opinie
    Krótki link
    Olga Szestowa
    0 651

    W przededniu Dnia Zwycięstwa, obchodzonego 9 maja zakończyły się uroczystości, związane z 85. rocznicą powstania Interdomu - Międzynarodowego Domu Dziecka w mieście Iwanowo.

    Historia wychowanków tego ośrodka pozwala na stworzenie kroniki tragicznych wydarzeń historycznych w XX wieku: przez to miejsce przewinęło się ponad 5 tysięcy dzieci z 86 krajów świata.

    Powstanie Interdomu było przejawem internacjonalizmu i dobrej woli wobec sierot bojowników i antyfaszystów. Przeznaczony był dla dzieci, których rodzice walczyli z reakcyjnymi i faszystowskimi reżimami. Obecnie w Domu Dziecka, a mówiąc dokładniej — w Międzynarodowym Centrum Edukacyjnym „Interdom" wychowują się sieroty, dzieci objęte opieką z powodu trudnej sytuacji życiowej. Ukierunkowanie socjalne „Interdomu" nadal jest aktualne, natomiast wielonarodowościowe, które było ideą początkową — już nie.

    5 maja w Moskwie odbyło się uroczyste spotkanie, zorganizowane przez Stowarzyszenie Wychowanków Interdomu, wieńczące obchody jublileuszowe. Zebrali się na nim absolwenci i wychowankowie z różnych zakątków śwata — Chin, Iranu, Grecji, Francji, Wielkiej Brytanii i Azerbejdżanu, którzy odwiedzili już ośrodek, w którym spędzili dzieciństwo.

    Już niedługo rozjadą się do swoich domów, ale planują już spotkanie za rok w Uzbekistanie, a może w Grecji. Miejsce nie gra roli — najważniejsze, że się zobaczą. Na początku spotkania zaśpiewali wspólnie nieoficjalny hymn Interdomu „Piosenkę o młodym doboszu". Dla nich jest ona symbolem braterstwa i odległego, szczęśliwego dzieciństwa.

    Kadr z filmu Sobibór
    © Zdjęcie : Patriot Production (2018)
    Nie są do siebie podobni, mają różny odcień skóry, ale łączy ich wspólna przeszłość i wspaniała znajomość języka rosyjskiego. Jak mówi jedna z wychowanek — Żenia z trudnym afrykańskim nazwiskiem, zawsze, kiedy przyjeżdza do Rosji jej wspaniała wymowa wywołuje zdziwienie i pytaniе — gdzie tak dobrze nauczyła się rosyjskiego? Na co Żenia odpowiada, że w Interdomie.

    Na obchody przyjechała między innymi córka legendarnej greckiej rewolucjonistki Ilektry Apostolou — Agni Sideridou i Francuz Gerard Czerniajew. Jego mama była komunistką i pracowała jako osobista sekretarka przewodniczącego Francuskiej Partii Komunistycznej Maurice'a Thoreza.

    W Interdomie mieszkały i uczyły się dzieci także innych znanych działaczy politycznych i wysokich rangą komunistów. Wystarczy wymienić choćby syna chińskiego przywódcy Mao Zedong — Mao Anyinga. Znalazł tu azyl także syn Georgija Dimitrowa Mitko i syn Tito Żarko, a także córka przyszłego prezydenta Rzeczypospolitej Polski Bolesławа Bierutа i działaczki polskiego ruchu robotniczo-komunistycznego Małgorzaty Fornalskiej — Aleksandra Jasińska-Kania, która również była obecna na uroczystościach jubileuszowych.

    Aleksandra Jasińska-Kania
    © Sputnik . Olga Shestova
    Aleksandra Jasińska-Kania

    Pani Aleksandra przyjechała z Warszawy, gdzie mieszka od końca II wojny Światowej. Jako profesor socjologii wykładała prawie na wszystkich kontynentach, oprócz Australii i Antarktydy.

    W rozmowie z korespondentką Sputnika Olgą Szestową opowiedziała o wrażeniach z jubileuszu i o tym, jak znalazła się w Interdomie:

    — Tak się teraz stało, że tylko ja jedna z polskiej grupy przyjeżdżam na te spotkania jubileuszowe Międzynarodowego Domu Dziecka. Inni albo już nie żyją, albo się rozeszli po całym świecie. A w czasie Drugiej Wojny Światowej było nas kilkanaście osób z Polski. Byliśmy w różnych klasach. Właściwie w mojej klasie byłam tylko ja jedna z Polski. W tej chwili już nie mam kontaktów z nikim z nich. Obawiam się, że już nikt nie żyje. Urodziłam się w 1932 roku. Większość z tych polskich dzieci była starsza ode mnie. Właśnie podczas uroczystości wspomniany był Piotr Żarski, który, jak przyjechałam, to już odchodził na wojnę. Oczywiście moi rodzice znali się z jego rodzicami, którzy tutaj w Rosji zginęli.

    „Nieśmiertelny Pułk w Kazaniu, 9 maja 2017
    © Sputnik . Maksim Bogodvid
    - Jak Pani trafiła do Międzynarodowego Domu Dziecka w Iwanowie i dlaczego? W którym roku?

    — Ja po raz pierwszy znalazłam się w Domu Dziecka w 1939 roku, potem mama mnie zabrała do Białegostoku. W 1941 roku jak się zaczęła wojna niemiecko-radziecka znowu wróciłam do Domu Dziecka i byłam tam prawie do końca 1944 roku, kiedy mój ojciec zabrał mnie do Lublina. Lata II wojny Światowej spędziłam w Interdomie. Zresztą, razem z moją babcią (Marcjanną Fornalską — red.), która pracowała tam w izolatce, gdzie umieszczano dzieci na kwarantannę. Moi rodzice byli wtedy w Polsce, oboje byli aktywnymi działaczami politycznymi, a ja byłam z babcią. Ona, zresztą, współpracowała z MOPRem, czyli z międzynarodową organizacją pomocy rewolucjonistom. Podobnie jak i moje rodzice.  

    - Jak Pani wspomina ten czas spędzony w Interdomie?

    — Pierwszy rok wojny w Rosji był szczególnie ciężki. Dom miał być ewakuowany, były naloty. Myśmy uciekali do lasu, gdzie były schrony i myśmy się chowali. Starsze dzieci musiały zabierać ze sobą małe dzieci i nieść do tego schronu. Miałam już wtedy prawie 10 lat. Byliśmy często głodni i takimi wielkimi przysmakami były jakieś marchewki, albo rzodkiewki z ogrodu. Czasem na urodziny lub imieniny dla swoich przyjaciół kradliśmy je. Mnie potępiano — jak taka uczennica, która ma same piątki, i jest taką złodziejką — kradnie rzodkiewki, marchewki z ogrodu. To były oczywiście ciężkie czasy dla wszystkich. Niemniej ta atmosfera w Domu Dziecka była taka, że tam ja znalazłam takich przyjaciół, z którymi mogliśmy przetrwać najtrudniejsze czasy. Mieliśmy wspaniałych nauczycieli. Myśmy też mieli lekcje polskiego. Dzięki temu, jak wróciłam do Polski, mogłam spokojnie się uczyć. Bardzo dużo dzieci z Interdomu zdobywało wyższe wykształcenie, kończyło wyższe uczelnie, stawało się wybitnymi uczonymi, albo artystami, aktorami, tancerzami, śpiewakami. I to dlatego, że mimo bardzo ciężkich warunków wojennych wszyscy mieli regularne zajęcia z rytmiki, tańca, baletu, muzyki, śpiewu. Mieliśmy warsztaty stolarskie i szyliśmy sobie sami wszystkie ubrania. Mieliśmy znakomitą szkołę.

    - Czy może się Pani podzielić wrażeniami z uroczystości, jubileuszowej imprezy, która się odbyła w Iwanowie 1 i 2 maja?

    - Byliśmy bardzo wzruszeni nie tylko tym powrotem do lat dzieciństwa, wspomnieniami, ale tym, na jakim poziomie te dzieci nadal tam są wychowywane. Jakie wspaniałe są te przedstawienia: tańce z różnych krajów świata, śpiewy. Jest to takim obiecującym na przyszłość.

    - Czy Pani zdaniem, takie ośrodki, takie Międzynarodowe Domy Dziecka powinny powstawać, powinny istnieć, ze względu np. na obecną sytuację na Bliskim Wschodzie czy na Ukrainie?

    — Bezwzględnie tak. Wiele osób tutaj mówiło, jak dla nich pobyt w Domu Dziecka był ważny: dla dzieci, które przeszły przez taką traumę wojny, przewrotów rewolucyjnych, których rodzice byli zabici, czy uwięzieni. To spotkanie dzieci, które przeszły przez podobną sytuację, jest czymś niesłychanie ważnym. Adopcja nawet przez najlepsze rodziny nie zawsze zdaje egzamin. Natomiast takie wzajemne wsparcie takiej dużej grupy dzieci moim zdaniem ma ogromne znaczenie. Pomoc dzieciom, które są ofiarami wojen, przewrotów, przemocy jest bezwzględnie potrzebna, a zwłaszcza taka pomoc międzynarodowa dzieciom z różnych krajów. Moi najlepsi przyjaciele są Chińczycy, Afrykańczycy i Niemcy. Chociaż to była wojna — najgorsze zdawałoby starcie Polski czy Rosji z Niemcami. Tak jednak to, żeśmy się przyjaźnili z Niemcami, miało ogromne znaczenie, żeby przezwyciężyć złowrogość, nienawiść i zachować przyjaźń i pokój między narodami.

    Wychowankowie Interdomu z różnych części świata
    © Sputnik . Olga Shestova
    Wychowankowie Interdomu z różnych części świata
    Tagi:
    Interdom, Sputnik, Iwanowo, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz