12:37 16 Sierpień 2018
Na żywo
    Dzień Zwycięstwa w Moskwie

    Dzień Zwycięstwa - to trzeba zobaczyć na własne oczy (wideo)

    © Sputnik . Vladimir Sergeev
    Opinie
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    5623

    Dzień Zwycięstwa w Moskwie jest szczególnym przeżyciem. U nas w Polsce już szerzej nieobecnym, bo polskie władze uznają to za dzień... nowej okupacji. Przy takiej oficjalnej retoryce, nawet tym, którzy tych bredni nie podzielają, a myślę, że nadal to większość, też przestaje się chcieć świętować.

    Wiele narodów w Europie poszukuje dziś swojej tożsamości, czegoś, co może ich jednoczyć. Dla Rosjan takim bezspornym punktem jest 9 maja, dzień końca strasznej wojny, która pochłonęła ponad dwadzieścia milionów ofiar wśród ludności Związku Radzieckiego. Pamięć o tym dniu, mimo że od zakończenia wojny minęły 73 lata, nadal jest żywa i nadal łączy ludzi niezależnie od ich poglądów. Zwycięstwo nad niemieckim faszyzmem nie pozostawia w Rosji dla nikogo żadnych wątpliwości. Tu nie ma nikogo, kto inaczej ten fakt by oceniał.

    U nas tożsamość, a może mit założycielski, jak powiedział mi jeden z moich rozmówców, jest budowana w oparciu o mity zastępcze, przeważnie traumatycznych i przegranych dla naszego narodu wydarzeń. Nie potrafimy na dłużej znaleźć niczego, co łączyłoby nas wszystkich i nie było dla części Polaków kontrowersyjne. Czcimy więc teraz chwilowo przegranych, niezależnie od tego, co o nich myślimy, tzw. żołnierzy wyklętych, czy przegrane Powstanie Warszawskie, które swoim bezsensem i 250 000 ofiar oraz całkowitym zniszczeniem Warszawy powinno być czczone jedynie jako dzień narodowej żałoby i przestroga na przyszłość, a nie powód do dumy.

    Czcząc pamięć swoich rodaków, ale i wygraną wojnę z tymi, którzy nas wszystkich chcieli po prostu pozabijać, spotkany na „Nieśmiertelnym Pułku" Rosjanin mógł mi powiedzieć — „jeśli będzie trzeba, to jeszcze raz pokonamy faszyzm". Ale czy czcząc choćby Powstanie Warszawskie, jakby to było jakieś zwycięstwo, napotkany Polak mógłby mi powiedzieć — jeśli będzie trzeba, to znów zrobimy powstanie i znów zniszczymy miasto, a pod jego gruzami pogrzebiemy setki tysięcy ludzi? Pewnie mógłby, bo co jak co, ale w destrukcji nie mamy sobie równych.

    W przemarszu „Nieśmiertelnego Pułku" przeszło ulicami Moskwy około miliona osób. Nikt ich nie zmuszał, by wzięli udział w tym wydarzeniu. Marsz jest apolityczny i obowiązuje na nim zakaz używania symboliki partyjnej. Dozwolone są tylko symbole Rosji i Związku Radzieckiego, czyli państwa, które pokonało hitlerowskie Niemcy. Ludzie po prostu brali w ręce portrety swych przodków, by na kolejnych stacjach metra wzdłuż ulicy Twerskiej wysiąść i przyłączyć się do przemarszu, który przez kilka godzin zalewał ulice miasta. Tylu ludzi na jednym wydarzeniu jeszcze nie widziałem i zapewniam, że wrażenie jest niesamowite. To też miłe uczucie choć przez chwilę stać się częścią tej jedności, bo przecież nasi przodkowie też Berlin zdobywali. Niestety u nas, gdybyśmy nawet coś podobnego zorganizowali, to byłyby to zapewne co najmniej dwa, nieprzepadające za sobą nawzajem marsze, a może i więcej?

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Konferencja prasowa MSZ Rosji i Niemiec
    Media: Podczas MŚ 2018 Rosjanom zabronią grillować
    Haga: Rosja musi wypłacić Ukrainie odszkodowanie za krymskie aktywa
    Tagi:
    9 maja, Nieśmiertelny pułk, Dzień Zwycięstwa, Rosja, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz