16:04 23 Lipiec 2018
Na żywo
    Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa

    „Pożyteczna idiotka Putina" też ma swoje zdanie

    © Sputnik . Aleksandr Nastruskin
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Swiridow
    321028

    Znana publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska wraz z grupą polskich dziennikarzy odwiedziła ostatnio Rosję. Wizyta została zorganizowana na zaproszenie Fundacji Wsparcia Dyplomacji Publicznej im. Gorczakowa.

    Goście odwiedzili Moskwę, byli na Kremlu i w siedzibie Międzynarodowej Agencji Informacyjnej "Rossija segodnia". Uczestniczyli także w akcji Nieśmiertelny Pułk. W Sankt Petersburgu polscy dziennikarze spotkali się ze studentami uniwersytetu, zwiedzili Cmentarz Piskariowski, Ermitaż, a także obejrzeli operę w Teatrze Maryjskim.

    Z Agnieszką Wołk-Łaniewską rozmawia komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow.

    —  Rozmawiamy w Petersburgu — o dziwo, kończy się wyjazd dziennikarski, wycieczka polskich dziennikarzy do Rosji i chciałbym Panią zapytać od razu wprost: czy Pani jest „agentką Kremla"?

    — Yyy… To zależy, jak na to spojrzeć. [śmiech]

    Ja jestem z całą pewnością, o czym pisała „Gazeta Wyborcza" i wiele innych poważnych mediów w Polsce —  „pożyteczną idiotką Putina".

    —  I jak się Pani czuje z tym?

    — Bardzo dobrze! [śmiech]

    Bardzo dobrze, ponieważ uważam — i teraz przez chwilę mówiąc poważnie, że jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji jako Polska, ponieważ strasznie trudno jest mówić cokolwiek racjonalnego o Rosji.

    Każda osoba, każdy dziennikarz, każdy publicysta, każdy polityk, który uważa, że Polska powinna mieć normalne, produktywne, racjonalne stosunki z Rosją, jest oskarżany o bycie „pożyteczną idiotką Putina", „pożytecznym idiotą", albo „szpiegiem rosyjskim", albo „zdrajcą narodu", co jest kompletnie absurdalne.

    —  A czy dziennikarze, którzy mają taki przynajmniej neutralny stosunek, czy może nawet pozytywny, do Rosji, czy boją się kontaktów z Rosjanami?

    — Dużo Pan takich zna, co mają neutralny stosunek do Rosji? Bo ja — bardzo niewielu.

    Ja myślę, że nas jest pięciu, albo siedmiu, no może piętnastu w Polsce, ludzi, którzy mówią, że Rosja jest naszym największym sąsiadem. Jest wielkim, poważnym krajem, który ma prawo do ochrony swoich interesów.

    I oczywiście, że się boją.

    Myślę, że ci moi koledzy, przyjaciele, dziennikarze, którzy myślą tak, jak ja, już się przestali bać, bo już naprawdę nie mamy nic do stracenia.

    Jak „Gazeta Wyborcza" poświęciła mi bardzo duży felieton na drugiej stronie, w którym napisała, że jestem albo kosmitką, albo zdrajcą, bo przecież nie można myśleć, tak jak ja myślę, czyli albo biorę pieniądze od Kremla, albo zamieniłam się na umysły z kimś, to uznam, że już nie mam nic do stracenia.

    Mogę mówić to, co myślę, ponieważ nikt naprawdę już nie jest w stanie nic gorszego o mnie napisać.

    —  Pani Agnieszko, była Pani w Moskwie i akurat tak się zdażyło, że w tym momencie — to było 9 maja — osobiście polscy dziennikarze mogliście przejść po ulicach Moskwy i zobaczyć, co to jest „Nieśmiertelny Pułk". Jakie wrażenia?

    — Kompletnie niewiarygodne jest dla mnie to, że to jest tradycja, która jest bardzo nowa.

    „Nieśmiertelny Pułk. Moskwa, 9 maja 2018 r.
    © Zdjęcie : Katarzyna Mierzejewska
    „Nieśmiertelny Pułk". Moskwa, 9 maja 2018 r.
    To znaczy ma parę lat, siedem lat, jeśli dobrze rozumiem, ponieważ ja byłam absolutnie przekonana, że to tak od 1945 roku, albo może 1950. Jest to kompletnie zachwycające.

    Co więcej, miałam łzy w oczach, jak widziałam tych ludzi: młodych, starych z tymi zdjęciami. To było absolutnie wzruszające. Miałam takie emocje i chciałam napisać o tym tekst, że w Polsce ciągle jest taki koncept budowania nowego patriotyzmu. Czyli wkładania ludziom młodym do głowy, jak trzeba być patriotą.

    Zarówno „Nieśmiertelny Pułk", jak i te wstążeczki, które też są nowym pomysłem, dowodzą, że naprawdę można budować taką nową, świecką tradycję patriotyczną. Można budować jakieś współistnienie obywatelskie. Nowe tradycje kompletnie bez agresji.

    Najważniejsze, to co widziałam na tym pochodzie, w którym było milion ludzi, to to, że nie był przeciwko nikomu.

    Nie było w tym kompletnie żadnej niechęci do kogokolwiek, nawet do Niemców, a już nie powiem, że do innych Rosjan. Że inni Rosjanie idą w tym pochodzie, a drudzy idą w innym pochodzie, jak u nas 11 listopada, kiedy są: jeden pochód, drugi pochód, a ten pierwszy pochód głównie nienawidzi tego drugiego pochodu…

    —  Tak, i trzeba dać w mordę…

    — I trzeba dać w mordę temu drugiemu, absolutnie. Potem jest rzeczywiście coś pięknego i godnego pozazdroszczenia w tym, że patriotyzm rosyjski jest wolny od faszyzmu. Rzeczywiście w Rosji faszyzm jest źle widziany.

    U nas w Polsce niestety bardzo się zbliżamy do tej granicy. Może jeszcze to nie są faszyści, ale powiedzmy tacy quasi-faszyści. „Biała Europa", „nie lubimy Arabów", „nie lubimy Żydów", „nie lubimy Ruskich", „nie lubimy Niemców". Ciągle kogoś nie lubimy. I ciągle ta patriotyczna prawica tutaj flirtuje z faszyzmem.

    Tutaj odniosłam wrażenie, że to niewątpliwie było patriotyczne wydarzenie i pewnie było tak wiele ludzi prawicowych w takim sensie, że konserwatywnych, ale kompletnie nie mieli pomysłu, żeby w jakikolwiek sposób nadać temu faszystowki, albo quasi-faszystowski wymiar.

    —  Miała Pani spotkanie z prawnuczką marszałka Rokosowskiego, znaną rosyjską dziennikarką Ariadną Rokosowską…

    — Zachwycająca osoba! I to, co zwróciło moją uwagę, to ona bardzo przypomina mi Monikę Jaruzelską.

    Jest tak samo niezwykle kulturalną, niezwykle inteligentną kobietą z klasą. I też jest piękną kobietą, tak jak Monika.

    U nas w Polsce jest takie powiedzenie: „ten nóż jest tak tępy, jak radziecki generał". I była taka kpina z oficerów, dowódców Wojska Polskiego, radzieckiego czy ludowego.

    Patrzę na Ariadnę Rokosowską i patrzę na Monikę Jaruzelską i sobie myślę, że są to osoby, które wyniosły z domu zupełnie nieprzytomną klasę.

    Ariadna jest absolutnie olśniewającą osobą. Szalenie byłam zachwycona nią i okazją do spotkania z nią.

    —  W Petersburgu spędziliście bardzo dużo czasu. Odwiedziliście różne urzędy, spotkaliście się z rosyjskimi dziennikarzami. Zwiedziliście turystycznie dużo miejsc w Petersburgu, np. Ermitaż, „Aurorę". Co Pani powie o tym?

    — „Aurora" jest oczywiście znakomita i uważam, że każdy człowiek lewicy, którym oczywiście jestem, powinien być na Aurorze.

    Natomiast moja główna emocja, którą miałam, kiedy oglądałam Ermitaż, była taka, że ja naprawdę rozumiem, dlaczego była ta rewolucja. To znaczy ten rodzaj absurdalnego przepychu. Ten rodzaj złoceń…

    Ermitaż. Sankt Petersburg. 13 maja 2018 r.
    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Ermitaż. Sankt Petersburg. 13 maja 2018 r.
    Wtedy kiedy ludzie pracy rosyjscy, czy to byli robotnicy, czy to byli chłopi, żyli naprawdę w kompletnej nędzy, a tutaj budowali coś takiego, to ja rozumiem, dlaczego oni się zdenerwowali i postanowili obalić carat.

    —  Ale jednak Ermitaż spodobał się?

    — Nie nie! No jest piękny! Ale strasznie dużo jest w nim marnotrawstwa.

    Bardzo dużo można by było za te wszystkie bogactwa, które tam są wyeksponowane, zrobić dobrego dla ludu.

    —  Zobaczyłem, że Pani zrobiła sobie taką aurorkę na ręce?

    — Aurorkę zrobiłam, ponieważ uważam, że to było najważniejsze wydarzenie XX wieku…

    —  A proszę powiedzieć…

    — Wystrzał z „Aurory" — w takim sensie, że gdyby nie było Wielkiej Rewolucji Październikowej, to tak naprawdę nie byłoby lewicy w Europie. W takim sensie, że fakt istnienia Związku Radzieckiego, przy wszystkich problemach historycznych, które można wypominać Związkowi Radzieckiemu, spowodował, że lewica w Europie miała dźwignię.

    Miała formę nacisku, która powodowała, że kapitaliści w Europie Zachodniej musieli ustępować ludziom pracy, ponieważ bali się Związku Radzieckiego.

    Z punktu widzenia historii lewicy, Rewolucja Październikowa była wielkim wydarzeniem.

    A poza tym szalenie mnie cieszy, że mam coś, czego nie wolno mieć w Polsce.

    —  Proszę jednak opowiedzieć, bo rozgłośnia nie może przekazać, jaką ma Pani aurorkę? Co to jest?

    — To jest krążownik „Aurora". Tatuaż wykonany przez rosyjskiego tatuażystę. Jest zaznaczony wystrzał, ponieważ jest to tatuaż ku czci wystrzału „Aurory", który był sygnałem do przejęcia władzy w Rosji.

    —  I tatuaż jest kolorowy, a wystrzał jest czerwony.

    — Tak jest! Oczywiście, że jest czerwony, no jaki ma być!?! [śmiech]

    —  W Moskwie spotkaliście się w Fundacji Dyplomacji Publicznej Gorczakowa z szefem tej fundacji, bardzo znanym rosyjskim dyplomatą, urzędnikiem państwowym, byłym ministrem Leonidem Draczewskim. Rozmawialiście o stosunkach polsko-rosyjskich.

    Czy da się coś z tym zrobić? Mówię tutaj o polskim rządzie, który nie chce nic zmieniać, nie chce poprawy stosunków polsko-rosyjskich, wszystko jest zamrożone na poziomie „zero"…

    — Leonid Wadimowicz Draczewski, który jest dyplomatą, oczywiście nie chciał powiedzieć nic złego o Polsce, ani o polskim rządzie, wtedy kiedy był ambasadorem w Polsce, ale myślę, że nasza wspólna opinia jest taka, że póki co nie da się nic zrobić.

    Spotkanie w Fundacji Wsparcia Dyplomacji Publicznej im. Gorczakowa. Dyrektor Fundacji Leonid Draczewski. 10 maja 2018 r.
    © Zdjęcie : Katarzyna Mierzejewska
    Spotkanie w Fundacji Wsparcia Dyplomacji Publicznej im. Gorczakowa. Dyrektor Fundacji Leonid Draczewski. 10 maja 2018 r.
    My musimy w Polsce przeżyć ten okres, przepraszam, smuty i frustracji, ponieważ w tej chwili jest taki rodzaj terroru emocjonalnego, że każdy, kto mówi coś dobrego o Rosji i kto mówi to, co ja mówię i piszę i to, co koledzy tutaj mówią, czyli że Rosja jest państwem, które ma prawo bronić swoich interesów, jest narażony na ataki i podejrzenia o to, że jest na moskiewskim żołdzie.

    W związku z czym ambasador Draczewski tego nie powiedział, ale też widać było z tego co mówi, że nie jest optymistą, jeżeli chodzi o stosunki polsko-rosyjskie.

    Spotykamy się, mam przywilej spotykać się od czasu do czasu z ambasadorem Andriejewem, który jest ambasadorem Rosji w Polsce, który też chyba nie jest optymistą.

    Myślę, że zarówno Rosja, jak i Polska mają tak długą historię i to są kraje z tak wielką tradycją, że przyjdzie taki moment, że dojrzejemy do tego, że zaczniemy ze sobą rozmawiać, ale na razie trzeba przeżyć dziecięcą chorobę antyrosyjskości — którą niestety rozpoczęła Platforma Obywatelska — bo do czasów Platformy było dużo lepiej.

    Ja rozumiem, że to się wiązało z Krymem i rozumiem, że pewnego rodzaju Polska musiała zająć stanowisko polityczne, ale ta obsesyjna antyrosyjskość, taka potrzeba Polski, żeby być pionierem w tej antyrosyjskiej polityce europejskiej, szkodzi nam.  Oczywiście szkodzi nam bardziej niż Rosji, ponieważ mamy świadomość tego, przynajmniej ci z nas, którzy są ludźmi dorosłymi, że potencjał Polski i Rosji jest nieporównywalny.

    —  Takie wyjazdy dziennikarskie, takie spotkania coś Pani dają?

    — Ja wiem, że Rosja jest wspaniałym krajem, który trzeba rozumieć i szanować i w tym sensie nie muszę się niczego uczyć. Natomiast mam tutaj za sobą kolegów, którzy są związani z myślą prawicową i z dyskursem prawicowym dziennikarzy, którzy moim zdaniem się dużo dowiadują.

    Znaczy się oczywiście żartuję, że nic mi nie dają takie wyjazdy- bardzo dużo mi dają! Rozmawiam z ludźmi, spotykam Rosjan nie tylko na oficjalnych spotkaniach, ale w kawiarniach, barach, na ulicach, którzy są ludźmi po prostu o niezwykłej życzliwości.

    —  Akurat w Petersburgu to widać, prawda?

    — W Petersburgu to widać, ale w Moskwie też!

    Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Nigdy nie spotkałam się, a jestem w Rosji w ciągu ostatnich pięciu-sześciu lat chyba po raz 7, nie spotkałam się z żadną agresją, która byłaby związana z faktem, że jestem z Polski. Bardzo często mnie nie pytają.

    We wszystkich krajach Europy często pytają, skąd jesteś. Mam wrażenie, że w Rosji nie ma obyczaju zadawania tego pytania. Tutaj jest tak olbrzymi konglomerat ludzi, że właściwie nikogo nie obchodzi, skąd jestem.

    Bardziej ludzi obchodzi to, jak się zachowuję, kim jestem, jak się odnoszę do tak zwanego bliźniego — przepraszam za to katolickie wyrażenie. Ale naprawdę nie muszę się uczyć sympatii do Rosji, bo ja mam sympatię do Rosji, ale myślę, że koledzy, którzy są z prawicowej strony, wyciągną z tego interesujące wnioski.

    —  Bardzo dziękuję i czekamy na ciekawe teksty z Rosji i o Rosji!

    — Niewątpliwie! Dziękuję serdecznie!

    Zobacz również:

    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Polscy dziennikarze odwiedzili Moskwę
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    Tu mówi Moskwa!
    Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
    Сzy Rosja to naprawdę „dziki kraj": przyjedź i się przekonaj
    Warszawa-Moskwa-2017: Ja szpieguję, ty szpiegujesz...
    Marek Belka: „My, Polacy, kochamy Rosję i bardzo się boimy imperium"
    ABW: "Był" sobie cudzoziemiec
    Nadchodzi koniec roku, dorośnijmy!
    Leszek Miller: „Zwykły szacunek dla sąsiada nakazuje wysłanie dyplomatycznych gratulacji"
    Tagi:
    Aurora, Nieśmiertelny Pułk, społeczeństwo, patriotyzm, polityka, faszyzm, współpraca, dziennikarz, rusofobia, Fundacja im. Aleksandra Gorczakowa, MSZ Rosji, Rząd RP, Ermitaż, ABW, Leonid Draczewski, Agnieszka Wołk-Łaniewska, Leonid Swiridow, Sankt-Petersburg, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz