08:42 19 Czerwiec 2018
Na żywo
    Dolary amerykańskie

    To nie jest nowa wojna handlowa. To nowy świat

    © Sputnik . Natalia Seliverstova
    Opinie
    Krótki link
    Dmitrij Lekuch
    5754

    Nagłówki wiadomości gospodarczych od dziesięcioleci nie brzmiały bardziej wojowniczo od konfliktów zbrojnych.

    „Japonia uważa amerykańską decyzję o nałożeniu ceł importowych na stal i aluminium za niedopuszczalną”. „Theresa May wyraziła głębokie rozczarowanie z powodu nieuzasadnionej decyzji USA o nałożeniu cła na metale”. „Unia Europejska zakwestionowała decyzję USA o nałożeniu cła na metale z krajów społeczności w ramach WTO, wzywając wszystkich pozostałych do pójścia za jej śladem”. „Rząd Kanady zaapelował do Światowej Organizacji Handlu w związku z wprowadzeniem przez Waszyngton ceł importowych na stal i aluminium”.

    Jak pamiętamy, amerykańska wojna gospodarcza ze światem dotyczy nie tylko rynku metali. Pod koniec stycznia, jako „krok testowy”, Amerykanie wprowadzili cła na import paneli słonecznych i pralek. Toczą się ciężkie bitwy w przemyśle motoryzacyjnym.

    Wszystkie wielostronne umowy handlowe są bezlitośnie niszczone. To, co się teraz dzieje z Północnoamerykańskim Układem Wolnego Handlu (NAFTA), na którym opierała się praktycznie cała gospodarka północnoamerykańskiego kontynentu, nie można inaczej nazwać jak „podważaniem podstaw”.

    Ponadto: wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem powoduje, po pierwsze, uderzenie w gospodarkę Unii Europejskiej. A po drugie, jeszcze bardziej napędza i tak już niezbyt zdrowy wzrost cen ropy, czym Stany Zjednoczone, które w rzeczywistości stały się krajem „wydobywającym”, są dziś bardzo zainteresowane.

    Amerykanie w ogóle zachowują się bardzo ostro i cynicznie, i trzeba przyznać, że mają do tego podstawy. Ponieważ jeśli obecne trendy gospodarcze utrzymają się przynajmniej w średniookresowej perspektywie historycznej, to amerykańska gospodarka po prostu umrze. A były przedsiębiorca Trump, który pracował w „realnym sektorze” gospodarki, nie może tego nie rozumieć i łamie trendy o kolano.

    Po prostu twarde dane.

    Pomimo wszelkich wysiłków w minionym 2017 roku deficyt handlowy USA wzrósł o 12,1% i osiągnął już katastrofalną dla Stanów Zjednoczonych wartość 566 miliardów dolarów. Bardziej szczegółowo, amerykański eksport wyniósł 2,3 biliona dolarów, a import 2,9 biliona.

    Z deficytowych 566 miliardów dolarów najwięcej, 375,2 miliarda, przypada na Chiny, 151,4 — na Unię Europejską, 71,1 — na Meksyk, 68,6 — na Japonię. I nie tylko w rozumieniu Trumpa i jego zespołu, ale także zgodnie z podstawowymi prawami gospodarki, jeśli kraj importuje więcej, niż eksportuje, nie tylko podkopuje wzrost gospodarczy, ale także przeszkadza w pojawianiu się nowych miejsc pracy, dodatkowych dochodów i wpływów z podatków. A także prowadzi generalnie do zmniejszenia sektora produkcji (wzrost deficytu o ponad 12% to bardzo nieprzyjemny trend). I właśnie likwidacja deficytu handlowego była podstawową częścią programu wyborczego Trumpa, wraz z obniżeniem podatków i zniesieniem ograniczeń na wydobywanie kopalin. Nawiasem mówiąc, dwa z tych trzech „przedwyborczych” punktów zostały już wykonane. A z deficytem handlowym władze USA zaczynają walczyć właśnie teraz.

    Oznacza to, że „era wojen handlowych i rozbojów” rozpoczęta przez obecnych gospodarzy Białego Domu nie jest „epizodem” ani przypadkową fluktuacją „gospodarki rynkowej”.

    Są to całkowicie systemowe, a ponadto świadome i wymuszone długoterminowe kroki narodowo zorientowanej „drużyny Trumpa”, która, w przeciwieństwie do poprzednich administracji, ma zamiar egoistycznie działać w interesie właśnie narodowej gospodarki. A nie „globalnych” kręgów finansowych, które rozwiązały swoje zadania związane z całkowitą rekonstrukcją świata, w tym także kosztem własnego amerykańskiego narodu, a nie tylko wszystkich pozostałych.

    Trzeba bardzo wyraźnie zrozumieć, że te protekcjonistyczne środki przetrwają prezydenta Trumpa. Pozostaną na długo, jeśli nie na zawsze. Wał „ograniczeń handlowych” i innych sankcji będzie tylko rosnąć. Co więcej, nieważne jak by się nie śmiali nasi czołowi ekonomiści ze strategii substytucji importu, w USA jest ona także oficjalnie wprowadzana i idzie pełną parą. Program ten nazywa się Buy American and Hire American („Kupuj amerykańskie produkty — zatrudniaj Amerykanów”) i zatwierdzony już wiosną 2017 roku. Jego celem i przeznaczeniem jest powrót do Stanów Zjednoczonych tych gałęzi przemysłu i miejsc pracy, które opuściły kraj w epoce globalizacji od lat 70. i 80.

    Powiedzmy więc szczerze, to nie jest nowa wojna handlowa. To jest nowy świat, w którym będziemy musieli żyć. Wszystkie refleksje nad „prawami globalnych rynków”, wszelkie próby „zintegrowania gospodarki krajowej z międzynarodową dystrybucją” i inne głupoty w tym nowym świecie są bez znaczenia.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Europa wprowadzi cła na amerykańskie towary
    Kanclerz Austrii: Plany USA dotyczące cła to idiotyzm
    Europa kontra USA: pojedynek na cła
    Trump chce wprowadzić cła na samochody z Europy
    Tagi:
    cło, Donald Trump, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz