21:33 18 Czerwiec 2018
Na żywo
    Liaoning

    Chiny uzbrajają się w lotniskowce do wojny handlowej z USA

    © AP Photo / Kin Cheung
    Opinie
    Krótki link
    Dmitrij Kosyriew
    1441

    W chińskiej prasie rozgorzał spór między analitykami wojskowymi związany z przezbrojeniem atomowym państwa.

    Dolary amerykańskie
    © Sputnik . Natalia Seliverstova
    Na początku pojawiła się publikacja w hongkońskiej gazecie o tym, że Pekin niebywale przyśpieszył prace nad bronią atomową nowej generacji, realizuje średnio pięć testów na miesiąc, znacznie wyprzedzając w tym zakresie USA. Testy odbywają się oczywiście w formie symulacji wybuchu. W tym celu wykorzystywane są armaty gazowe, tak zwane impaktory i superkomputery. Dzisiaj prawdziwe wybuchy to domena Korei Północnej, choć nawet niebawem z nich zrezygnuje. Ale tak czy inaczej w publikacji mowa o stworzeniu nowej generacji broni jądrowej, która pozwoli doścignąć i prześcignąć USA.

    Ekspert wojskowy piszący dla pekińskiej gazety odpowiedział na to, że pięć prób miesięcznie to niesłychanie dużo, a co najważniejsze — to zbyteczne. Wszyscy przeprowadzają takie próby — Rosja, USA, Wielka Brytania, Francja i Chiny, i nie tylko gwoli opracowania broni „nowej generacji", ale też w celu sprawdzenia, czy istniejące ładunki są sprawne (bo przecież ich średnia długość życia wynosi 30 lat).

    I co najważniejsze: Chiny — przypomina pekiński specjalista — dysponują najmniejszą ilością głowic bojowych z pięciu wyżej wymienionych „oficjalnych" mocarstw jądrowych i nie zamierzają nikogo w tej sferze wyprzedzać.

    Chińska stacja kosmiczna „Tiangong-1”
    © AP Photo / Wang Sijang/Xinhua
    Należy tutaj dodać, że dyskusję rozpoczęła anglojęzyczna South China Morning Post, której właściciel jest gwiazda chińskiego biznesu Jack Ma (założyciel Alibaba Group).

    Odpowiedział jej dziennik prorządowy — anglojęzyczna Global Times, a potem flagowa „Renmin Ribao". Mamy więc przed sobą sprostowanie władz z następującym przesłaniem: tak, prace nad bronią jądrową są prowadzone, ale nie należy wyolbrzymiać, wszystko w normie.

    Ale jak zawsze w takich przypadkach, tego rodzaju spory wzniecają tylko zainteresowanie publiczności problemem, a dokładnie wyraźnym wzrostem chińskiej potęgi wojskowej.

    Zresztą pekińskie media publikują bardzo szczegółowe materiały na temat budowy chińskiej floty lotniskowców. Tym bardziej że lotniskowiec jest duży i tak łatwo go nie ukryjesz, właśnie teraz pływa po morzach południowych wzdłuż chińskich wybrzeży — przechodzi pierwsze testy. Jest informacja, że w ich wyniku lotniskowiec „Liaoning" osiągnął „systemową gotowość bojową", może formować grupę lotniskowców i robić to, co się od niego wymaga, w tym także działać w warunkach nocnych (piloci dopiero co przeprowadzili ćwiczenia). Chiny mają teraz dwa lotniskowce, trzeci znajduje się w fazie budowy i będzie doskonalszy pod względem technologicznym.

    Chińska prasa mówi też, że strategiczne wymogi państwa dyktują konieczność dysponowania dwiema-trzema grupami lotniskowców. Co zostanie osiągnięte przed 2025 rokiem, zgodnie z większością źródeł.

    Strategiczne wymogi to rzecz najciekawsza w historiach z udziałem atomowych głowic jądrowych i lotniskowców. Sedno sprawy tkwi w tym, że Chiny rozpoczęły program przezbrojenia mniej więcej w tym samym czasie co Rosja, przy czym cały proces trwa przy ciągłych konsultacjach Moskwy i Pekinu. Przyczyny, dla których tak się dzieje, są takie same dla Moskwy i Pekinu.

    Ostry nacisk ze strony USA, który zaczął się mniej więcej w 2012 roku, był skierowany nie tylko przeciwko Rosji, ale też przeciwko Chinom. Mechanizmem presji na Rosję jest Ukraina, a na Chiny — sporne terytoria na Morzu Południowochińskim. Właśnie dlatego Chiny naciskają na utworzeniu floty lotniskowców i po raz drugi pracują nad głowicami jądrowymi. Rosyjski program przezbrojenia jest nieco inny, bo w Rosji jest inna sytuacja.

    Niedawno na sporne wody wypłynęły po raz kolejny amerykańskie okręty wojskowe: przepędziły je chińskie myśliwce. Wszystko odbywało się tak jak zwykle, z tą różnicą, że akurat w swój próbny rejs wyruszał „Liaoning".

    I tu jest jeszcze jeden aspekt. Parę dni temu słynący z nieprzewidywalności prezydent USA Donald Trump usiłował zmusić Chiny do kupowania większej ilości amerykańskich towarów, żeby wyrównać zabójczy dla USA bilans handlowy.

    Całkiem, wydawałoby się, niedawno (20 maja) miała miejsce druga runda amerykańsko-chińskich rozmów. Strony porozumiały się, że handlowej wojny nie będzie, żadna ze stron nie wprowadzi wobec drugiej opłat celnych. I wtem nieprzewidywalny Trump informuje: nie, cła pozostaną. Na towary o łącznej wartość 50 miliardów dolarów, lista zostanie opublikowana 15 czerwca. I sankcje przeciwko chińskim firmom dotyczące zaawansowanych technologii też zostaną nałożone. I nie ważne, jakie były wcześniejsze ustalenia.

    Jak w takiej sytuacji w ogóle związywać się z USA? Oczywiście rozmowy będą się tak ciągnąć, strony w dalszym ciągu będą wymuszać na sobie ustępstwa, po czym Ameryka znów się wycofa.

    Jeśli gra jest na tyle ostra, to jakoś spokojniej w nią grać, jeśli ma się w zanadrzu ładunki jądrowe należytej klasy i lotniskowce.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Chiny budują trzeci lotniskowiec
    Flota Chin rodem z ZSRR „poraziła” USA
    Chiny testują lotniskowiec własnej produkcji
    Tagi:
    lotniskowiec, Liaoning, Chiny, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz