16:26 18 Wrzesień 2018
Na żywo
    Rosyjski dziennikarz Arkadij Babczenko udziela wywiadu w Kijowie

    Liczą się tylko fejki. Żywego Babczenki nikt nie potrzebuje

    © REUTERS / Valentyn Ogirenko
    Opinie
    Krótki link
    Maksim Sokołow
    5271

    W krótkim odstępie czasu pomiędzy nikczemnym zabójstwem Arkadija Babczenki a zmartwychwstaniem mężnego dziennikarza jego postępowi sympatycy natychmiast zapobiegawczo odrzucili dwa możliwe argumenty niegodziwości.

    Zasadniczo niegodnymi (choć w tym przypadku, ze względu na krótki pobyt Babczenki w Hadesie, nie mieli nawet czasu, aby je wypowiedzieć) zostały nazwane:

    a) wypowiedzi o tym, że rola ofiary zamachu w rosyjskiej i światowej polityce jest bardzo niewielka, z następującym pytaniem, jakie korzyści płynęłyby dla Kremla z jej śmierci;

    b) rozumowanie o „ofierze sakralnej”, gdy wiadomo, że takiej ofiary nie może być, ponieważ nie może być nigdy.

    Natychmiast po skończeniu z tymi argumentami „babczenkofile” zasugerowali Kremlowi, aby wymyślił coś nowego, bo takie znoszone stare rzeczy są już dość nudne.

    Teraz konkretnie w punktach.

    W punkcie „a” należy przypomnieć, że formuła „Cui prodest?” (w pełnej formie „Is fecit cui prodest” — „ten uczynił, czyja korzyść”) ma dwa tysiące lat. Oczywiście wiek tej zasady nie jest całkowicie zwycięskim argumentem na jej korzyść, ale w każdym razie warto zastanowić się przed odrzuceniem tak starożytnej mądrości. Tym bardziej że nawet dzisiaj policja na całym świecie, badając przestępstwo, kieruje się tą rzymską formułą.

    Z bardzo prostego powodu. Zbrodnia, tym bardziej tak poważna, jak morderstwo, przy czym nie przypadkowe, jak zabójstwo w pijackiej bójce, ale przygotowane wcześniej, zapewnia zabójcy w przypadku zdemaskowania bardzo nieprzyjemne konsekwencje. W związku z tym logiczne jest zastanowienie się nad korzyściami, na jakie liczył przestępca ze swojego czynu, ponieważ tylko poważne korzyści mogą zmusić do tak poważnego ryzyka. Oczywiście nie ma reguł bez wyjątku, są też „lekkomyślni głupcy, gorsze decyzje co do złego czynu”, ale w większości przypadków czarny charakter obejmuje umysł, a opracowanie wersji zaczyna się od ich oddzielenia. Najbardziej prawdopodobne są badane w pierwszej kolejności, najbardziej niesamowite są ostatnie. A kryterium jest to samo „Cui prodest?”. Znieście je — czego, jak się zdaje, pragnie postępowa społeczność — a można znieść policję kryminalną.

    Ale w kwestii korzyści czy straty zabójstwa temat ważności ofiary ma najbardziej bezpośrednie znaczenie, ponieważ morderstwo zostało uznane za polityczne. Co do Babczenki, to już w ogóle „jakie mocarstwo, taki też atak terrorystyczny”. Znaleźć bardziej niesamowitą osobę (powiedzmy delikatnie, ponieważ nie tak miękkie określenia są niewygodne w druku), może jest możliwe, ale bardzo trudne.

    Ale przecież polityczne znaczenie innych ofiar zabójstw również budzi poważne wątpliwości. Skripal, Litwinienko, kto o nich wiedział? Nawet tak sławne ofiary jak Niemcow i Politkowska padały z rąk złoczyńców nie wtedy, gdy znajdowałysię na szczycie sławy i wpływów, ale z jakiegoś powodu, kiedy o nich szczęśliwie zapomniano. Taka osobliwość w wyborze ofiar wymaga wyjaśnienia, zwłaszcza że te osoby w opozycji, które obecnie rzeczywiście wyrządzają szkodę tak zwanemu „krwawemu reżimowi”, paradoksalnie znajdują się w stanie dobrego samopoczucia.

    Zachowanie „krwawego reżimu” jest tutaj całkowicie niewytłumaczalne, a jedyną wiarygodną wersją (zgodnie z testamentem Sherlocka Holmesa) jest ta, że opozycjonista, który wciąż może wyrządzić szkodę — to złoty fundusz wiadomo u kogo i nie można go dotknąć, a opozycjonista nikomu już nieprzydatny może posłużyć jako trup. Brzmi to nieprzyjemnie, ale kto powiedział, że promowanie demokracji jest łatwe do przełknięcia.

    W tym momencie pojawia się punkt „b”, czyli wersja o ofierze sakralnej. Można zgodzić się z tym, że ten termin nie jest zbyt udany. Babczenko i SBU są ostatnimi, którzy mogą kojarzyć się z sacrum, czyli ze świętością. Ale jeśli rozumieć pod tym zbrodnię wraz z przeniesieniem winy z rzeczywistego wykonawcy na tego, którego pożądane jest oskarżyć, to w tej formie pojęcie ma co najmniej prawo do istnienia. Czy w 1933 roku (podpalenie Reichstagu) i w 1934 roku (zabójstwo Kirowa) przeniesienie winy nie zostało przeprowadzone z maksymalną wydajnością? Być może chcą nam powiedzieć, że tylko złe reżimy posuwają się do takich metod, a dobre reżimy nie mogą posunąć się do tak niecnych rzeczy, nawet pomimo skuteczności takiej sprawy.

    Jest to już kwestia wiary, ale generalnie konieczne jest zbadanie wszystkich wersji podczas badania przestępstw. Nawet takich, które mogą pokazać, że w delikatnych sprawach granica między złym a dobrym reżimem bywa dość płynna. Mówiąc krótko, dżentelmeni w służbie Jej Królewskiej Mości (powiązanie z krajem jest przypadkowe) również są do wielu zdolni.

    Rosyjski dziennikarz Arkadij Babczenko na konferencji prasowej w Kijowie
    © AFP 2018 / GENYA SAVILOV
    Ale najdziwniejsze jest to. Zarówno ukraińscy bracia, jak i cały zachodni świat nie przestają mówić o wojnie hybrydowej rozpętanej przez Rosję przeciwko Zachodowi.

    Przede wszystkim zauważmy, że wojna (w tym także hybrydowa) jest procesem wzajemnym. W przeciwnym razie nie jest to wojna, lecz triumfalny pochód. Jeśli zaś mimo wszystko jest to wojna, to à la guerre comme à la guerre (na wojnie, jak na wojnie), a wszystko to, co opisano powyżej, należy do kategorii sztuczek wojskowych, do których uciekają się wszystkie strony.

    I wszelkiego rodzaju nieuczciwe manewry, każde postawienie fałszywych celów jest esencją wojny hybrydowej. Jeżeli którakolwiek ze stron odgadła podstęp wroga, to dziwne jest, aby się na to obrażać. Przebiegłość też się przejada, także w procesie konfrontacji między ludźmi zdobywa się doświadczenie, które pomaga im rozwiązać manewry partnera. Zwłaszcza gdy manewry są w filigranowym ukraińskim wykonaniu.

    A ponieważ zestaw manewrów i tricków jest ograniczony — wojna ogólnie jest rzeczą bardzo tradycyjną — to także kontrmanewry nie mogą odznaczać się świeżością. Wymagać, aby Rosja rezygnowała z kwalifikacji nieprzyjacielskich sztuczek, ponieważ w tej kwalifikacji nie ma niczego nowego, to już nadmierny postmodernizm. Tak samo jak odrzucać doktrynę Epaminondasa o równowadze sił broniących się i napadających, bo przecież starożyty Grek żył Bóg wie kiedy. W akademiach wojskowych to podejście do starej mądrości nie spotkałoby się ze zrozumieniem.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Media skrytykowały cyrk z „wskrzeszeniem" Babczenki
    Puszkow nazwał „morderstwo” Babczenki cynicznym wodewilem
    Kreml o śmierci Babczenki
    SBU: Arkadij Babczenko żyje
    Tagi:
    Arkadij Babczenko, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz