03:06 19 Grudzień 2018
Na żywo
    Flagi UE w Brukseli

    Europa odchodzi od polityki na rzecz gospodarki

    © Sputnik . Aleksiej Witwicki
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    8221

    Rozmowa korespondenta Leonida Sigana z politologiem doktorem filozofii z Instytutu Nauk Społecznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach Cezarym Kalitą.

    — Znany jest nam przecież tytuł bestsellera XX wieku pióra Ericha Marii Remarque'a „Na Zachodzie bez zmian". Czy uwzględniwszy wyniki wtorkowej wizyty Władimira Putina w Austrii i oświadczenie nowego premiera Włoch Giuseppe Conte, że zamierza starać się o zniesienie sankcji nałożonych na Rosję, można powiedzieć, że na Zachodzie jest nie bez zmian?

    - Generalnie polityka, związana z podejściem do Rosji jest dosyć konserwatywna, czyli rzeczywiście można powiedzieć, że jeśli następują zmiany, to bardzo powoli. Niemniej jednak Włochy są w takiej sytuacji, że udało się im jakoś powołać rząd, na dodatek nie do końca sprzyjający Unii Europejskiej, stąd poszczególne kraje zaczynają po prostu odchodzić od polityki na rzecz gospodarki. Krótko mówiąc, ważniejsze są interesy i dobrobyt obywateli, a nie urojone czy rzeczywiste obawy w stosunku do jednego z mocarstw. Polityka mocarstwowa zawsze będzie i nie będzie się wszystkim podobała. Czy to polityka rosyjska, amerykańska, czy może chińska, która zaczyna odgrywać istotniejszą rolę, to zawsze będzie tarcie, a każdy poszczególny kraj musi w dużym stopniu ustawiać swoje stosunki lateralnie. Odchodzimy od polityki na rzecz gospodarki, taka jest prawda.

    Rosji sprzyjają również inni członkowie Unii Europejskiej — Francja, Portugalia, Grecja czy też Cypr. Dotychczas nie było problemów z przedłużeniem okresu sankcji, które wygasną 15 września. Jeśli zważymy, że i inne stolice mają wątpliwości co do sensu tych antyrosyjskich restrykcji, to zwiększa się prawdopodobieństwo, że kolejnego przedłużenia nie będzie i to na przekór stanowisku Polski.

    Polska generalnie ma jakąś taką dziwną, antyrosyjską może nie fobię, ale jest to pewnie coś zbliżonego. Powiedzmy sobie szczerze — wynika to z bliskości, a sąsiad z sąsiadem, jeśli już się kłócą, to zawsze na poważnie. Wszystkie kraje sąsiadujące czasami budują te lepsze relacje, czasami mają gorsze okresy, ale powiedzmy sobie szczerze — te sankcje nie mają żadnego sensu. Wszyscy mają świadomość, że naprawdę mamy inne problemy, związane chociażby z zapowiedzią wojny handlowej przez Stany Zjednoczone czy ekspansją chińskiej gospodarki. Europa musi się skonsolidować, a nie się ze sobą jeszcze kłócić — wiele krajów dostrzega, że nie zyskuje się niczego na konflikcie z Rosją. Francuzi zawsze mieli bardzo duże interesy gospodarcze w Rosji, przed rewolucją był to przecież chyba główny inwestor. Dlatego trzeba odchodzić od polityki, bo to nic nie daje, a przechodzić do gospodarki, i wtedy też ta polityka staje się łagodniejsza, a kiedy ustawiamy konflikt gospodarczy, to zaostrzamy w ten sposób konflikt polityczny. Ten mechanizm sankcji działa paradoksalnie zupełnie odwrotnie, czyli ma na celu poprawę relacji politycznej, a efekt jest taki, że nie do końca to wychodzi.

    Stanowisko Warszawy w środowej „Rzeczpospolitej" wynika z felietonu  redaktora Jerzego Haszczyńskiego, cytuję: „Tego samego dnia prezydent Putin przyjechał do stolicy Austrii, a prezydent Niemiec do Warszawy. Ta pierwsza wizyta to zły znak dla przyszłości UE. Pozbawiona wrażliwości prorosyjskość starej Europy, nawet ubrana w wiedeńskie szaty, jest zagrożeniem dla Wspólnoty. Pozytywnym znakiem dla przyszłości UE może być natomiast wizyta prezydenta Steinmeiera".

    Flagi UE i Rosji
    © Sputnik . Władimir Siergiejew
    —  Panie redaktorze, czy rzeczywiście relacje polsko-niemieckie są aż tak sielankowe?

    - No naprawdę, fakt, że musimy komentować takie powiedzmy myślenie życzeniowe i niepoparte w ogóle żadną głębszą diagnozą realnych możliwości, panujących w Europie jest trochę żenujące — tak to ujmę. Bo jakie zagrożenie? Kiedy się współpracuje, to nie ma zagrożenia i jest dokładnie odwrotnie. My swoją fobią stwarzamy swoiste zagrożenie. Wygląda to tak, że przestajemy być w Europie rozumiani z tą antyrosyjską fobią. Zasada jest prosta. Jak coś jest złego — krytykować, jak coś dobrego — pochwalić. A nie wychodzić z założenia, że wszystko jest złe.

    A dlaczego jest złe? Bo tamten ktoś jest zły. A dlaczego jest zły? Bo my tak sądzimy. Wy sądźcie też tak jak my, bo my na pewno mamy rację. Ale dlaczego macie rację? Ale tego już nikt nie tłumaczy. Powiedzmy sobie szczerze — Polacy mają problemy chociażby z praworządnością. Ukazał się teraz miażdżący raport ONZ. A to już nie jest organ europejski, który może mieć w tym jakieś interes. Chcemy wszystkich pouczać, mówić, jacy są inni, a u siebie nie możemy zrobić porządku. Przestajemy być wiarygodni. Przypomina to sytuację z chyba niemieckiej bajki o pasterzu i wilkach, że jak ktoś ciągle krzyczy „wilki, wilki, wilki", żeby ludzie przybiegali, to co jakiś czas przybiegają, ale w pewnym momencie przestają na te ostrzeżenia reagować. W polityce europejskiej takiego kogoś przestaje się brać na poważnie. Przykro to mówić, ale niestety prowadzi to do takiej sytuacji.

    Zobacz również:

    Europejski biznes w Iranie: jak obejść amerykańskie sankcje
    Putin: Zależy nam na zjednoczonej i rozwiniętej Unii Europejskiej
    Soros zdemaskowany: jak miliarder rządzi Europą
    Tagi:
    Sputnik, UE, USA, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz