00:22 19 Lipiec 2018
Na żywo
    Rysunek rosyjskiego artysty Wasi Łożkina

    „Rosyjska propaganda" w karykaturach. Praga będzie w szoku

    © Zdjęcie: Instagram/ Vasya_lozhkin
    Opinie
    Krótki link
    3170

    W Pradze szykuje się wernisaż wystawy prac znanego rosyjskiego karykaturzysty, blogera i muzykanta Aleksieja Kudelina, znanego jako Wasia Łożkin, o chwytliwej nazwie: „Rosyjska propaganda". Jakie zadanie stawia przed sobą autor - wyśmianie rosyjskiej propagandy, zrobienie z niej parodii czy może parodii tych, którzy są nią śmiertelnie przerażeni?

    Myślę, że raczej to ostatnie, chcę się pośmiać z samego problemu — powiedział w rozmowie ze Sputnikiem artysta-karykaturzysta Wasia Łożkin.

    Łożkin: No gdzie może być jakaś rosyjska propaganda za granicą? Co można propagować? Wódkę i bałałajki, czarny kawior?

    Sputnik: Nie no dlaczego, w Czechach działa pewna ilość stron internetowych, które zaliczono do prokremlowskiej propagandy…

    Łożkin: I co one propagują? Fakt, że Putin jest wspaniałym prezydentem? To i tak wszyscy wiedzą. Ale jaki to ma związek z obcokrajowcami? W ogóle uważam, że mówienie o propagandzie jednego kraju w innym kraju jest po prostu głupie. Na przykład jaka może być amerykańska propaganda w Rosji? Żadna tak naprawdę. Swojego systemu poglądów, podejścia do tych czy innych wydarzeń nie mogą Rosjanom narzucić.

    Sputnik: Czy pański humor i jego polityczne podłoże będą dla Czechów zrozumiałe? Przecież, kiedy słyszą słowo „propaganda", to prędzej marszczą brwi, niż się uśmiechają…

    Łożkin: No ja osobiście rozumiem czeski humor. Pamiętam, jak zobaczyłem w Czechach reklamę muzeum totalitaryzmu. Przedstawiono na niej matrioszkę z zębami ostrymi jak u wampira. To był swego rodzaju symbol okrucieństw totalitaryzmu stalinowskiego. Ale na naszej wystawie nic politycznego poza nazwą z grubsza biorąc nie ma. Choć rozumiem, że w związku z wystawą będzie się mówić o wojnie informacyjnej, którą prowadzi Rosja. Rosja i Zachód znajdują się teraz w stanie wojny, z tymże nie my ją rozpętaliśmy, my po prostu musimy się bronić.

    Sputnik: Trudno podejrzewać Pana o sympatie do władzy, raczej na odwrót. Co Pana skłoniło do występowania w roli obrońcy polityki Kremla?

    Łożkin: Swoich współobywateli mogę besztać i krytykować na Ojczyźnie, a za granicą swój kraj zawsze będę bronić. Według mnie to normalne dla patrioty.

    Sputnik: Takie „osobiste" pytanie — czy Krym jest rosyjski?

    Łożkin: Często słyszę to pytanie, nie tylko pod swoim adresem, ono jest jak papierek lakmusowy, żeby sprawdzić człowieka. Odpowiem tak: jedźcie na Krym i popatrzcie, czyja tam władza, czyje flagi tam powiewają. Można, ile się chce powtarzać, że Krym jest ukraiński, amerykański, marsjański, ale de facto teraz należy do Rosji.

    Sputnik: No tak, jak powiedział prezydent Zeman, to „fait accompli", fakt dokonany. Dobra, zostawmy na boku politykę. Proszę opowiedzieć o swoim artystycznym stylu, bo mówi się o nim wszystko: koto-karykatury, straszne karykatury, magiczne, niektórzy nazywają Pana piosenkarzem wymyślonego miasta Kobyłozawodzka. Jak Pan sam określi styl swoich prac?

    Łożkin: To nie całkiem karykatura, raczej mityczna karykatura, parodia karykatury. To taka kontynuacja tradycji rosyjskiego łubka, taki wesoły obrazek z zabawnym napisem. Łubki wykonywano na jakichś deseczkach, na kubkach, żeby ten, kto przyjedzie w celu sprzedaży swojego towaru, kupił sobie jeszcze wesoły obrazek. W moim przypadku to taki zmodernizowany rosyjski łubek.

    Sputnik: Głównym bohaterem pańskich prac jest kot. Tak też się Pana nazywa „koto-artysta".

    Łożkin: No nie tylko kot, jest tam też staruszka z toporem i niedźwiedzie i klowny, czasem też drewniani Pinokio.

    Sputnik: Ile prac wystawi Pan na wernisażu w Pradze? Co czeka gości wystawy „Rosyjska propaganda" w karykaturach Wasi Łożkina?

    Łożkin: Poważnie się przygotowujemy, wyselekcjonowaliśmy 70 prac, które będą zgrupowane tematycznie. Przetłumaczyliśmy już na czeski napisy do nich. Można będzie nabyć katalog wystawy z komunikatem prasowym, który w żartobliwej formie, po czesku i po rosyjsku, opowiada o mojej twórczości. Gospodarz wystawy chce jeszcze przygotować pamiątki, jakieś różne magnesy i inne. Wszystko to, a także obrazy, jeśli ktoś zechce, można będzie niedrogo kupić na wystawie. Otworzy się ona w samym centrum Pragi, na placu Wacława, ale w jakiej galerii jak na razie nie mówimy, żeby nie wywoływać zbytnich emocji. Takie dzisiaj czasy, że nawet nazwa wystawy „Rosyjska propaganda" może przysporzyć nieprzyjemności temu, kto zdecydował się ją pokazać.

    Sputnik: Pierwszy raz przyjechał Pan do Pragi w 2009 roku. Został Pan wtedy poproszony o pomalowanie klubu. Co z tego wyszło?

    Łożkin: No to był raczej bar dla miejscowych gejów. Zwrócili się do mnie, ale ja im powiedziałem, że należę do innej kultury, raczej zaliczam się do homofobów. Ale przekonali mnie, bo potrzebne im były brutalne, mocne wątki. I narysowałem im taki piekielny koszmar, prawdziwy koszmar z homoseksualnym odchyleniem. Niestety moje dzieło żyło niedługo, bar (nie z mojej winy!) zamknął swe podwoje, teraz działa tam apteka.

    Sputnik: Prażanie poznają Pana jako karykaturzystę. Ale przecież jest Pan także muzykantem. Proszę coś powiedzieć o tym swoim obliczu, o swojej grupie „nieludzkiej muzyki".

    Łożkin: Ja całe życie, już jako uczeń, zbierałem różne grupy jak dyrektor artystyczny, lubię to zajęcie. Teraz prowadzę grupę jarosławską, nazywa się „Elitarna grupa rockowa o znaczeniu federalnym imienia Wasi Łożkina". Jutro mamy występ w Jarosławiu, a jesienią zaprezentujemy album w Moskwie. Szkoda, że nie uda się zaprezentować go w Pradze razem z wystawą. To trudne pod względem technicznym, a mogłoby być naprawdę fajnie.

    Sputnik: Wróćmy jednak do karykatury. Jak odnosi się Pan do publikacji Charlie Hebdo? W przeddzień Mundialu w Moskwie, umieścili na okładce Władimira Putina na czołgu, strzelającego do piłkarskiej bramki. Jak się to Panu podoba?

    Łożkin: No, to nie taki znowuż straszny obrazek, rysowali okrutniejsze. Czy podoba mi się ta twórczość? Nie, nie podoba mi się. I nie dlatego, że zrobili z Putina kolejny postrach. Śmiać się można nad wszystkim. Ale mi osobiście nie podobają się karykatury podyktowane chwilą. Coś się wydarzyło i od razu trzeba to przedstawić. Już jutro taki rysunek będzie martwy, dlatego że się zdezaktualizuje, i trzeba będzie rysować coś nowego. Ja natomiast chcę podejmować tematy wieczne, ludzką ignorancję, głupotę, pijaństwo, wyśmiewać ekstremizm i szaleństwo człowieka, strach przed przyszłością i przeszłością i w ogóle pokazywać życie takim, jakim ono jest.

     

     

    Sputnik: No a temat praskiej wystawy — rosyjska propaganda — też podyktowany jest chwilą, nie ujrzałby światła dziennego jeszcze pięć lat temu.

    Łożkin: Zgadzam się, ale ja przedstawiam raczej parodię strachu przez propagandą, tam będzie kilka strasznych obrazków, na których jacyś generałowie odpalają rakiety w stronę Ameryki itd. Niczego poza uśmiechem takie obrazki wywołać nie mogą. Rosja nie zamierza na nikogo napadać. Dlatego możemy sobie pozwolić na żarty nad tym wszystkim. A nazwa wystawy ma służyć raczej intrydze, żeby zwabić gości, żeby przestraszyli się być może, przyszli, zobaczyli rysunki i… zaśmiali się nad własnym strachem, żeby zrozumieli, że „nie taki diabeł straszny, jakim go malują".

    Zobacz również:

    Nadwiślańskie urojenia rusofobów, czyli „Wojna hybrydowa"
    Brytyjskie media: ciemnoskórzy Rosjanie cierpią z powodu rasizmu, ale nie wiedzą o tym
    Francja: „Pracuje Pan dla RT, więc nie ma Pan prawa wstępu"
    Tagi:
    karykatura, Wasia Łożkin, Praga, Czechy, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz