Widgets Magazine
08:36 22 Lipiec 2019
Prezydent Polski Andrzej Duda

Duda ze sklejki: Historia bywa niesprawiedliwa

© REUTERS / Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta
Opinie
Krótki link
Agnieszka Wołk-Łaniewska
14344

Pomijając błąd w założeniu - najpierw trzeba mieć jakąś legitymację przywódczą, żeby móc ją umacniać - trudno oprzeć się wrażeniu, że w swej potrzebie zaspokojenia wszystkich prezydent wykazuje się, z całym szacunkiem, pewną bezmyślnością.

Kiedy Arkadiusz Rybicki z Maciejem Grzywaczewskim nieporadnie kaligrafowali zbiór robotniczych żądań na dwóch kawałkach sklejki traserskiej, Pan Prezydent miał — podobnie jak ja — 8 lat.

To w znacznym stopniu wyjaśnia jego potrzebę rekonstrukcji historycznej tego ważkiego wydarzenia, która najwyraźniej objawiła się w propozycji pytań referendalnych, zaprezentowanych ostatnio przez Andrzeja Dudę.

Odczytany podczas posiedzenia Narodowej Rady Rozwoju zbiór 15 pytań ma ten cudownie przypadkowy, niezborny wydźwięk, który powstaje w wyniku działania autentycznie kolektywnego: spontanicznej pracy niepodporządkowanej żadnej dyscyplinie i pozbawionej  kierownictwa. Co oczywiście jest w pełni zasadne w przypadku   powstałego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, ale nieco trudniejsze do zrozumienia, jeśli chodzi o efekt kilkunastu miesięcy narad w Kancelarii Prezydenta z udziałem najwybitniejszych ponoć umysłów współczesnej Polski.

Proponowane przez prezydenta pytania konstytucyjne w ogóle nie dotyczą tego, co jest treścią konstytucji — czyli ustroju Polski.

Andrzej Duda nie pyta na przykład — wbrew zapowiedziom sprzed roku — czy Polacy „chcą prezydenta, który ma silny urząd, a wybór w wyborach powszechnych ten silny urząd uzasadnia, czy chcą, żeby to był prezydent taki bardziej symboliczny, bardziej ceremonialny", wybierany przez Zgromadzenie Narodowe.

Pyta jedynie o to, czy obywatele są za wzmocnieniem jego kompetencji na wypadek ewentualnego konfliktu z Macierewiczem-bis, co trudno uznać, za fundamentalny problem ustrojowy. Nie pyta o ordynację wyborczą — choć przecież istnieje spór: system proporcjonalny kontra większościowy, czyli nieszczęsne JOWy; warta rozważenia jest także kwestia utrzymania bądź zniesienia progu wyborczego i systemu D'Hondta, które są dziś zasadniczym czynnikiem petryfikacji sceny politycznej i niskiej reprezentatywności władzy.

Nie pyta o system sądowniczy — co akurat jest mało zaskakujące, w kontekście jego osobistej roli w łamaniu obowiązującej konstytucji w tym względzie, ale co, w odróżnieniu od zgłoszonych pytań, stanowiłoby jakieś logiczne uzasadnienie referendum.

Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Zamiast tego Andrzej Duda — niczym MKS w 1980 roku — wrzuca na swoje tablice wszystko, co ktoś wykrzyczał w jego kierunku, przekonany najwyraźniej, iż w ten sposób zrobi dobrze wszystkim, co zaowocuje wzmocnieniem legitymacji jego przywództwa.

Pomijając błąd w założeniu — najpierw trzeba mieć jakąś legitymację przywódczą, żeby móc ją umacniać — trudno oprzeć się wrażeniu, że w swej potrzebie zaspokojenia wszystkich prezydent wykazuje się, z całym szacunkiem, pewną bezmyślnością.

Renata Grochal pisze w „Newsweeku", iż propozycje ujęcia w Konstytucji nienaruszalności 500+ czy obniżenia wieku emerytalnego to próba „przypodobania się swojej macierzystej partii" poprzez „wpisanie się w narrację PiS". Ale w tym samym akapicie pisze, słusznie, iż „głównym pomysłem PiS na utrzymanie władzy jest straszenie Polaków", że jeśli inna partia wygra wybory, to te dary im odbierze. Uczciwie powiedziawszy, podejrzewam, że Andrzej Duda popełnił ten sam błąd, co Renata Grochal i nie dostrzegł, iż ten umizg jest w istocie rzeczy uderzeniem w interesy polityczne PiS: partii, która planuje rządzić przez całe lata, opierając swe wyborcze zwycięstwa na straszeniu skąpstwem opozycji.

Jeśli uchwalona przez obecną władzę hojność państwa zyskałaby konstytucyjne gwarancje, straszak pod hasłem „liberał wam zabierze" radykalnie straciłby siłę oddziaływania.

Intrygujący zabieg — zapewne, w opinii prezydenta bardzo sprytny — mieści się w pytaniach 7-9, gdzie Andrzej Duda proponuje zapytać o zagwarantowanie w Konstytucji obecności w UE i NATO, a także „suwerenności Polski w Unii Europejskiej oraz zasady wyższości Konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim".

Adam Michnik i Lech Wałęsa. Warszawa
© Sputnik . Leonid Swiridow
Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Andrzej Duda
© REUTERS / Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta
Prezydentowi wydaje się zapewne, że stawiając identyczne pytania o UE i NATO — które wszak w jego opinii jest święte i poza wszelką dyskusją — uniknie etykietki eurosceptyka, a równocześnie zademonstruje opozycji, a także partnerom unijnym, co suweren myśli o zamachach na naszą wolność i sprzedawczykach, biegających do Brukseli na skargę.

Kłopot w tym, iż poparcie dla przynależności do  NATO, jakkolwiek bardzo wysokie (w majowym badaniu CBOS 79 proc.) jest jednakowoż niższe od poparcia dla obecności Polski w UE (84-88 proc.). Co oznacza, że wynik głosowania może prezydenta nieprzyjemnie zaskoczyć. A co więcej, pytanie o wpisanie UE do konstytucji byłoby w gruncie rzeczy formą plebiscytu w sprawie polityki PiS wobec Brukseli — i ten wynik może nieprzyjemnie zaskoczyć PiS.

Warto przy okazji wspomnieć, że kwestia „wyższości Konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim" była już przez Trybunał Konstytucyjny zbadana. Stwierdził on, iż prawo unijne i międzynarodowe nie ma automatycznego  prymatu nad konstytucją (w odróżnieniu od ustaw zwykłych), ale to znaczy, że ewentualny konflikt musi zostać w jakiś sposób rozwiązany: przez zmianę konstytucji, doprowadzenie od zmiany prawa międzynarodowego, albo wystąpienie z UE.

Zapis proponowany przez prezydenta zdaje się zmierzać do sytuacji, w której w przypadku konfliktu można regulacje unijne po prostu olać. To gwarancja podniesienia pisowskiego burdelu prawnego do rangi normy konstytucyjnej.

Pozostałe pytania, wrzucone do feralnej piętnastki, zdają się odpowiadać na życzenia różnych środowisk, które postanowiły wystosować do prezydenta swoje postulaty.

I tak, pytanie 12.: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjną ochroną pracy, jako fundamentu społecznej gospodarki rynkowej?" nie wnosi specjalnie wiele nowego, zważywszy, iż obecny art. 24. konstytucji stanowi, iż „praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej; państwo sprawuje nadzór nad warunkami wykonywania pracy" — ale zapewne spodoba się przewodniczącemu Dudzie.

Pytanie 14. — dotyczące  „zapewnienia gwarancji szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym, dzieciom, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku" — także nie jest nowatorskie, skoro art. 68.2 obecnej konstytucji mówi, że „władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku" — ale może zatrzeć niefortunne wrażenie, jakie prezydent zrobił na protestujących w Sejmie niepełnosprawnych, najpierw biegnąc od nich z deklaracjami wsparcia, a potem znikając z horyzontu.

Pytanie 15. — o wpisanie do konstytucji „podziału jednostek samorządu terytorialnego na gminy, powiaty i województwa" — zapewne ma robić dobrze samorządowcom, którzy co i raz wstrząsani są postulatami likwidacji niektórych szczebli samorządu (zwłaszcza powiatów), co oczywiście nie podoba się tym, którzy z funkcji samorządowych czerpią zyski i wpływy.

Pytanie 11. — o „wzmocnienie w Konstytucji RP pozycji rodziny, z uwzględnieniem ochrony obok macierzyństwa także ojcostwa" (dziś jest „macierzyństwo i rodzicielstwo") jest umizgiem pod adresem konserwatywnych środowisk samców, którzy czują się pokrzywdzeni nieprzyzwoitą samodzielnością kobiet i domagają się przywrócenia władzy ojca nad rodziną, na pohybel genedrowym miazmatom. Ich wyrazicielem jest inicjatywa tato.net prowadzona przez absolwentów KUL z „Fundacji Cyryla i Metodego", wspierana przez znanego obrońcę życia, senatora Szymańskiego z PiS. 

Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa, 05.11.1927, Warszawa
© AP Photo / Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa
I wreszcie jest pytanie szczególnie niepokojące —  o „odwołanie się w preambule Konstytucji RP do ponadtysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości". Oczywiście, odwołania do chrześcijaństwa są w preambule obecnej konstytucji — występują jednak równolegle z ukłonem pod adresem wartości humanistycznych („zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł"; wdzięczni „za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach", „w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem").

Pytanie Andrzeja Dudy jest w istocie propozycją wyrzucenia ateuszy z konstytucji — co skądinąd byłoby zaledwie potwierdzeniem współczesnej polskiej rzeczywistości, gdzie ludzie niewierzący, a także innowiercy, są praktycznie poza nawiasem życia publicznego.

Tym niemniej ta zmiana — na pewno z entuzjazmem przywitana przez episkopat i jego politycznych kamerdynerów — jest bardzo niepokojąca w wymiarze cywilizacyjnym; oznacza bowiem definitywne odejście od choćby pozorów nowoczesnego, europejskiego państwa. 

Na szczęście cała ta lista życzeń i zażaleń wyląduje w koszu — co zasadniczo różni ją od postulatów MKS, uhonorowanych na liście najbardziej wartościowych dokumentów świata UNESCO.

Historia bywa niesprawiedliwa.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Władimir Putin pogratulował Andrzejowi Dudzie
Kto na to pozwolił Dudzie?
Andrzej Duda kibicuje Polakom z Warszawy
Sorry, mister Duda, lotu LOT-em nie będzie
Polska dawaj! Bo Duda nie przyjedzie...
Po co Dudzie referendum
Prezydent Duda nie ma nic lepszego do roboty?
Tagi:
konstytucja, referendum, episkopat, Rząd RP, UNESCO, Prawo i Sprawiedliwość, NATO, Andrzej Duda, Unia Europejska, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz