13:18 25 Wrzesień 2018
Na żywo
    Szczyt G7 w Kanadzie, 2018

    „Silny ma wasali i poddanych”

    © AP Photo / Jesco Denzel/German Federal Government
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    0 282

    Nikt w Brukseli nie ma złudzeń, że Polska nie jest koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych w Europie. A więc relacje Komisji Europejskiej i głównych państw europejskich w stosunku do Warszawy są również pochodną ich relacji z Amerykanami.

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą Konradem Rękasem.

    — O poniedziałkowej wizycie wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa wiemy tylko tyle, że po rozmowie z premierem Mateuszem Morawieckim wzbogacił się o pewne informacje, którymi obiecywał się zająć i przeanalizować. I jak oświadczył, jest pełen nadziei na kontynuowane konstruktywnego dialogu z Polską. Natomiast brytyjski dziennik "Financial Times" ocenił sytuację na linii Bruksela-Warszawa słowami „Konflikt wisi w powietrzu". Jak Pan ocenia sytuację?

    — Przede wszystkim nie można rozpatrywać jakichkolwiek zdarzeń dyplomatycznych dotykających Polski tak, jakby Polska była samodzielnym, suwerennym bytem geopolitycznym, czy dyplomatycznym. I podobnie jest z tymi ostatnimi spotkaniami, czy dyskusjami o Polsce, obok Polski i nad Polską. Nie można widzieć konfliktu między rządem w Warszawie a KE bez zwracania uwagi na pogarszające się systematycznie relacje Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską. Jeśli Timmermans i Morawiecki dyplomatycznie dali do zrozumienia, że nie doszli do porozumienia, to jest to następstwo wyjątkowo brutalnego wystąpienia Trumpa na ostatnim szczycie G7, wymierzonego między innymi i w dużej mierze przeciwko państwom europejskim zwłaszcza tym, które stanowią zaplecze dla KE, z Niemcami na czele.

    Polska to podgrzewając, to uspokajając atmosferę relacji z Brukselą, wykonuje po prostu zlecenia Waszyngtonu. I tak to trzeba widzieć. Nikt w Brukseli nie ma złudzeń, że Polska nie jest koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych w Europie. A więc relacje Komisji Europejskiej i głównych państw europejskich w stosunku do Warszawy są również pochodną ich relacji z Amerykanami.

    Niestety, w innych konfiguracjach politycznych, czy kadrowych można by na upartego próbować i z takiej niekorzystnej sytuacji wyciągnąć coś dla Polski i rozgrywać nasze położenie między Stanami i Europą. Ale oczywiście obecne władze Polski do takiej finezji dyplomatycznej zdolne nie są.

    Dowódca polskiego czołgu na ćwiczeniach wojskowych NATO
    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    — Już 3 lipca wejdą w życie radykalne zmiany w Sądzie Najwyższym. Więc czasu zostaje mało, by zdążyć z osiągnięciem konsensusu z Unią. Co grozi Polsce, jeśli do tego czasu kompromis nie zostanie osiągnięty?

    — Cała ta afera wokół sądów jest po prostu dęta. Patrząc przez pryzmat pseudodebaty politycznej w Polsce, to przeciwnicy obecnego rządu, nie pytając, nie znając, czy nie rozumiejąc podstaw ziobrystowskich reform sądowych wyobrażają sobie, że jest to rewolucja, która nagle zniszczy niezależność sądów. Niezależność sądów w Polsce nie istnieje dlatego, że sądy są narzędziem w rękach oligarchów i polityków od co najmniej dwudziestu kilku lat. Mówimy tutaj o fikcji, której obrona jest po prostu żenująco śmieszna. Z drugiej zaś strony, tzw. zwolennicy reform wyobrażają je sobie zgodnie z propagandą Ziobry i Kaczyńskiego jako wielką krucjatę przeciwko układowi sądowemu.

    A w rzeczywistości, jest to malutki ruch kadrowy, mający kilku znajomym Ziobry dać wyższe pensje, pozwolić mu na ruchy kadrowe bez większego znaczenia dla praworządności Polski. Naprawdę, to jest burza w szklance wody. Żeby praworządność w Polsce mogła być zagrożona, to musiałaby najpierw istnieć, a oczywiście nie istnieje.

    Z jednej strony dla władz Warszawy jest to wygodny pretekst do kolejnej burzy z opozycją i udowadniania swojej postawy wobec Komisji Europejskiej, a dla Komisji jest wygodny pretekst, żeby pogrywać sobie z amerykańskim koniem trojańskim w Europie.

    Co jednak czeka Polskę? Trudno powiedzieć. Wszyscy przecież wiedzą, że nikt do tej pory tych przepisów artykułu 7. nie wdrażał. Nie wiem do końca, jaki może być skutek prawny. Będzie to raczej kwestia woli politycznej władz Unii Europejskiej. Można się spodziewać czysto formalnej decyzji.

    Skończy się może pozwaniem Polski przed Trybunał Sprawiedliwości EU. To wydaje się całkiem prawdopodobne, i na co wskazuje pewien niewielki casus portugalski, kiedy to Trybunał uznał siebie za kompetentny organ, który może decydować o tzw. zagrożeniach praworządności w Portugalii. A wtedy chodziło również o tak „ważną" sprawę, jak płace sędziów portugalskich.

    Powtórzę. Procedury Unii Europejskiej i wokół niej istniejące są na tyle rozbudowane, że cały ten spektakl może trwać jeszcze dość długo, i dość długo będzie trwał. To nie Polska gra. To Polską grają.

    — Brukselę o ból głowy przyprawia nie tylko Polska. Sytuacja polityczna w Unii jest napięta i z powodu presji migracyjnej, i sporów dotyczących handlu i polityki zagranicznej z administracją Donalda Trumpa. Więc „sezon ogórkowy" zapowiada się nie bardzo wesoło?

    — Kluczowe są właśnie relacje europejsko — amerykańskie. W tym chaosie widać jednak pewne prawidłowości i jedną z nich jest pośpiech. Jest on objawiany między innymi przy polityce wymuszeń, kiedy Stany Zjednoczone już przestają występować w masce dobrego wujka, który tu wszystkim robi prezenty, a występują jako najsilniejszy chuligan na podwórku, domagają się pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy, okazując demonstracyjne wręcz lekceważenie wszelkim formom i procedurom.

    Na ostatnim szczycie G7 było to nadto widoczne. Kanclerz Merkel próbowała się zasłaniać, w ulubiony przez Europejczyków sposób, powoływaniem zespołów, wspominano o wspólnotowości europejskiej, a Trump rozbijał to po kolei, domagając się od wszystkich państw poszczególnych, pojedynczych ustępstw, jeśli chodzi o politykę handlową, celną, przemysłową. Pokazywał bardzo wyraźnie — silny nie ma przyjaciół, silny ma co najwyżej wasali i poddanych. Z kolei Europa w tej sytuacji powinna zdobyć się na suwerenność wobec Ameryki, powinna zdobyć się na realną, a nie tylko deklaratywną, biurokratyczną jedność.

    A czy cokolwiek z tego wynika dla Polski? Oczywiście, nie. Ameryka nie ma żadnej dla Polski oferty, nie stanowi żadnej alternatywy geopolitycznej. To bardzo dobrze widać. Teraz mamy rocznicę wizyty Trumpa w Warszawie. Wówczas potrafił ładnie mówić napisane przemówienie o polskim powstańcu, natomiast nie miał żadnej oferty gospodarczej, żadnej propozycji inwestycyjnej, żadnych wniosków dotyczących zastąpienia Polsce Europy. Polska nie jest potrzebna ani Europie, ani USA. I co najgorsze, wydaje się nie być potrzebna także własnym obywatelom, którzy coraz bardziej masowo z Polski uciekają.

    Zobacz również:

    Polska zamiast wzmocnić swoje wojska, woli dać drogi prezent USA
    Duda ze sklejki: Historia bywa niesprawiedliwa
    Andrzej Duda kibicuje Polakom z Warszawy
    „Bazy w USA w Polsce to ekspansyjne działania NATO, które nie pozostaną bez odpowiedzi"
    Pompeo przedstawia politykę USA po wycofaniu się z porozumienia nuklearnego z Iranem
    Trump ostro skrytykował politykę migracyjną Europy
    Korwin-Mikke: Byłoby lepiej, gdyby Kreml nie wypowiadał się nt. baz USA w Polsce
    Tagi:
    polityk, sąd, współpraca, gospodarka, Sąd Najwyższy, Komisja Europejska, NATO, ONZ, Zbigniew Ziobro, Donald Trump, Bruksela, Europa, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz