07:15 14 Listopad 2019
Stoisko Gazpromu na VII Międzynarodowym Forum Gazowym w Petersburgu

Ukraińskie polowanie na miliardy Gazpromu: kto blefuje

© Sputnik . Alexei Danichev
Opinie
Krótki link
Autor
3390
Subskrybuj nas na

Według informacji służby prasowej Naftohazu sąd handlowy Londynu wymierzył cios Gazpromowi na prośbę ukraińskiego koncernu.

Dyrektor ds. rozwoju biznesu w Naftohazie Jurij Witrienko oświadczył, że sąd handlowy w Londynie zezwolił na zamrożenie aktywów „Gazpromu" na wniosek Naftohazu w ramach wykonywania decyzji Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie o przymusowym wyegzekwowaniu od rosyjskiego koncernu prawie 2,6 miliardów dolarów.

Tego można się było spodziewać. Niecały tydzień temu szwedzki sąd apelacyjny okręgu Svea zalecił wstrzymanie wykonania decyzji Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie dotyczących sporu między Gazpromem i Naftohazem w związku ze złożoną przez rosyjski koncern apelacją. Podejmowane przez Ukrainę próby wszczęcia procedury przymusowego wykonania tej decyzji do czasu rozpatrzenia apelacji mają na celu „uzyskanie pieniędzy jak najszybciej i jak najwięcej", ale są sprzeczne z międzynarodową praktyką sądową.

I ponieważ sąd apelacyjny zgodził się, że w celu „wstrzymania wykonania decyzji" Trybunału w Sztokholmie sąd dysponuje wystarczającymi podstawami proceduralnymi (najstraszniejsze uzasadnienie w światowej praktyce sądowej), to Naftohaz nie ma podstaw do zajmowania aktywów Gazpromu, gdziekolwiek by to nie było.

I tutaj zaczyna się rzecz najciekawsza.

Zgodnie ze szwedzką ustawą „O arbitrażu" nakaz sądu apelacyjnego nie może być zaskarżony. Mało tego: „w istocie rzeczy" nie można też było zaskarżyć pierwotnej decyzji Trybunału Arbitrażowego dotyczącej sporu w sprawie kontraktu na tranzyt gazu wydanej na korzyść Ukrainy.

Właśnie dlatego decyzję zaskarżano „od strony proceduralnej": drogą lingwistycznej ekspertyzy udało się ustalić, że decyzję pisali nie wyznaczeni do tego arbitrzy, a „osoby trzecie", i właśnie ta kwestia jest teraz badana przez sąd apelacyjny okręgu Svea. To nic nadzwyczajnego. „Cegiełki" spraw arbitrażowych przygotowują z reguły „eksperci", sami arbitrzy nie są po prostu w stanie przerobić tylu ton papierów. Ale jeśli już uda się wykazać, że właśnie „opinia ekspercka" trafiła do „części końcowej" bez przeróbki, nawet jeśli winne jest temu banalne zaniedbanie (co też najwyraźniej miało miejsce), to mamy do czynienia z najpoważniejszym naruszeniem właśnie „procedury sądowej" i — zgodnie z literą prawa — wszystkie decyzje są odwoływane i wyznacza się nowy termin rozpraw.

A ponieważ wszystkie te etapy trzeba będzie przechodzić od nowa, z innym składem sędziowskim, to nawet nastawieni najbardziej optymistycznie ukraińscy eksperci przyznają: to kolejne trzy lata. Ja nie jestem aż tak optymistyczny, więc w ślad za Gazpromem skłaniam się mimo wszystko do czterech-pięciu lat.

Do tego nie ma żadnej pewności odnośnie tego, na czyją korzyść toczyć się będzie nowa rozprawa. Jak i odnośnie tego, czy będzie jeszcze istnieć „Naftohaz" i obecne ukraińskie kierownictwo.

Ogółem, tyle czasu strona ukraińska nie zamierza czekać. Dlatego Naftohaz na początek zaskarżył niepodlegającą zaskarżeniu decyzję sądu okręgu Seva (a dokładniej „nakaz" sądowy, co jest jeszcze śmieszniejsze). Ponadto, dyrektor generalny ukraińskiej spółki pan Koboliew zapewnił publiczność, że „decyzja szwedzkiego sądu nie wstrzymuje samej decyzji, lecz tylko wstrzymuje jej wykonanie w Szwecji". Jak on godzi powszechność obowiązku wykonania decyzji pierwszej instancji z przekonaniem, że nakaz instancji apelacyjnej „wykonywany jest tylko w Szwecji" — tego niestety nie pojmuję.

Dlatego Gazprom wstrzymał się przed merytorycznym komentowaniem informacji Naftohazu. Oświadczenie rosyjskiego koncernu głosi tylko, że Naftohaz Ukrainy podejmuje na terytorium Wielkiej Brytanii działania mające na celu przymusowe wyegzekwowanie decyzji Trybunału w Sztokholmie. I „te działania podejmuje wbrew nakazowi sądu apelacyjnego".

To znaczy Ukraina najwyraźniej przekazała do sądu handlowego Londynu tylko pierwszą część dokumentów, a o drugiej szczerze „zapomniała". Potem oczywiście Rosja je doniesie, ale do tego czasu można „narobić hałasu".

A teraz o tym, po co to wszystko.

Jest tylko jedna wersja. Prawdę mówiąc, strona ukraińska nie stara się za specjalnie ukryć tego, że wszystkie te działania podejmuje nie w celu uzyskania pieniędzy, bo żaden „areszt" aktywów, a już tym bardziej „zabezpieczający", jeśli nawet jakimś nieodgadnionym prawnym zygzakiem do niego dojdzie, nie doprowadzi do ich „realizacji". Cel sformułowany jest dość jasno: „utworzenie negatywnego tła informacyjnego".

I to już taki swoisty kijowski algorytm. Taki sam jak wtedy, gdy prezydent Poroszenko postanowił wskrzesić ideę międzynarodowego konsorcjum, którego celem miało być zarządzanie system gazowym Ukrainy, i z radością zaprosił do tego przedsięwzięcia Niemcy (finansowo, rzecz jasna). Co prawda, pod warunkiem: Niemcy muszą zrezygnować z udziału w Nord Stream 2.

Logiki szukać tutaj nie trzeba. Poroszenko, choć ma swoje dziwactwa, to jest tym niemniej istotą na wskroś pragmatyczną i w bajki dawno przestał wierzyć. Cały pomysł nosi tutaj charakter równie wirtualny: utworzenie „negatywnego tła informacyjnego", a następnie przeciągłe i nudne modlenie się do „amerykańskich sojuszników", żeby ci jakoś dali radę Niemcom.

Innymi słowa — jeśli już nie udało się otrzymać roli „głównej forpoczty Zachodu", to niech przynajmniej wezmą Ukrainę do PR-owskiej pracy.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kroi się nowy gazociąg i rurociąg naftowy?
Gazprom nie chce płacić Ukrainie
Sąd nałożył areszt na holenderskie aktywa Gazpromu
Tagi:
areszt, aktywa, Trybunał Arbitrażowy, Naftohaz Ukrainy, Gazprom, Szwecja, Londyn, Rosja, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz