12:05 21 Lipiec 2018
Na żywo
    Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych

    Agnieszka Piwar: „To jest krok milowy w stronę totalitaryzmu"

    © Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
    Opinie
    Krótki link
    Kamil Klimczak
    9563

    Z Agnieszką Piwar, niezależną dziennikarką, publicystką i dokumentalistką rozmawia Kamil Klimczak.

    —  Jeden z numerów „Gazety Polskiej" przyniósł demaskatorskie artykuły, z których można wysnuć, że w Polsce jest pełno rosyjskich agentów. Przewija się również Pani postać, jako postaci wybitnie prorosyjskiej. Jaka jest prawda?

    — Moja postać pojawia się już w wstępniaku, autorstwa redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza, który wspomina wydarzenie sprzed kilku lat. Niestety wspomina jedynie szczątkowo, więc czuję się zobowiązana rozwinąć wątek. Kilka lat temu zbojkotowałam pewien festiwal filmowy, ponieważ nie chciałam stanąć na scenie obok Sakiewicza. Byłam współorganizatorem tego festiwalu, który z założenia miał być wolny od układów, kolesiostwa i polityki — chcieliśmy stworzyć szansę zaistnienia niezależnym i utalentowanym artystom. Po pierwszej edycji festiwalu, który okazał się sporym sukcesem, Sakiewicz chciał najwyraźniej zrobić sobie dobry PR, bo nie wiadomo skąd pojawił się pomysł, że podczas drugiej edycji mam go przywitać przed publicznością, jako honorowego gościa.

    Nie zgodziłam się na to z dwóch powodów. Po pierwsze: jako członek Kościoła Katolickiego nie chciałam witać uroczyście człowieka, który na zlecenie wrogów Kościoła zniszczył abp. Wielgusa. Po drugie: jako ówczesny rzecznik prasowy festiwalu ogłaszałam publicznie, że jest to impreza niezależna — zaprzeczyłabym więc sama sobie zapraszając na scenę redaktora naczelnego tak stronniczej i upolitycznionej gazety. Przypominam, Tomasz Sakiewicz słynie z tego, że tworzy lizusowską propagandę konkretnej partii politycznej i układowi euroatlantyckiemu.

    Zdaje się, że z festiwalu (który początkowo miał niezły potencjał) pozostały zgliszcza. Minęło wiele lat, a Sakiewicz — jak się okazuje — wciąż nie może mi darować, że ośmieliłam się honorowo opuścić imprezę, na której on — jak przypuszczam — chciał się cudzym kosztem i cudzą pracą wylansować.

    „Nieśmiertelny Pułk w Kazaniu, 9 maja 2017
    © Sputnik . Maksim Bogodvid
    Chcąc mi dopiec, po latach obwieścił tryumfalnie na łamach „Gazety Polskiej", że właśnie „zostałam przyłapana" na… wyjeździe do Rosji.

    Otóż, nie zostałam na niczym przyłapana, gdyż za każdym razem kiedy jadę do Rosji chwalę się tym na ogólnie dostępnym portalu społecznościowym.

    Dla porządku przypomnę tylko, że słowo «przyłapać» oznacza: «zastać kogoś we wstydliwej sytuacji lub w chwili popełniania przez niego czynu nagannego». Tymczasem nigdy nie uważałam wyjazdu do Rosji za wstyd, ani tym bardziej coś nagannego, więc o żadnym przyłapaniu mowy być nie może.

    —  Właśnie — wydawałoby się, że we współczesnym świecie zwykły wyjazd zagraniczny nie powinien wzbudzać sensacji, zwłaszcza ze strony miłośników demokracji.

    Skąd to powszechne przeświadczenie, że jeśli Polak pojechał do Rosji to jest od razu agentem?

    — To zdumiewająca hipokryzja ze strony „obrońców demokracji i wolności słowa". Spotykam się często z zarzutem, że jak ja mogę jeździć do Rosji, przecież Rosja przejęła Krym. W takim razie, dlaczego ci sami moi oponenci nie pytają polityków partii rządzącej czy opozycyj, dlaczego bratają się z oni Izraelem, który morduje Palestyńczyków? Nie mnie oceniać zasadność, czy też jej brak w kwestii przejęcia Krymu; nie chcę niczego wartościować, ale jednak Krym został odbity bez jednego wystrzału, podczas gdy w Strefie Gazy dokonuje się krwawej rzezi na Palestyńczykach, masowo giną niewinne dzieci i kobiety. Różnica chyba jednak jest, prawda?

    I dalej, dlaczego moi oponenci, zarzucający mi wyjazdy do Rosji nie zarzucają polskim politykom tego, że bratają się ze Stanami Zjednoczonymi odpowiedzialnymi na kolejne krwawe wojny na tym świecie, szczególnie na Bliskim Wschodzie?

    Mnie, niezależnej dziennikarce — która chce poznać sąsiedni kraj — zarzuca się, że jestem „ruską agentką", ale nikt już nie zarzuci Beacie Szydło, że jest agentką amerykańską, a przecież była ona w Stanach Zjednoczonych na stypendium, gdzie przeszła jakieś tam szkolenie liderów. Ona po tym szkoleniu została premierem Polski, a ja po powrocie z moich wyjazdów dziennikarskich jestem szkalowana i pomawiana.

    Agnieszka Piwar, polska publicystka
    © Zdjęcie : Katarzyna Mierzejewska
    Agnieszka Piwar, polska publicystka
    Wszyscy mówią dookoła, że Rosja jest straszna i zła. Jako ciekawa świata dziennikarka chcę to sprawdzić na własne oczy i zweryfikować. Dlatego tam jeżdżę, przeprowadzam w Rosji wywiady z osobami życia publicznego.

    I pytam moich rozmówców — czy Rosja chce na nas napaść? No i okazuje się, że Rosja nie tylko nie chce napadać na Polskę, ale wręcz przeciwnie.

    Rosjanie wyciągają do Polaków rękę, bo są otwarci na współpracę gospodarczą i kulturową.

    —  W medialnej burzy dotyczącej Pani wyjazdu do Rosji pojawiła się — jako koronny argument — postać wydalonego z Polski dziennikarza Leonida Swiridowa. Teraz zresztą wydalono kolejną Rosjankę pod zarzutem „udziału w wojnie hybrydowej". Jak z Pani punktu widzenia wygląda sprawa tych ludzi?

    — Rozmawiałam ze Swiridowem na ten temat. Jako dziennikarka poczułam się zobowiązana poznać drugą stronę medalu. Jego w Polsce zaszczuto i okrzyknięto w mediach szpiegiem. Dziennikarz szpiegiem, serio???

    Wysłuchałam więc wersji Swiridowa, bo tego wymaga rzetelność dziennikarska. Dotarło do mnie, że sprawa tego dziennikarza otwiera furkę do bardzo niebezpiecznego precedensu.

    Otóż oskarżono człowieka nie wiadomo do końca o co — ogólnie ma rzekomo stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

    Leonid chciał zobaczyć akta sprawy, bo żeby móc się bronić i ewentualnie oczyścić z zarzutów, trzeba poznać konkretny zarzut. Przecież w cywilizacji łacińskiej, opartej na prawie rzymskim, podstawowym prawem człowieka jest prawo do obrony.

    Tymczasem odmówiono Leonidowi wglądu do akt jego własnej sprawy, a więc człowiek ten nie wie, o co jest oskarżony, a zatem nie może się nawet bronić.

    Uważam, że polskie służby wypadły średnio poważnie wydalając tego Swiridowa. Ale jeszcze bardziej ośmieszyły się polskojęzyczne media sugerujące jego szpiegowską działalność.

    Jak szpiegiem może być dziennikarz, czyli osoba która pokazuje się publicznie? Niby do jakich tajnych informacji państwa polskiego Swiridow miałby mieć dostęp?

    —  Gdyby był szpiegiem, to należałoby go aresztować i osądzić…

    — Oczywiście. Szpiegów oddaje się pod sąd, a Swiridowa po prostu wydalono, oczerniono i odebrano mu prawo do obrony.

    Dodatkowo, jego wydalenie wiąże się z tym, że dostał on zakaz wjazdu do całej Strefy Schengen. Dla dziennikarza specjalizującego się w sprawach europejskich oznacza to bardzo poważne utrudnienie w wykonywaniu zawodu.

    Moje podejście jest takie, że dopóki nie skazano człowieka prawomocnym wyrokiem, nie będę traktować go jak winnego.

    Niestety wielu moich rodaków już uznało Swiridowa za winnego (choć nie wiadomo nawet jaki jest zarzut), o czym świadczą chociażby pełne jadu komentarze w internecie.

    Wspomniał Pan o wydalonej na dniach Rosjance. Chcę podkreślić, że to nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek.

    Rosyjski historyk, profesor Dmitrij Karnauchow
    © Zdjęcie : From personal archive
    Pałac Kremlowski
    © Sputnik . Алексей Никольский
    Jesienią 2017 roku wyrzucono z Polski prof. Dmitrija Karnauchowa. Jemu pierwszemu zarzucono tzw. „działania hybrydowe" przeciwko Polsce. Właściwie nie wiadomo o co chodzi. Ani w Konstytucji RP, ani w Kodeksie Karnym nie ma wzmianki o tym pojęciu z kosmosu.

    Tymczasem gnoi się, poniża i wyrzuca Rosjan od lat mieszkających i pracujących w Polsce, pod zarzutem, który właściwie nie istnieje. Rozmaiłam z Karnauchowem po tym jak go wywalili. Historia się powtarza — on również nie może się bronić, ponieważ jego akta są utajone i on nie wie, w którym momencie złamał polskie prawo, o ile w ogóle to zrobił.

    Udzielając Panu tego wywiadu, jestem świeżo po przeczytaniu kolejnych doniesień o wyrzuceniu kolejnej — drugiej w ostatnich dniach — Rosjanki. Równie kuriozalna sprawa jak poprzednie. Z jej relacji wynika, że potraktowano ją bardzo podle — więziono siedem dni, szantażowano, utrudniano kontakt z najbliższymi, próbowano wymusić zeznania, by przyznała się do czegoś, czego nigdy nie zrobiła.

    Co gorsza, Stanisław Żaryn, rzecznik koordynatora służb specjalnych zapowiedział, że już wkrótce dobiorą się do obywateli Polski.

    Z kontekstu wynika, że chodzi o Polaków, którzy dbają o dobre relacje z Rosją.

    To jest krok milowy w stronę totalitaryzmu.

    Ciąg dalszy nastąpi.

    Kamil Klimczak, polski publicysta

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji Chrobry szlak. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Chrobry szlak.

    Zobacz również:

    Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
    „Pożyteczna idiotka Putina" też ma swoje zdanie
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Leonid Draczewski: „Osobiście chciałbym ściślej i więcej współpracować z Polakami"
    ABW znów walczy z obywatelami Rosji. Szuka „szpiegów” wśród naukowców
    Swiridowa wiara w Polskę
    Piskorski to więzień polityczny, a nie szpieg
    Niesłychane draństwo ABW
    Sąd w Warszawie odmówił dziennikarzowi Swiridowowi udziału w posiedzeniu w jego sprawie
    Tragifarsa w wydaniu ABW
    Tagi:
    polityka, strefa Schengen, etyka dziennikarska, dziennikarz, wojna hybrydowa, rusofobia, Fundacja im. Aleksandra Gorczakowa, Gazeta Polska, Rząd RP, ABW, Tomasz Sakiewicz, Dmitrij Karnauchow, Stanisław Żaryn, Agnieszka Piwar, Beata Szydło, Leonid Swiridow, Kreml, Izrael, USA, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz